W Polsce od lat działa ten sam mechanizm. Kiedy państwu brakuje pieniędzy, politycy sięgają po środki od podatników. Rok w rok słyszymy o coraz to głupszych i bardziej opresyjnych pomysłach. Mają one na celu pełną inwigilację każdego przedsiębiorcy. Zbierane dane pozwalają tworzyć coraz sprytniejsze narzędzia kontroli. W efekcie przedsiębiorca, który napędza naszą gospodarkę, albo się poddaje, albo musi płacić coraz wyższe podatki i składki.
Spis treści
Zanim więc politycy po raz kolejny opowiedzą, że trzeba coś poprawić, uszczelnić i uregulować, warto przypomnieć sobie jedną podstawową kwestię. Chodzi o to, jak głupio, niechlujnie i bez odpowiedzialności wydawane są pieniądze podatników, gdy już trafią do państwowej kasy. I nie mówimy tutaj o drobnych pomyłkach. Chodzi o miliardy złotych, które znikały w systemach tworzonych bez kontroli, w projektach bez sensu, w decyzjach podejmowanych na kolanie albo pod polityczne zapotrzebowanie chwili.
Dlatego ten tekst nie jest tylko opowieścią o marnotrawstwie. To jest tekst o państwie, które lubi być surowe wobec obywatela, ale zadziwiająco łagodne wobec własnej nieudolności. O państwie, które potrafi godzinami pouczać przedsiębiorcę, jak ma prowadzić działalność, a jednocześnie bez mrugnięcia okiem rozpuścić miliardy złotych w systemie, nad którym nikt naprawdę nie panował (szczegóły dalej w tekście). O państwie, które najpierw robi bałagan za publiczne pieniądze, a potem wraca po więcej.
Pierwszy przykład jest podręcznikowy. Bo jeśli ktoś chce zrozumieć, jak wygląda kosztowna nieodpowiedzialność ubrana w język „wyjątkowej sytuacji”, powinien zacząć od dodatków covidowych.
Prawie 9 mld zł na dodatki covidowe – i nikt nad tym nie panował
Lata 2020 – 2022 to okres wielu nerwowych ruchów, generowanych bardziej społecznymi oczekiwaniami oraz potrzebą pokazania w mediach, że rząd ma cokolwiek pod kontrolą. Po latach możemy powiedzieć, że pomysły, które wtedy się pojawiły i zostały wprowadzone w życie były jednymi z najbardziej kosztownych i najbardziej pozbawionych sensu w ostatnich dziesięcioleciach naszego kraju.
Według ustaleń Najwyższej Izby Kontroli w latach 2020 – 2021 na dodatki covidowe wydano blisko 9 mld zł, a cały system ich przyznawania i wypłaty został oceniony negatywnie. NIK wskazała, że Minister Zdrowia i Prezes NFZ nie zapewnili skutecznego nadzoru nad przygotowaniem i realizacją tego mechanizmu, a zaniechanie kontroli stworzyło ryzyko, że części nienależnie wydanych środków nie da się już odzyskać.
I tu dochodzimy do sedna. Problem nie polegał na tym, że personel medyczny miał dostać dodatkowe pieniądze za pracę w skrajnie trudnych warunkach. Problem polegał na tym, że państwo stworzyło wadliwy system, wrzuciło do niego miliardy i praktycznie odwróciło wzrok. To trochę tak, jakby ktoś otworzył sejf, rozrzucił gotówkę po pokoju, a potem ogłosił, że liczenie banknotów byłoby teraz nieeleganckie.
NIK ustaliła, że wady systemu pozwalały wypłacać dodatki osobom nieuprawnionym, a tej samej osobie nawet wielokrotnie za ten sam miesiąc ponad limit 15 tys. zł. W skrajnych przypadkach dochodziło do wypłat sięgających 41,5 tys. zł miesięcznie. Mechanizm premiował więc nie tyle realne zaangażowanie w najcięższą pracę, ile raczej zdolność do wpasowania się w źle zaprojektowane zasady.
Jeszcze bardziej absurdalne były konkretne przypadki opisane przez NIK. W jednym ze szczecińskich szpitali dodatki w wysokości nawet 15 tys. zł wypłacano za incydentalne, krótkotrwałe kontakty z pacjentami z podejrzeniem lub zakażeniem SARS-CoV-2. Mówimy nie o miesiącach harówki, ale czasem o pojedynczych konsultacjach czy kilkudziesięciu minutach kontaktu.
NIK opisała też sytuacje, w których liczba osób pobierających dodatki wypadała groteskowo w relacji do realnej liczby łóżek czy pacjentów covidowych. W niektórych przypadkach wychodziło nawet 31 osób personelu na jedno łóżko covidowe albo 23 osoby na jednego pacjenta.
Najgorsze jest jednak to, że ten bałagan nie był wyłącznie skutkiem pośpiechu pierwszych tygodni pandemii. Dodatki były wypłacane przez prawie dwa lata, od maja 2020 r. do końca marca 2022 r., a mimo to nie uporządkowano podstawowych zasad i nie wprowadzono skutecznego systemu weryfikacji. NIK wskazała, że nawet dokumentowanie bezpośredniego kontaktu z pacjentami nie zostało porządnie uregulowane, przez co część podmiotów nie była w stanie potwierdzić, czy osoby, którym wypłacono dodatki, faktycznie spełniały warunki. Czyli klasyk: najpierw płacimy, potem może kiedyś sprawdzimy, komu właściwie i za co.
To właśnie dlatego sprawa dodatków covidowych jest tak ważna. Ona pokazuje model działania państwa w czystej postaci. Najpierw pojawia się hasło: „musimy działać natychmiast”. Potem tworzy się przepisy nieprecyzyjne, chwiejne i podatne na różne interpretacje. Następnie płyną ogromne pieniądze. A na końcu okazuje się, że nikt nie wie dokładnie, ile wydano nienależnie, komu i czy da się cokolwiek odzyskać. NIK napisała wprost o wysokim prawdopodobieństwie, że część tych środków będzie trzeba uznać za utraconą.
Obecnie postępowania są w toku, a nikt wprost nie został publicznie ukarany.
Szpitale tymczasowe – setki milionów za puste hale, czynsze i gotowość do leczenia, którego często nie było
W teorii miały być symbolem gotowości państwa do „walki z pandemią”. Wielkie hale, stadiony, centra wystawiennicze, błyskawicznie adaptowane przestrzenie, które w razie potrzeby miały ratować system ochrony zdrowia przed załamaniem. W praktyce znaczna część tego przedsięwzięcia okazała się drogim spektaklem, za organizację którego zapłacili oczywiście podatnicy.
Najwyższa Izba Kontroli ustaliła, że na utworzenie, funkcjonowanie i likwidację wszystkich szpitali tymczasowych przeznaczono 941,6 mln zł. Z tego ponad 612,6 mln zł wydano w sposób niecelowy i nieefektywny – na 14 placówek zlokalizowanych w obiektach wielkopowierzchniowych, czyli m.in. na stadionach, halach widowiskowych i centrach wystawienniczych. NIK wskazała, że decyzje o tworzeniu wielu z tych szpitali podejmowano bez rzetelnej analizy potrzeb, bez kalkulacji kosztów i bez związku z realną sytuacją.
To jest właśnie moment, w którym państwo przestaje zarządzać kryzysem, a zaczyna zarządzać własnym wizerunkiem. Bo przecież stadion zamieniony w szpital wygląda imponująco. Hala targowa pełna łóżek robi wrażenie w telewizji. Zdjęcia, briefing, konferencja, narracja o mobilizacji, o skali, o odpowiedzialności. Tylko że telewizyjny kadr nie pokazuje najważniejszego: kto za to płaci i czy to w ogóle było potrzebne.
NIK wyliczyła, że średni koszt utworzenia, funkcjonowania i likwidacji szpitali tymczasowych w obiektach wielkopowierzchniowych wyniósł prawie 149 tys. zł na jedno łóżko, a koszt w przeliczeniu na jednego pacjenta sięgał prawie 36 tys. zł. To było około dwa razy więcej na łóżko i niemal cztery razy więcej na pacjenta niż w szpitalach tymczasowych organizowanych w obiektach wcześniej przeznaczonych do udzielania świadczeń zdrowotnych. Krótko mówiąc: państwo wybrało jedną z najdroższych możliwych form organizacji i jeszcze zrobiło to na dużą skalę.
Jeszcze lepiej widać absurd całej operacji, gdy spojrzy się na konkretne pozycje kosztowe. Sam szpital tymczasowy na Stadionie Narodowym pochłonął 36,4 mln zł czynszu, 8,5 mln zł kosztów eksploatacji, 4,3 mln zł ochrony i 1,9 mln zł opłat technicznych.
A przecież na tym nie koniec. Część tych placówek utrzymywano nawet wtedy, gdy nie prowadziły działalności. Od czerwca do listopada 2021 r. niektóre z nich funkcjonowały jako tzw. szpitale pasywne – w pełni przygotowane do uruchomienia, ale bez personelu medycznego i bez realnego leczenia pacjentów. Za sam okres bezczynności szpitala na Stadionie Narodowym zapłacono ponad 11 mln zł w czynszu i innych opłatach. We Wrocławiu było to 6,9 mln zł, w Poznaniu 6,9 mln zł, a w Łodzi 3,7 mln zł.
Są też przykłady wręcz podręcznikowe. NIK podała, że na trzy placówki, które tworzono, ale które finalnie w ogóle nie zostały uruchomione, wydano niemal 31,5 mln zł. Z tej kwoty ponad 29 mln zł pochłonął szpital tymczasowy w hali Netto Arena w Szczecinie, gdzie nie przyjęto ani jednego pacjenta.
NIK wskazała, że ani Minister Zdrowia, ani premier nie przeprowadzili systemowej analizy i oceny tworzenia, działania i likwidacji szpitali tymczasowych z punktu widzenia efektywności organizacyjnej i finansowej. To oznacza, że państwo weszło w operację za niemal miliard złotych, nie budując porządnego mechanizmu sprawdzającego, czy te pieniądze są wydawane racjonalnie.
Dodatkowo NIK pokazała coś jeszcze bardziej niewygodnego. Od marca 2020 r. do kwietnia 2022 r. koszty utrzymania gotowości do leczenia pacjentów covidowych wyniosły około 7 mld zł, podczas gdy na faktyczne leczenie wydano niecałe 5 mld zł. Innymi słowy, ponad 2 mld zł więcej kosztowało utrzymywanie gotowości niż pomoc pacjentom.
Obecnie postępowania są w toku, a nikt wprost nie został publicznie ukarany.
Fundusz Sprawiedliwości – kiedy pieniądze dla ofiar stają się politycznym łupem
Według ustaleń NIK, gospodarka finansowa Funduszu była prowadzona z rażącym naruszeniem podstawowych zasad finansów publicznych, w tym jawności, celowości i oszczędności wydatków, a łączna kwota stwierdzonych nieprawidłowości wyniosła blisko 270 mln zł. Co szczególnie istotne, NIK wskazała, że środki, które powinny trafiać przede wszystkim na pomoc ofiarom przestępstw i readaptację byłych osadzonych, były w szerokim zakresie wydatkowane niecelowo i niegospodarnie
W kontrolach dotyczących beneficjentów Funduszu opisywano zawyżone ceny usług, wydatki dalece odbiegające od wartości rynkowej oraz pomoc, która w praktyce nie odpowiadała podstawowym potrzebom odbiorców.
Ale dziś ta historia ma już także znacznie cięższy wymiar procesowy. To nie jest wyłącznie etap raportów, komisji i medialnych podejrzeń. Według aktualnych komunikatów Prokuratury Krajowej Zbigniew Ziobro jest formalnie podejrzanym w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura poinformowała, że zgromadzony materiał dowodowy pozwolił na wydanie postanowienia o przedstawieniu mu 26 zarzutów. Zakres tych zarzutów według prokuratury dotyczy szeregu działań podejmowanych w latach 2017-2023 jako Ministra Sprawiedliwości. Mowa o przekraczania uprawnień i niedopełnianiu obowiązków służbowych, ręcznym sterowaniu konkursami, dopuszczaniu do zawierania umów przez osoby nieuprawnione, tolerowaniu przyznawania środków organizacjom niespełniającym wymogów formalnych oraz ukrywaniu dokumentów.
Sejm uchylił immunitet Zbigniewowi Ziobrze i wyraził zgodę nie tylko na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej, ale także na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie. Prokurator wydał postanowienia o przedstawieniu zarzutów oraz o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu go do Prokuratury Krajowej celem ogłoszenia zarzutów i przesłuchania w charakterze podejrzanego.
5 lutego 2026 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zastosował wobec podejrzanego Zbigniewa Ziobry tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy od dnia zatrzymania, wskazując m.in. na ukrywanie się przed organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości. Dzień później prokuratura wydała list gończy, a 10 lutego 2026 r. wystąpiła o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Maseczki i kombinezony ochronne – blisko 200 milionów złotych wydanych źle, drogi i momentami wręcz kompromitująco
Najwyższa Izba Kontroli ustaliła, że Kancelaria Prezesa Rady Ministrów wydała w latach 2020-2021 blisko 200 mln zł niegospodarnie, nierzetelnie i niecelowo na zakup środków ochrony indywidualnej. Chodziło o maseczki, kombinezony i przyłbice sprowadzane przez spółki Skarbu Państwa oraz Agencję Rozwoju Przemysłu na podstawie poleceń i ustaleń tworzonych poza przejrzystą, racjonalną ścieżką zakupową. NIK wskazała, że sam mechanizm nie przyczynił się do zapewnienia szybkich dostaw, a część towarów nie spełniała wymogów jakościowych.
To Ministerstwo Aktywów Państwowych ustalało, które firmy mogą dostarczać środki ochrony, uzgadniało ceny i wielkość dostaw, a nawet przygotowywało wzory umów. Następnie te informacje trafiały do KGHM i Grupy Lotos, które miały formalnie realizować zakupy. Problem w tym, że w całym tym procesie nie uczestniczyło realnie Ministerstwo Zdrowia, choć to właśnie ono – zgodnie z logiką i zgodnie z umową – powinno określać, jakie produkty są potrzebne i jaką muszą mieć jakość.
Najbardziej kompromitujący jest jednak efekt końcowy. Badania przeprowadzone przez Centralny Instytut Ochrony Pracy wykazały, że wybrane partie maseczek sprowadzonych do Polski przez firmy wskazane przez Ministerstwo Aktywów Państwowych nie spełniały europejskich norm jakości. Z kolei część przyłbic i kombinezonów miała wyłącznie normy chińskie i nie posiadała wymaganych europejskich certyfikatów. To oznaczało, że sprzęt przeznaczony dla personelu medycznego mógł po prostu nie zapewniać ochrony na poziomie, za który państwo zapłaciło.
Liczby są brutalne. NIK podała, że zakwestionowano 41,7% maseczek, 46,6% kombinezonów oraz aż 86% przyłbic pochodzących od dostawców wskazanych przez MAP.
Jeszcze bardziej dobijające jest to, że państwo momentami płaciło więcej właśnie za towar gorszy. NIK wskazała, że Agencja Rozwoju Przemysłu kupowała maseczki odpowiedniej jakości w przedziale od 1,04 zł do 2,38 zł za sztukę, podczas gdy KGHM płacił za maseczki niespełniające norm od 7,98 zł do 10,61 zł za sztukę.
W medialnym opisie sprawy, opartym na ustaleniach NIK, pojawił się symboliczny detal: część kontraktów trafiała do podmiotów, które wcześniej nie miały nic wspólnego z dostawami sprzętu medycznego.
Dopełnieniem kompromitacji jest wątek Lotosu. KPRM nie opłaciła 48% faktur wystawionych tej spółce na kwotę 27,8 mln zł z powodu uzasadnionych wątpliwości co do jakości materiałów. Tyle że to w praktyce nie rozwiązało problemu, tylko przesunęło stratę do spółki. Dostawcy odrzucili reklamację, a Lotos nie podjął skutecznych dalszych działań dochodzenia roszczeń. Czyli państwo nie tylko kupiło część trefnego towaru. Państwo jeszcze nie umiało sensownie zamknąć sprawy, gdy już wyszło na jaw, że zostało wprowadzone w kosztowny bałagan.
Igrzyska Europejskie – wielka impreza, wielkie hasła i jeszcze większy rachunek dla podatnika
To był gigantyczny projekt finansowany przede wszystkim z budżetu państwa i środków samorządowych, przy czym już na starcie – jak wskazała NIK – ani władze Krakowa, ani marszałek województwa małopolskiego, ani ministrowie odpowiedzialni za nadzór nie przeanalizowali rzetelnie pełnych kosztów i korzyści tego przedsięwzięcia.
NIK napisała wprost, że ministrowie sportu i aktywów państwowych nie ustalili wskaźników, które pozwoliłyby stwierdzić, jakich efektów – także finansowych – oczekiwali po organizacji Igrzysk. To jest w gruncie rzeczy niesamowite: państwo wydało miliardy, nie definiując porządnie, po czym mierzyć sukces.
A gdy nie ma sensownego celu, bardzo łatwo rodzi się chaos. NIK ustaliła, że krótkie terminy, ciągle zmieniające się warunki organizacji, problemy z lokalizacjami oraz zmiany liczby i rodzaju dyscyplin przełożyły się na wzrost kosztów i liczne nieprawidłowości finansowe. Spółka Igrzyska Europejskie 2023 działała pod dużą presją czasu i w warunkach niepewności, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie. To raczej kolejny dowód, że państwo weszło w ogromny projekt bez przygotowania, a potem próbowało gasić pożary pieniędzmi podatnika.
NIK wskazała naruszenia przepisów lub nierzetelność przy udzielaniu zamówień publicznych na łączną kwotę 123,4 mln zł. Do tego doszły opóźnienia rozliczeń z kontrahentami na niemal 54 mln zł, wynikające głównie z problemów z płynnością finansową i spóźnionego przekazywania dotacji z budżetu państwa. Krótko mówiąc: państwo nie tylko źle planowało, ale jeszcze nie potrafiło na czas płacić tym, którzy realizowali jego własny projekt.
Jest też element wręcz symboliczny. NIK podała, że sama opłata za prawo do organizacji zawodów została zawyżona o co najmniej 2,5 mln zł, ponieważ spółka nie negocjowała korzystniejszego kursu euro i po prostu zleciła przelew po kursie sprzedaży zaoferowanym danego dnia przez bank. To brzmi jak detal, ale w praktyce jest bardzo wymowne. Kiedy ktoś wydaje prywatne pieniądze, zwykle szuka lepszego kursu, lepszych warunków, lepszego momentu. Kiedy wydaje państwowe, najwyraźniej bywa z tym znacznie luźniej. I właśnie ten detal świetnie pokazuje mentalność całego przedsięwzięcia: skoro płaci państwo, to można zapłacić byle jak.
Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy przyjrzeć się rzekomym korzyściom. Politycy i organizatorzy lubią mówić o promocji, rozpoznawalności, impulsie rozwojowym, potencjale marketingowym i „dziedzictwie” wydarzenia. To piękne słowa, tylko że liczby potrafią być brutalne. NIK ustaliła, że spółka zawarła zaledwie trzy umowy sponsorskie z trzema spółkami Skarbu Państwa na łącznie 21 mln zł netto, co stanowiło niewiele ponad 1% zidentyfikowanych publicznych wydatków. Czyli o żadnym wielkim zewnętrznym sukcesie komercyjnym nie było mowy. Państwo w ogromnej części finansowało własny spektakl samo sobie, a potem mogło jeszcze opowiedzieć, że to „promocja Polski”.
Podobnie wygląda wątek praw medialnych i biletów. Według NIK jednym z głównych źródeł korzyści miały być prawa medialne do relacjonowania Igrzysk w Polsce, ale później okazało się, że wcześniejsza sprzedaż praw przez EOC praktycznie wywróciła ten model do góry nogami. Ostatecznie opłatę licencyjną obniżono o 350 tys. euro, ale to nie zmienia faktu, że cała konstrukcja była oparta na założeniach, które nie dowiozły obiecywanych efektów.
Dziesiątki milionów na wybory, które się nie odbyły
W państwie, które działa rozsądnie, najpierw jest prawo, potem decyzja, potem wykonanie. W państwie, które działa impulsywnie i politycznie, ten porządek bywa odwrócony: najpierw jest wola polityczna, potem gorączkowa akcja, a dopiero na końcu wszyscy próbują sprawdzić, czy w ogóle było do tego jakiekolwiek umocowanie. Wybory kopertowe są jednym z najczystszych przykładów takiego właśnie odwrócenia logiki państwa.
Najwyższa Izba Kontroli ustaliła, że przygotowania do wyborów korespondencyjnych zarządzonych na 10 maja 2020 r. kosztowały ok. 76,5 mln zł. Tę kwotę poniosły głównie Poczta Polska S.A. i PWPW S.A. na druk pakietów wyborczych, logistykę i działania organizacyjne. To nie były więc pieniądze wydane na coś, co choćby w części zostało skutecznie wykorzystane. To były dziesiątki milionów złotych przepalone na projekt, który zatrzymał się w pół drogi, bo polityczna determinacja okazała się większa niż przygotowanie prawne i organizacyjne.
Respiratory – dziesiątki milionów złotych za sprzęt, który miał ratować życie, a stał się symbolem państwowej kompromitacji
Wiosną 2020 r., w samym środku pandemicznej paniki, Ministerstwo Zdrowia podpisało umowę ze spółką E&K z Lublina na dostarczenie 1241 respiratorów. Już sam wybór kontrahenta powinien był wzbudzić alarm. Firma nie miała doświadczenia w handlu sprzętem medycznym, a jej właścicielem był Andrzej Izdebski – człowiek w przeszłości zamieszany w nielegalny handel bronią, który trafił nawet na czarną listę ONZ.
Mimo to resort zdrowia zawarł z nim umowę wyjątkowo korzystną dla dostawcy. Respiratory zamawiano po stawkach kilkukrotnie wyższych niż w ofertach producentów, a do tego wypłacono spółce aż 154 mln zł zaliczki.
Z raportu NIK wynika dodatkowo, że spółka E&K znajdowała się na liście rekomendowanych dostawców, przekazanej przez Agencję Wywiadu spółkom Skarbu Państwa. I właśnie tutaj zaczyna się klasyczny dla polskiego państwa teatr rozproszonej odpowiedzialności. Wcześniej bowiem CBA i AW przerzucały się odpowiedzialnością za sprawdzenie kontrahenta. CBA, działając na wniosek Ministerstwa Zdrowia, wydało kolejno trzy opinie: najpierw negatywną, potem negatywną z zastrzeżeniami, a ostatecznie pozytywną. Z kolei Agencja Wywiadu od początku utrzymywała, że tej firmy wcale nie rekomendowała.
IPN a lokale oraz produkcja gier
Weźmy na tapet Centralny Przystanek Historia. Instytut wydał ponad 10 mln zł na najem powierzchni w nowoczesnym biurowcu w centrum Warszawy, choć przez ponad rok pomieszczenia te nie były wykorzystywane do bieżącej działalności. Innymi słowy: państwowa instytucja płaciła miliony za prestiżową przestrzeń, która przez długi czas stała praktycznie bezużyteczna.
Na tym jednak nie koniec. Według ustaleń NIK takich przykładów niegospodarności było więcej. Za ponad 4 mln zł kupiono 10-letnią licencję gry komputerowej o Powstaniu Warszawskim, nie przeprowadzając wcześniej rzetelnej analizy jej wartości rynkowej. IPN zapłacił więc wielomilionową kwotę za istniejący już od 2019 r. produkt gamingowy, który został jedynie dostosowany do jego potrzeb. Co więcej, właściciel gry wprowadzał zmiany jeszcze zanim Instytut złożył konkretną ofertę nabycia praw, co tylko mocniej stawia pytanie o sposób prowadzenia całej transakcji.
Jeszcze gorzej wyglądał sposób realizacji inwestycji niezbędnych do uruchomienia Centralnego Przystanku Historia. Chodziło m.in. o wykonanie studia multimedialnego oraz dostawę kompletnego wyposażenia i sprzętu elektronicznego. W grudniu 2023 r. IPN zapłacił blisko 2 mln zł za dostawę mebli i sprzętu elektronicznego do nowego CPH. Problem polegał na tym, że część wyposażenia o wartości ponad 1 mln zł do końca roku w ogóle nie została dostarczona albo zamontowana. Mimo to nie przeszkodziło to w dokonaniu odbioru. Pracownik IPN podpisał protokół, w którym potwierdził montaż, instalację i uruchomienie sprzętu.
Najbardziej absurdalny był jednak przypadek kapsuł multimedialnych o wartości ponad 370 tys. zł. IPN potwierdził ich bezusterkowy odbiór, a na tej podstawie wypłacono dostawcy wynagrodzenie. Tyle że – jak ustalili kontrolerzy NIK – w tym czasie sprzęt ten nie znajdował się nawet w Polsce. W połowie marca 2024 r. był jeszcze w okolicach Madagaskaru na Oceanie Indyjskim, ponieważ faktycznie został załadowany na statek na Tajwanie dopiero na początku lutego 2024 r. Trudno o bardziej dobitny symbol urzędniczej fikcji: państwowa instytucja odebrała sprzęt, którego fizycznie jeszcze tu nie było.
W ramach Biura Nowych Technologii IPN realizowano także inne projekty edukacyjne oparte na nowoczesnych technologiach. Jednym z nich była wspomniana już gra o Powstaniu Warszawskim, ale nie był to jedyny przykład rozrzutności. Instytut nie oszczędzał również na promocji gry „Lotnicy – wojna w przestworzach”, której tygodniową prapremierę zorganizowano na warszawskim lotnisku. Na samo wydarzenie wydano blisko ćwierć miliona złotych, czyli około 8% całkowitego kosztu gry, który wyniósł 3 mln zł.
I znów nie chodziło o zwykłą premierę czy rozsądnie zaplanowaną prezentację produktu. Skala i forma wydarzenia nosiły znamiona kosztownego przerostu formy nad treścią. Wynajęto połowę hangaru samolotowego, armatę przeciwlotniczą, zorganizowano rekonstrukcję historyczną i koncert orkiestry symfonicznej. Wszystko to po to, by promować grę, której głównymi odbiorcami podczas wydarzenia była młodzież szkolna wraz z nauczycielami. Młodzi ludzie mogli zagrać w grę i wyrazić swoją opinię, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że do tego celu nie była potrzebna oprawa przypominająca kosztowny państwowy spektakl.
Pikniki 800 plus
Według ustaleń Najwyższej Izby Kontroli na organizację 95 pikników „800+” wydano około 9,6 mln zł. Problem polegał na tym, że całe to przedsięwzięcie od początku nie miało sensownego uzasadnienia merytorycznego. Podwyższenie świadczenia z 500+ do 800+ następowało z urzędu, co oznacza, że rodziny nie musiały przechodzić przez skomplikowaną procedurę, nie trzeba było ich w żaden szczególny sposób instruować, nie było potrzeby organizowania objazdowej kampanii informacyjnej na wielką skalę. Państwo nie tłumaczyło więc obywatelom trudnego mechanizmu. Państwo urządzało polityczny spektakl za publiczne pieniądze.
Zamieszanie z Pfizerem warte prawie 6 mld zł
Spór wyrósł z unijnego systemu zakupowego z czasu pandemii, gdy Komisja Europejska zawarła umowę z Pfizerem w imieniu państw członkowskich, a Polska zobowiązała się do odbioru (oraz najprawdopodobniej od razu utylizacji) określonej liczby szczepionek. Kiedy pandemia wygasła, zainteresowanie szczepieniami mocno spadło, a po wybuchu wojny w Ukrainie polski rząd próbował powoływać się na nadzwyczajną zmianę okoliczności i odmówił odbioru kolejnych partii. Sąd jednak uznał, że te argumenty nie wystarczają do uchylenia obowiązków kontraktowych. Kompletnie mnie to nie dziwi, bo w środowisku biznesowym nie można zerwać umowy na zasadzie „w sumie to ja już nie chce tego towaru”. Jak widać urzędnicy o tym nie wiedzą.
Zgodnie z wyrokiem trzeba odebrać (i najpewniej zutylizować) pozostałe dawki i wypłacić koncernowi blisko 6 mld zł odszkodowania; resort zdrowia podkreśla, że ta kwota to roczny koszt leków dla pacjentów onkologicznych. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało apelację.
Podsumowanie
I teraz warto zadać pytanie, którego politycy nie lubią. Jak to jest, że państwo potrafi być bezwzględnie drobiazgowe, gdy obywatel źle wypełni formularz, pomyli termin albo źle zakwalifikuje usługę podatkowo, ale jednocześnie zadziwiająco miękkie i rozmyte, gdy samo tworzy mechanizm przepalający miliardy? Jak to jest, że przedsiębiorcy i pracownicy słyszą bez przerwy o odpowiedzialności, staranności, transparentności i zgodności z prawem, a gdy przychodzi do państwowych pieniędzy, nagle wystarcza chaos, pośpiech i wzruszenie ramion?
Wszystkie wątki, do których się odniosłem – wybory, respiratory czy pikniki – pojawiły się w przestrzeni publicznej w wyniku kontroli Najwyższej Izby Kontroli prowadzonych w okresie, gdy jej prezesem był Marian Banaś. To postać, która początkowo była blisko związana z obozem rządzącym, jednak sytuacja zmieniła się po medialnych doniesieniach dotyczących kamienicy należącej do jego rodziny.
W tamtym czasie, jak relacjonowały media, w budynku miały funkcjonować tzw. „pokoje na godziny”. Sprawa odbiła się szerokim echem, a PiS – próbując ograniczyć wizerunkowe straty – podjął działania zmierzające do odwołania Banasia. Nie było to jednak proste, ponieważ chronił go immunitet, a kolejne kontrole służb, w tym CBA, według doniesień miały dotyczyć również jego bliskich.
Od tego momentu relacje między Banasiem a obozem rządzącym uległy wyraźnemu zaostrzeniu. NIK zaczęła publikować kolejne raporty krytyczne wobec działań rządu, co znacząco wpłynęło na debatę publiczną.
Co więcej, w wyborach parlamentarnych w 2023 roku syn Mariana Banasia kandydował z list Konfederacji – ugrupowania, które w wielu obszarach rywalizuje o elektorat z PiS. W naturalny sposób rodziło to pytania o konflikt interesów i o to, czy działania NIK mogły pośrednio wzmacniać pozycję polityczną środowiska, z którym związany był jego syn.
Choć NIK też podejmowała decyzje politycznie, to nie zmienia to faktu, że raporty są mocne. Dobitnie pokazują one, że politycy co do zasady nie umieją gospodarować pieniędzmi podatników. A te pieniądze są bardzo potrzebne. Obszarów gdzie państwo nie wywiązuje się ze swojej roli, bo „brakuje pieniędzy” jest mnóstwo. Jednym z nich jest niewątpliwie wadliwy system ochrony zdrowia, w przypadku którego obywatele biorą sprawy w swoje ręce i sami zbierają pieniądze np. na wspieranie dzieci chorych na raka. Ostatnio głośna zbiórka polskiego infuencera Łatwoganga w formie wielodniowego streamu na YouTube zakończyła się wynikiem ponad 251 mln PLN. Choć live się zakończył, zbiórka trwa dalej. Udział w niej wzięło mnóstwo osób w tym wiele znanych osobistości i firm, co dodatkowo pomagało w zwiększeniu jej skali. Odbiór całego przedsięwzięcia był bardzo pozytywny. Szkoda, że państwo przepala nieporównywalnie większe kwoty na głupoty i przekręty, które opisałem w artykule.

KAŻDY RZĄD JEST WROGIEM SWOJEGO NARODU!
Ziomek ma tutaj zapędy antykapitalistyczne, ale w kontekście tego, co mówi, naprawdę trudno przejść obojętnie obok problemu demograficznego, za który odpowiada po części technologia.
https://x.com/SteveSkojec/status/2050598780144124330?s=20
A może to po prostu część naturalnego cyklu? Każda cywilizacja ukręca bicz na swoje przetrwanie – w tym wypadku konsumpcjonizm, hedonizm, brak dzieci. Łatwe czasy stworzyły słabych ludzi, teraz słabi ludzie pogrążają swoją przyszłość. Muszą nadejść trudne czasy, aby oczyścić się z tego, co nas omamiło i wyzuło z człowieczeństwa. Zapewne objawi się to przez wojny, głód i zdziesiątkowanie populacji w ciągu najbliższych 100 – 200 lat.
Sataniści zniszczyli sanktuarium. Benedyktyni niepocieszeni. „Uderzenie w naszą wspólną historię i wartości”
„Sataniści uszkodzili elewację sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. „Z wielkim smutkiem informujemy o akcie wandalizmu, którego dopuszczono się na kilku kaplicach Dróżek Kalwaryjskich” — napisał w oświadczeniu o. Tarsycjusz Bukowski OFM, rzecznik prasowy Sanktuarium, Klasztoru OO. Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej.
Na ścianach kaplic ktoś umieścił satanistyczne hasła wielbiące szatana oraz zamieścił charakterystyczne grafiki. Wywołało to wielkie wzburzenie. „Stanowczo sprzeciwiamy się dewastacji obiektów kultu, które są jednocześnie unikalnymi zabytkami wpisanymi na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Każdy atak na to miejsce jest uderzeniem w naszą wspólną historię i wartości” — napisano w oświadczeniu.”
Kalwaria Zebrzydowska. Sataniści zniszczyli sanktuarium
Chcą Odebrać Polakom Własność? Planują Podatek Katastralny: Zobacz Dlaczego Jest To Groźne!
https://www.youtube.com/watch?v=pamJNXZ58rE
Nie tylko duch wujka Klausa unosi się nad Polską. Na razie dla większości Polaków ryżu w miskach nie brakuje.
A jak to Terenia pisze: ,,To dopiero początek boleści.”
Grupy „inżynierów” ściągane pod osłoną majówki. Ruch Ochrony Granic pokazał zdjęcia z Lubieszyna
„Ruch Obrony Granic alarmuje o kolejnych przypadkach przerzucania migrantów z Niemiec do Polski. Do jednego z takich zdarzeń miało dojść 2 maja na przejściu granicznym w Lubieszynie.”
Grupy „inżynierów” ściągane pod osłoną majówki. Ruch Ochrony Granic pokazał zdjęcia z Lubieszyna
„Komisja Europejska opublikowała obecnie dwutomowe badanie analizujące „podatki od majątku netto”, „podatki kapitałowe” oraz, być może najbardziej niepokojące, „podatki wyjściowe”. Nie ukrywają już swojej agendy za hasłami o „sprawiedliwości” czy „solidarności”. Raport otwarcie omawia, jak opodatkować majątek, jak monitorować własność, jak zamykać luki w zgodności oraz jak zapobiegać ucieczce kapitału. To właśnie ostrzegałem, że nastąpi, gdy rządy w całej Europie wchodzą w fazę końcową kryzysu zadłużenia państwowego.
Badanie zostało zlecone przez Dyrekcję Generalną Komisji Europejskiej ds. Podatków i Unii Celnej i analizuje systemy opodatkowania majątku w Europie i poza nią, w tym we Francji, Niemczech, Hiszpanii, Norwegii, Szwajcarii i Kolumbii. Raport koncentruje się szczególnie na powtarzających się podatkach majątkowych, podatkach spadkowych, podatkach od zysków kapitałowych oraz podatkach wyjściowych, mających na celu przejęcie majątku przed przeprowadzką osób poza jurysdykcję.
Timing jest kluczowy. Widzą, jak pieniądze odchodzą. Rozumieją, że zaufanie do rządów europejskich się załamuje i zamiast reformować politykę, zmierzają w kierunku powstrzymywania polityki.
Raport otwarcie przyznaje, że podatki majątkowe historycznie nie generowały znaczących dochodów, ponieważ bogaci albo legalnie restrukturyzują aktywa, przenoszą majątek za granicę, albo fizycznie opuszczają jurysdykcję. W istocie przyznają, że odpływ kapitału jest głównym problemem.
Dlatego podatki wyjściowe stają się dla Brukseli tak ważne. Podatek wyjściowy to w praktyce mechanizm konfiskaty nakładany na próbę opuszczenia kraju lub przeniesienia majątku za granicę. Rządy opodatkowują niezrealizowane zyski przed sprzedażą aktywów. Innymi słowy, opodatkowują teoretyczny majątek papierowy tylko dlatego, że ktoś chce uciec z jurysdykcji. Raport omawia znaczenie śledzenia rzeczywistych właścicieli, rejestrów nieruchomości, zdigitalizowanych systemów podatkowych oraz międzynarodowej wymiany informacji.
To jest tutaj prawdziwy cel. To nie chodzi o „sprawiedliwość podatkową”. Chodzi o uwięzienie kapitału w Europie, zanim kryzys zadłużenia państwowego przyspieszy.
Tymczasem UE nieustannie finansuje Ukrainę, domagając się ekspansji militarnej pod presją NATO, mimo że już niesie nieutrzymalne obciążenia długu państwowego. Nie mogą jednocześnie finansować emerytur, opieki zdrowotnej, kosztów migracji, zielonych subsydiów, wydatków wojskowych i obsługi zadłużenia. Matematyka po prostu już nie działa.
Właśnie tutaj pojawia się dyskusja o podatku majątkowym. Raport wielokrotnie odnosi się do rosnącej koncentracji majątku oraz pragnienia „większej roli” podatków związanych z majątkiem w generowaniu przychodów. Klasa polityczna postrzega prywatne oszczędności jako rozwiązanie niewypłacalności publicznej. Nie zamierzają ciąć rządu. Zamierzają pozyskiwać prywatny kapitał.
Obecnie niebezpieczeństwo polega na tym, że technologia pozwala rządom śledzić niemal każdą transakcję cyfrowo. Raport UE szczególnie podkreśla „skuteczną wymianę informacji o właścicielach rzeczywistych”, systemy rejestracji aktywów oraz „cyfryzację administracji podatkowych”. Mówiąc wprost, chcą pełnej widoczności bogactwa.
Jedna z sekcji podkreśla znaczenie „skutecznej wymiany informacji o właścicielach rzeczywistych”. To biurokratyczny język dotyczący transgranicznego nadzoru finansowego. Chcą, aby rządy udostępniały informacje o własności na arenie międzynarodowej, aby aktywa nie zniknęły poza systemem. Dyskutuje się o „rejestracji nieruchomości i aktywów”. Dlatego rządy na całym świecie promują scentralizowane rejestry cyfrowe. Chcą mieć pełny inwentaryzację tego, kto co posiada, zanim kryzys zadłużenia państwowego w pełni wybuchnie. „Skuteczność zależy od zdolności administracyjnych, dostępności danych, egzekwowania prawa oraz współpracy międzynarodowej, w tym wymiany informacji.” Znów dlatego obserwujemy ekstremalne metody zbierania danych na całym świecie.
Ludzie wciąż nie rozumieją, dokąd to zmierza. Zakładają, że podatki majątkowe są wymierzone tylko w miliarderów. Tak właśnie zaczyna się każdy system konfiskaty. Potem progi maleją z czasem, ponieważ rządy odkrywają, że nie ma wystarczającej liczby miliarderów, by sfinansować państwo opieczęciowe.
Europa stała się wrogo nastawiona do samego tworzenia kapitału. Opodatkują produktywność, regulują energię, tłumią rolnictwo, niszczą przemysł, a teraz otwarcie dyskutują, jak zapobiec odpływowi bogactwa.”
Europa bada podatki majątkowe, kapitałowe i wylotowe podatki | Armstrong Economics
Zalecam zaprzestanie cytowania armstronga bo tam wschodnia dezinformacja i straszenie. 10 lat temu to samo gadali A jednak można było w tym czasie nieźle zarobić i nieźle żyć w tej Europie i wciąż można.
Nie mówię że kryzys zadłużenia nie występuje tylko że oni już mają wyjście i wszystko jest zaplanowane tylko jeszcze trochę działań wojennych i zmian na świecie przed resetem zrealizują. Reset nastąpi globalnie.
Supermario nie widzi zależności pomiędzy szykowaniem się UE do rabowania za pomocą rosnących , oraz coraz to nowych podatków i wschodniej dezinformacji .
Bo tutaj potrzeba spojrzeć w rzeczywistość.
Upadek same podatki kryzysy katastrofy w Europie.
Gdzie to widzisz?
Nawet kataster nie występuje w Polsce A już 10 razy straszyles.
Na razie będę planować różne europomysly aby zająć masy A poza tym wszystko po staremu.
Do czasu.
Kiedy nastąpi.
Reset
Który Jest zaplanowany. Być może wcześniej zrobią sztuczny kryzys i jakieś wojny.
Po to pracują nad cyfrowymi walutami i cyfrowym systemem nadzoru.
A gdzie miliardy wydojone przez tzw państwowe spółki i fundusze?, nie ma co tu kryć to wszystko Kaczka Pinokio i spółka , wszyscy powinni z tej ekipy siedzieć… Tutaj garść nowości technologicznych.. https://www.youtube.com/watch?v=bpcJ8SA2-nQ
Mieszkania przynoszące straty .
MIAST W POLSCE, W KTÓRYCH CENY NIERUCHOMOŚCI GWAŁTOWNIE SPADAJĄ (2026)
Broń z USA. Złe wieści dla Polski
„„Stany Zjednoczone ostrzegają Europę przed opóźnieniami w dostawach broni, ponieważ wojna z Iranem powoduje uszczuplenie zapasów” — alarmuje brytyjski dziennik „Financial Times”. Duże opóźnienia mają dotknąć m.in. dostawy do Polski.
Tym samym potwierdzają się sugestie amerykańskich urzędników, którzy sygnalizowali ten problem już wcześniej.
Wojna z Iranem tak mocno uszczupliła zasoby amerykańskiej broni, że odbije się to na realizacji kontraktów zbrojeniowych.
Jak podaje „Financial Times” sprawa dotyczy: Wielkiej Brytanii, Polski, Litwy i Estonii. Tych państw mają dotyczyć duże opóźnienia w dostawach amerykańskiej broni.
Sekretarz stanu USA, Marco Rubio mówił w marcu, że Stany Zjednoczone nie wykluczają przekierowania dostaw broni kupionej przez państwa NATO dla Ukrainy, do własnych potrzeb.”
Broń z USA. Złe wieści dla Polski. Będą opóźnienia
„Będą padać naftowe deszcze”. Permowi grozi katastrofa ekologiczna większa niż w Tuapse
„Miastu Perm, które stało się celem ataków ukraińskich dronów, w wyniku których wybuchły pożary w rafinerii Transnieftu, grozi katastrofa ekologiczna podobna do tej w Tuapse. Tam spadły „naftowe deszcze”, a stężenie substancji rakotwórczych w powietrzu gwałtownie wzrosło – ostrzegają ekolodzy.
Perm, należący do pięciu największych miast Uralu z populacją około 1 mln mieszkańców, został zaatakowany 29 i 30 kwietnia. W wyniku uderzenia ukraińskich dronów w ogniu stanęła rafineria Permnefteorgsintez, siódma pod względem mocy w kraju. Pożar wybuchł też w stacji pompowania ropy, gdzie znajdują się zbiorniki o łącznej pojemności 380 tysięcy metrów sześciennych.
Pożary w obwodzie permskim mogą być nawet groźniejsze niż te w Tuapse – powiedział inny ekolog, który poprosił o zachowanie anonimowości: „Deszcze ropy padały i będą padać tak samo jak w Tuapse”. Na stacji pompowania ropy pod miastem zapaliło się co najmniej sześć zbiorników, z których każdy miał pojemność 50 tysięcy ton produktów naftowych, podczas gdy w Tuapse spłonęło około 100 tysięcy ton.”
„Będą padać naftowe deszcze”. Permowi grozi katastrofa ekologiczna większa niż w Tuapse
Planeta płonie .
Wojna z hegemonem o nowy podział świata trwa.
Historia składania ofiar z dzieci od starożytności po dzień dzisiejszy .
Egzorcysta Ojciec Ripperger ujawnia: Jak pradawny demon Moloch rządzi poprzez aborcję i ofiary z …
O opresyjności państwa i skutkach samodenuncjacji we Francji .
Anonimowy skup złotych monet – Wyciek danych osobowych we Francji
@ Xanadu
„Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia” – Skoczeń Jarosław Mikołaj
„W książce opublikowane zostały obszerne fragmenty dzienników Zdzisława Beksińskiego z lat 1993 – 2005, w których artysta bardzo szczerze, z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru i ironią opisuje otaczającą go rzeczywistość – ludzi, którzy przy nim byli i sprawy, które go zajmowały. Nie ucieka także od spraw trudnych i bolesnych – pisze o śmierci, przemijaniu, samotności, chorobie. Niejako uzupełnieniem dzienników jest rozmowa z wieloletnim przyjacielem artysty, Wiesławem Banachem, który ze swojej perspektywy, ale z ogromną dozą zrozumienia i empatii, opowiada o życiu, twórczości, rodzinie, rozterkach, światopoglądzie malarza. To właśnie jemu Zdzisław Beksiński powierzył cały dorobek swojego życia – zarówno artystycznego, jak i prywatnego. Dorobek, dzięki któremu chciał trwać jak najdłużej, długo po swojej śmierci. Wiesław Banach był dla niego gwarantem, że świat o nim nie zapomni…”
Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia – Skoczeń Jarosław Mikołaj | Książka w Empik
Skala przekrętów zdumiewa, dzięki za zebranie tego w jeden artykuł. A przecież można by jeszcze wymienić masę innych rzeczy z ostatnich paru lat: przekręt z Elektrownią Ostrołęka, absurdalną transakcję Orlenu z Saudyjczykami, nieprzemyślane zakupy sprzętu wojskowego od Amerykanów, finansowanie TVP, Sylwestrów Marzeń czy imprez WOŚPu i tak dalej, i tak dalej… A pewnie za parę lat zaczną wychodzić jeszcze machlojki związane z szeroko rozumianą pomocą Ukrainie czy implementacją nikomu niepotrzebnych głupot, jak KSeF czy system kaucyjny. Przydałyby się w kodeksie karnym przepisy specjalnie na takie okazje.
Tymczasem człowiek drży o to, czy dobrze PIT wypełnił, czy nie będzie potrzeba czynnego żalu, czy faktura zaciągnęła się do KSeF albo czy baba w gminie jest już po śniadaniu i kawce i czy nie wstała dziś lewą nogą…
„ nieprzemyślane zakupy sprzętu wojskowego od Amerykanów”
Zakupy były raczej jak najbardziej przemyślane . Miało być drogo i widowiskowo , to nic że np. czołgi sprawują się wzorowo obecnie tylko na defiladach . To nic , że polska armia nie ma kodów itd…
Koniec hegemonii USA na świecie! Prof. A. Wielomski
Obecna ekipa nie jest wcale lepsza . Kierunek ten sam .
Pełna zgoda, w zasadzie to samo miałem na myśli, dzięki za doprecyzowanie. 🙂
,,Matka Kurka porównuje dwie zbiórki . Ciekawe spostrzeżenia .”
Patologiczni streamerzy wzorami do naśladowania?
https://www.youtube.com/watch?v=xgkmTY55tJE
Matka Kurka też bez gaci, jak krytykowani przez nią/niego inni zbieracze kasy, powszechnej uwagi i splendoru tego zepsutego świata.
Ludzie głusi i ślepi duchowo są w szachu diabła, mimo tego, że wieki temu sam dostał mata, ale i trochę czasu na swawolę w planie Bożym.
Kolejny dowód na to, że Stany Zjednoczone zyskują w obliczu blokady Cieśniny Ormuz. Eksport ropy z tego kraju wystrzelił:
Należy jednak spodziewać się, że przyniesie to również wzrost inflacji. FED póki co utrzymał stopy porcentowe na niezmienionym poziomie. Pytanie, czy nastawienia Rezerwy Federalnej nie zmieni kwietniowy odczyt inflacji, który już za niecałe 2 tygodnie – to wtedy lepiej zobaczymy, jak konflikt z Iranem odbija się na cenach w USA.
Widać, co o zadłużaniu się myśli Radosław Sikorski.
https://x.com/Poland_Based/status/2049579297782808997?s=20
Polacy handlowali sfałszowanymi dziełami sztuki. Ojciec i córka zarobili miliony
„Trzy lata więzienia, kosztowne odszkodowanie i deportacja grożą Polakom, którzy handlowali falsyfikatami obrazów Andy’ego Warhola, Banksy’ego i Pabla Picassa. Ojciec i córka z New Jersey przyznali się do winy. Nielegalne kopie dzieł sztuki wykonywał dla nich polski malarz – napisał „The Guardian”.
Rodzinny duet – Erwin i Karolina B. – zarobił na procederze co najmniej 2 mln dolarów. Wiele ze sprzedanych falsyfikatów było kopiami mniej znanych dzieł artystów – przekazała prokuratura.
Ojciec i córka przeprosili w sądzie za swoje czyny. Poza ewentualnym wyrokiem więzienia sprawcy mogą zostać zmuszeni do wypłacenia 1,9 mln odszkodowania; może też im grozić deportacja do Polski.
Prokuratorzy uważają, że ojciec i córka zaczęli zlecać anonimowemu polskiemu artyście kopiowanie obrazów w 2020 r. Podrabiali również pieczątki zamkniętych od lat galerii, w których artyści mogli wystawiać swoje prace.
Dochodzenie trwało od 2023 r. Zaczęło się, gdy przedstawiciele malarza Raimondsa Stapransa dowiedzieli się, że sfałszowany obraz został sprzedany przez dom aukcyjny za 60 tys. dolarów. ”
Erwin i Karolina B. handlowali sfałszowanymi dziełami sztuki – RMF 24
Wojna o metale ziem rzadkich: Pekin wzmacnia kontrolę tuż przed wizytą Trumpa
Za dwa tygodnie Donald Trump ma spotkać się z Xi Jinpingiem w Pekinie. Ma to być pierwsza wizyta Trumpa w Pekinie od prawie dekady.
Choć nie wiadomo, jakie tematy zostaną poruszone podczas szczytu, wielu obserwatorów spodziewa się, że kwestia metali ziem rzadkich (17 minerałów niezbędnych do produkcji magnesów trwałych, turbin wiatrowych i elektroniki) pojawi się w rozmowach ze względu na ich strategiczne znaczenie.
Według szacunków Bloomberg Economics około 1,4 biliona dolarów amerykańskiej gospodarki jest powiązane z branżami wykorzystującymi te minerały.
Obecnie Chiny odpowiadają za ponad dwie trzecie globalnego wydobycia i niemal monopolizują proces rafinacji tych minerałów. W ubiegłym roku Pekin wykorzystał tę dominację, ograniczając eksport siedmiu metali ziem rzadkich w odpowiedzi na amerykańskie cła nałożone przez prezydenta Donalda Trumpa.
Teraz Xi chce wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną przed spotkaniem z Trumpem.
Chiny zaostrzyły kontrolę nad produkcją metali ziem rzadkich, wzmacniając nadzór nad tym sektorem.
Projekt dokumentu opublikowany przez Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych (MIIT) przedstawia nowy system regulacyjny, który przewiduje administracyjne kary dla chińskich producentów metali ziem rzadkich za określone naruszenia.
Obejmują one m.in. przekroczenie limitów produkcyjnych w zakresie wydobycia i przetopu, a także nieautoryzowane działania związane z separacją minerałów. Przykładowo, firma, która przekroczy limit o mniej niż 10%, może zostać ukarana grzywną wynoszącą nawet pięciokrotność nielegalnych zysków.
W poważniejszych przypadkach (np. produkcja przekraczająca limit o ponad 30%) licencje biznesowe mogą zostać cofnięte – co podkreśla dążenie Chin do uzyskania pełnej kontroli nad sektorem metali ziem rzadkich.
Oprócz kar finansowych, firmy mogą stracić swoje produkty i sprzęt, które zostaną skonfiskowane przez państwo. Mogą być również karane za sprzedaż nielegalnie wydobytych lub przetworzonych materiałów oraz za niewłaściwe raportowanie przepływów produkcji.
MIIT poinformowało w oświadczeniu, że obecnie zbiera opinie publiczne na temat proponowanych wytycznych.
Najświeższa inicjatywa wzmacnia istniejący od lat system limitów produkcyjnych, kontroli środowiskowych i konsolidacji branży w Chinach – kraju będącym zdecydowanie największym producentem metali ziem rzadkich na świecie.
Na koniec przypomnę o powstaniu niedawno nowego ETF-u na spółki z branży metali ziem rzadkich, który w swoim portfelu pomija firmy chińskie.
Taki mamy trend: Chiny dociskają śrubę zwieszając kontrolę nad pierwiastkami ziem rzadkich, a Zachód stara się kształtować własny łańcuch dostaw REEs, tyle że nie da się tego zrobić szybko. Zatem ceny metali ziem rzadkich oraz notowania zachodnich firm z tej branży warto mieć na radarze.
Julian Assange mówił kiedyś o wojnie w Afganistanie, że nie chodziło o to, żeby ją wygrać, tylko żeby ją jak najdłużej toczyć – bo zarabiał na tym krocie „Kompleks militarno-przemysłowy”.
Myślę, że podobnie było w latach 2020-2022 na polu „medycznym”.
Ja myślę, że teraz na Bliskim Wschodzie i Ukrainie mamy podobnie. Od dwóch lat front za naszą wschodnią granicą zamarzł. Dla nas oczywiście dobrze, że RUS się tam kisi, ale to, że biznes się musi kręcić to osobna sprawa.
„Akcje Joby Aviation (JOBY) są w centrum uwagi 29 kwietnia po przeprowadzeniu pierwszych w historii testowych lotów eVTOL punkt-punkt nad Nowym Jorkiem, co stanowi kolejny ważny krok w kierunku komercyjnej rzeczywistości.
Najnowsza demonstracja JOBY w Nowym Jorku to wielkie zwycięstwo, ponieważ udowadnia, że eVTOL firmy może bezproblemowo integrować się z najbardziej skomplikowaną przestrzenią powietrzną kontrolowaną przez FAA na świecie.
Dla inwestorów te loty testowe są namacalnym dowodem na to, że akcje JOBY przewodzą wyścigowi o zdobycie dochodowego rynku taksówek powietrznych w Nowym Jorku, wspieranego przez federalny program pilotażowy integracji eVTOL (eIPP).”
Joby Aviation Just Completed Its First NYC Test Flight. Does That Make JOBY Stock a Buy?
chinczycy tez takie robia zas jesli chodzi o dostawy towaru to juz praktycznie masowo np Meituan
„Fani marki i Elona mogą odetchnąć z ulgą. Tesla dokonała czegoś, co przez niemal dekadę wydawało się bardziej marketingiem niż realnym planem. Po siedmiu latach opóźnień i przesuwanych terminów, pierwszy Tesla Semi zjechał z linii produkcyjnej w Gigafactory Nevada. I tym razem nie chodzi już o prototypy czy PR-owe dostawy dla Pepsi. To jest początek produkcji na skalę, która – przynajmniej na papierze – może zmienić rynek transportu. Ale jak to zwykle z Teslą bywa, między „może” a „zmieni” jest długa droga.
Tesla uruchomiła dedykowaną fabrykę o powierzchni 158 000 metrów kwadratowych w Nevadzie, z docelową wydajnością nawet 50 tysięcy ciężarówek rocznie. To już nie jest eksperyment. To próba wejścia na poważnie w segment, który do tej pory był odporny na EV.
Tesla gra tutaj agresywnie. Wersja Long Range ma oferować około ponad 800 km zasięgu przy pełnym obciążeniu, a cena – około 290 tys. dolarów – czyni ją jedną z najtańszych elektrycznych ciężarówek klasy 8 na rynku.
Do tego dochodzi infrastruktura. Megachargery o mocy 1,2 MW mają pozwalać na odzyskanie około 60% zasięgu w 30 minut. Brzmi jak idealne dopasowanie do obowiązkowych przerw kierowców. Problem? To wszystko działa tylko wtedy, gdy… faktycznie działa. Infrastruktura dopiero powstaje.
Firma wchodzi spektakularnie, ale rzeczywistość szybko weryfikuje ambicje. Najważniejsze nie jest to, czy Tesla Semi jest szybka, mocna albo futurystyczna. Najważniejsze pytanie brzmi: czy transportowym gigantom będzie się to kalkulować.
Koszt zakupu to jedno. Kluczowe są żywotność baterii, dostępność ładowania czy koszty energii w porównaniu z dieslem. Jeśli Tesla wygra na tym polu, może faktycznie zmienić reguły gry. Jeśli nie, Semi skończy jako technologiczna ciekawostka, która wyprzedziła swoje czasy.”
Tesla w końcu dowiozła. Po 7 latach odpala fabrykę, która może wywrócić transport | BitHub.pl
„Jesteśmy na końcu ery monetarnej, a ta era skończy się równie źle jak wszystkie epoki monetarne. W rzeczywistości zakończy się znacznie gorzej niż jakakolwiek inna, z prostego powodu: to największa bańka na świecie, i to globalna. Nigdy w historii nie mieliśmy kryzysu monetarnego o globalnych rozmiarach; dlatego będzie gorzej niż kiedykolwiek.
Niezależnie od tego, czy chodzi o wiadomości o ropie, czy złocie, może to mieć krótkoterminowy wpływ na rynki i ceny, ale nie zmieni to wyników finansowych. Jaki jest więc ten wynik? To upadek systemu monetarnego, co oznacza, że pieniądze umrą.
Wartość pieniędzy spadnie do zera, tak jak zawsze. Wartość pieniądza spadła już o 99% od 1971 roku, kiedy Nixon zamknął okno złota, a ostatnie 1% – ogromny załamanie – zobaczymy w nadchodzących miesiącach i latach.
Przygotuj się na niedobory paliwa dla swojego samochodu, domu lub przemysłu oraz fabryk na całym świecie. Cokolwiek zrobią Trump lub Iran, nic się nie zmieni. Kości zostały rzucone.
Przygotuj się na niedobory paliwa dla swojego samochodu, domu lub przemysłu oraz fabryk na całym świecie. Cokolwiek zrobią Trump lub Iran, nic się nie zmieni. Kości zostały rzucone.
To samo dotyczy metali. W przypadku srebra, na przykład, istniejąSetki miliardów uncji są gotowe do dostawy, ale nie ma żadnej dostawy. Nikt nie może dostarczyć tego srebra. W niedalekiej przyszłości srebro nie tylko wzrośnie powyżej 100 dolarów, ale także do 200, 300, 400 lub 500 dolarów. To może się łatwo zdarzyć później w tym roku lub w ciągu najbliższych kilku miesięcy, ponieważ prawdopodobnie doświadczymy paniki.
To samo ze złotem. Setki milionów uncji są gotowe do dostawy, a ponownie, nie będzie ich realizacji, ponieważ nie ma fizycznego złota – tylko kontrakty terminowe o wartości znacznie wyższej niż obecna.
Jeśli spojrzymy na te trzy kwadryliony długów i pochodnych, zrównoważony system powinien mieć zabezpieczenie złotem na poziomie co najmniej 10%. Obecnie banki centralne posiadają tylko złoto warte 6 bilionów dolarów, co stanowi 0,2% długu.
Aby osiągnąć 10%, potrzebna byłaby 50-krotna podwyżka, co pozwoliłoby podnieść cenę złota do 250 000 dolarów. To nie jest niemożliwe, ponieważ to nie złoto rośnie – to wartość papierowych pieniędzy spada do zera. Złoto zachowa swoją siłę nabywczą i prawdopodobnie osiągnie jeszcze lepsze rezultaty.”
Rynek byka srebra jest nie do zatrzymania – miliardy uncji papierowego srebra bez fizycznych zapasów
Trafiłem na niego jakiś czas temu, w pierwszej chwili myślałem, że stary Rotshild zmartwychwstał…
„Rafał Zaorski, najsłynniejszy polski spekulant giełdowy, został prawomocnie skazany za wykorzystanie informacji poufnej dotyczącej spółki Merlin Group z rynku NewConnect. Sąd drugiej instancji utrzymał wcześniejszy wyrok, zgodnie z którym trader ma zapłacić 250 tys. zł grzywny oraz ponad 50 tys. zł kosztów postępowania. Polak zapowiada teraz skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego.
Postępowanie dotyczyło wydarzeń z 2018 roku. Według ustaleń sądu Zaorski kupił akcje Merlin Group jeszcze zanim rynek oficjalnie dowiedział się o planowanej współpracy spółki z prowadzonym przez tradera projektem Krypto Jam. Informacja miała znaczenie cenotwórcze, gdyż po jej publikacji kurs Merlin Group mocno ruszył do góry.”
Rafał Zaorski skazany prawomocnym wyrokiem sądu! Spekulant musi zapłacić 300 tysięcy złotych kary | BitHub.pl
Osobom, które odwiedzają nasz portal po raz pierwszy przekazuję listę naszych starszych publikacji, które warto przeczytać.
Oszczędzanie i zarabianie:
Sposoby na oszczędzanie
Jak zarobić w młodym wieku?
Książki i filmy o giełdzie i inwestowaniu:
Książki o inwestowaniu
Filmy i seriale o tematyce inwestycyjnej
Inwestowanie dywidendowe:
Czym jest dywidenda? Czy może zapewnić finansową niezależność?
Inwestowanie w spółki dywidendowe od podstaw
Buyback vs. dywidenda
Poznaj Sogo Shosha
Rynek obligacji:
Jak działa rynek obligacji?
Inwestowanie w surowce:
Jak inwestować w kopalnie złota i srebra?
Jak inwestować w węgiel?
Jak inwestować w platynę i pallad?
Jak inwestować w lit?
Jak inwestować w Metale Ziem Rzadkich?
Jak inwestować w miedź?
Jak inwestować w uran?
Jak inwestować w surowce bez dźwigni?
Jak inwestować w wodę?
Inwestowanie w metale szlachetne:
Jak sprawdzić, czy złoto jest prawdziwe?
Jak kupić złoto bezpiecznie i nie przepłacić?
Analiza fundamentalna i techniczna:
Podstawy analizy technicznej. Jak z niej korzystać?
Pułapki przy analizowaniu spółek. Jak ich uniknąć?
Czym jest wskaźnik cena/sprzedaż (P/S)? Jakie są jego wady i zalety?
Czym jest wskaźnik cena/wartość księgowa (P/BV)? Jakie są jego wady i zalety?
Czym jest wskaźnik CAPE? Jakie są jego wady i zalety?
Czym jest wskaźnik cena/zysk (P/E)? Jakie są jego wady i zalety?
PEG, czyli jak wycenić przyszłość spółki?
Fundusze ETF :
ETF-y. Co musi wiedzieć każdy inwestor?
Inwestowanie małych kwot
Brokerzy / konta maklerskie:
Jak wybrać konto maklerskie?
Budowa portfela inwestycyjnego:
Dywersyfikacja czy koncentracja? Jak powinien wyglądać portfel inwestycyjny?
Monitorowanie portfela:
Jak monitorować swój portfel inwestycyjny i zyskać kontrolę nad majątkiem?
Psychologia inwestowania:
8 pułapek umysłu, przez które tracisz pieniądze na giełdzie
Najczęstsze błędy inwestorów
Dług poznawczy. Jak AI ogłupia inwestorów i co można z tym zrobić?
Jak się bogacić i przy tym nie zatracić?
Legendarni inwestorzy:
Peter Lynch – sekrety inwestora, który pokonał Wall Street
Wyrocznia z Omaha: Życie i Dziedzictwo Warrena Buffetta
Big Short, czyli jak Michael Burry zarobił na kryzysie?
Miliardowe straty Carla Icahna. Jaki błąd popełnił legendarny inwestor?
Kobieta, która przejmuje rynek metali strategicznych
Upadli giganci – bezcenna lekcja inwestowania
Fundusz, który miał nie przegrać – i przegrał wszystko
Ochrona siebie, rodziny i majątku:
Jak przygotować się na kryzys? – szczegółowy plan krok po kroku
Jak zabezpieczyć majątek na pokolenia i uniknąć rodzinnych sporów?
Plan B na wypadek kryzysowych sytuacji. Jak się zabezpieczyć?
Dzięki, mam kilku znajomych, którym przekażę na pewno!
Do tej listy niegospodarności dodałbym wyburzenie częściowo zbudowanej nowej elektrowni węglowej w Ostrołęce. Media się podniecały wyborami kopertowymi za 70 milionów a na postawienie tego obiektu i następnie rozbiórkę przepier… łącznie kilka MILIARDÓW złotych i o to jakoś nikt się nie czepiał w mediach.
aha i PS
Drugie dno tej niegospodarności jest takie że nową elektrownie o wysokiej sprawności należało dokończyć, kotły i cała infrastruktura była by krajowej produkcji (bodajże FAKRO miał tam kontrakt) a wyłączyć którąś ze starych niskiej sprawności elektrowni budowanych jeszcze za Gomółki czy za Gierka które zbliżają się do końca resursu.
Plotki były takie że to eurokołchoz nakazał nam wstrzymanie budowy i postawienie w zamian gazówki do bilansowania OZE. Jakie są teraz ceny gazu to każdy widzi, tyle jeżeli chodzi o „tani prąd z OZE”.
I jeszcze PiS miał alibi przed UE , bo przecież budowę elektrowni zaczęła PO .
„To, co się teraz dzieje, to nie jest tylko kolejny spór wewnątrz OPEC. To początek załamania skoordynowanej globalnej polityki energetycznej pod presją wojny. Decyzja Zjednoczonych Emiratów Arabskich o opuszczeniu OPEC ze skutkiem od 1 maja następuje w momencie, gdy dostawy ropy są fizycznie zakłócane, a nie tylko negocjowane.
Urzędnicy w ZEA próbowali przedstawić to jako strategiczny ruch, podkreślając, że potrzebują „większej elastyczności do samodzielnego zarządzania produkcją” oraz zwiększania mocy produkcyjnych bez ograniczeń kwotami. Samo to stwierdzenie ujawnia prawdziwy problem. Mają zdolność do produkcji większej ilości ropy, ale ograniczenia OPEC uniemożliwiły im to w czasie, gdy globalna podaż się zacieśnia. Gdy producent siedzi na mocy produkcyjnej w środku szoku podaży, pozostanie w kartelu staje się bardziej obciążeniem niż przewagą.
Liczby tutaj są kluczowe. Produkcja OPEC już gwałtownie spadła, a szacunki wskazują na około 20,79 miliona baryłek dziennie w marcu, podczas gdy zakłócenia związane z konfliktem w Iranie usuwają nawet 7–10 milionów baryłek dziennie z globalnych przepływów dostaw, szczególnie przez Cieśninę Ormuz. To nie jest drobna zakłócenia. To jest szok strukturalny dla systemu.
Jednocześnie ceny ropy reagują dokładnie tak, jak się spodziewano. Ropa Brent wzrosła powyżej 110 dolarów za baryłkę, podczas gdy amerykańska ropa przekroczyła 100. Analitycy ostrzegali, że „nie widać wyraźnego końca zakłóceń w dostawach”, co oznacza, że zmienność nie jest tymczasowa. Zostaje ona osadzona w systemie.
Decyzja ZEA sygnalizuje coś znacznie większego w kwestii przyszłości OPEC. Jeśli jeden z głównych producentów odejdzie na niezależną produkcję, inni zaczną na nowo rozważać własny udział. Motywacja do współpracy maleje wraz ze wzrostem motywacji do produkcji. To tworzy pętlę zwrotną, w której kartel traci zdolność do egzekwowania dyscypliny.
Patrząc w przyszłość, OPEC raczej nie zniknie z dnia na dzień, ale jego rola się zmieni. Zamiast działać jako zjednoczona siła zdolna do stabilizacji rynków, stanie się luźniejszym sojuszem o malejącym wpływie. Siła cenowa przesunie się na stronę indywidualnych producentów i sił rynkowych, a nie skoordynowanych kwot. Ta zmiana wprowadza znacznie większą zmienność, ponieważ nie ma już centralnego mechanizmu zarządzania podażą w czasach kryzysu.”
Wojna energetyczna przerywa OPEC: ZEA odchodzą, gdy dostawy ropy się załamują | Armstrong Economics
„Najnowsze sondaże dotyczące Keira Starmera to nie tylko słabość, to jasne odrzucenie. Partia Pracy gwałtownie spadła, a poparcie w niektórych ostatnich badaniach spadło w okolicach wysokich dwunastolatków, podczas gdy jego osobista ocena aprobaty spadła głęboko do negatywnego obszaru, zbliżając się do poziomów, które historycznie sygnalizują utratę kontroli nad narracją rządu. To nie jest tymczasowy spadek. Odzwierciedla to rosnący rozbieżność między polityką a rzeczywistością.
To, na co reaguje społeczeństwo, nie jest trudne do zrozumienia. Gospodarka Wielkiej Brytanii jest pod presją ze wszystkich stron. Koszty pożyczania wzrosły powyżej 5%, gospodarstwa domowe nadal zmagają się z podwyższonymi kosztami życia, a wzrost pozostaje powolny. Jednocześnie polityka nadal mocno opiera się na zobowiązaniach do zerowej emisji netto, które podnoszą koszty energii, jednocześnie nie oferując wiarygodnej alternatywy zdolnej do utrzymania popytu przemysłowego. Nie można nakładać wyższych kosztów nakładów na gospodarkę już będącą pod presją i oczekiwać poprawy zaufania.
Jest też kwestia wiarygodności. Gdy rząd zaczyna tracić zaufanie społeczne, każda decyzja jest kwestionowana. Skandale, wewnętrzne spory i zmiany polityki zaczynają mieć większe znaczenie, ponieważ zaufanie już nie istnieje. Kontrowersje wokół Mandelsona tylko potęgowały poczucie, że decyzje podejmowane są za kulisami, a nie otwarcie. To postrzeganie przyspiesza ten spadek.
To, co czyni to szczególnie ważnym, to fakt, że nie dotyczy to wyłącznie Wielkiej Brytanii. Rządy w całej Europie spotykają się z podobną reakcją, ponieważ stosowały ten sam schemat, ograniczając energię, rozszerzając regulacje i ignorując konsekwencje gospodarcze. W rezultacie stała się stagnacja, rosnące koszty i stopniowe obniżanie zaufania. Kiedy ludzie czują, że ich standard życia spada, nie przejmują się politycznymi przekazami. Szukają alternatyw.”
Upadek Starmera to głos przeciwko porażce polityki | Armstrong Economics
Wątek na linki
Jeśli Wasz komentarz ogranicza się jedynie do przekazania linku do innego artykułu bądź nagrania YT, bez jakiegoś komentarza czy przemyśleń z Waszej strony, to prosimy wrzucajcie go w odpowiedzi na ten wpis.
Dziękuję i pozdrawiam!
Egzorcysta O. Ripperger o demonach, Poziomach Walki Duchowej i Naszej Pani ✽ LEKTOR PL
Egzorcysta O. Ripperger o demonach, Poziomach Walki Duchowej i Naszej Pani ✽ LEKTOR PL
Czy to nadal Paryż? Spacer z Gare du Nord na Montmartre
Czy to nadal Paryż? Spacer z Gare du Nord na Montmartre