Search
Close this search box.

Czy uranu wystarczy dla wszystkich?

W ostatnich latach nastawienie względem energetyki jądrowej oraz uranu na świecie systematycznie się poprawiało. Sytuacja wciąż nie wyglądała jednak idealnie. Podczas gdy inwestorzy zasypywani byli obiecującymi nagłówkami ze Stanów Zjednoczonych, Chin czy Europy, ich oczy pozostawały zwrócone w kierunku doniesień płynących z Japonii. Dlaczego? Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się w czasie o ponad dekadę.

W marcu 2011 roku doszło w tym kraju do katastrofy w elektrowni atomowej, która sprawiła, że przez kolejne lata energetyka jądrowa była demonizowana niemal na całym świecie. Po wydarzeniach w Fukushimie, Japonia zdecydowała się wyłączyć swoje reaktory i wstrzymała plany budowy kolejnych takich obiektów. Dodatkowo, uran zgromadzony dotychczas przez Japończyków trafiał na inne rynki. Dla inwestorów było jasne, że tak długo, jak Japończycy będą negatywnie nastawieni do atomu, perspektywy dla branży jądrowej, w tym spółek uranowych pozostaną słabe.

Sytuacja diametralnie zmieniła się wraz z początkiem 2023 roku. Nastąpił przełom, na który czekali inwestorzy. Japonia nie tylko zapowiedziała kolejne restarty reaktorów, ale też wydłużyła działającym obiektom możliwość funkcjonowania dłużej niż dotychczasowe 60 lat. Ponadto zapowiedziano budowę kolejnych reaktorów. Nie będzie zatem przesadą, jeśli napiszemy, że nastąpiła pełna poprawa sentymentu.

Oczywiście nie jest tak, że Japończycy z dnia na dzień zmienili swoje nastawienie do atomu. To był proces, który wymagał po pierwsze przygotowania odpowiednich regulacji, a po drugie społeczeństwo japońskie potrzebowało czasu, aby znów zaufać tej formie pozyskiwania energii. W ubiegłym roku po raz pierwszy od katastrofy w Fukushimie poparcie społeczne dla energii jądrowej przekroczyło 60%.

Z punktu widzenia inwestycji w branżę uranową, doniesienia z Japonii są pozytywne z dwóch powodów.

Po pierwsze, oznaczają wzrost zapotrzebowania na paliwo jądrowe, do którego niezbędny jest uran. Według różnych szacunków, restarty japońskich reaktorów mogą oznaczać 10 – 12 mln funtów dodatkowego popytu na uran rocznie.

Po drugie, dotychczas Japonia wyprzedawała surowiec zmagazynowany w przeszłości, co teraz się zmieni, więc z rynku zniknie znacząca część jego podaży.

Zachód odetnie się od uranu z Rosji

O ile poprawa nastawienie do energetyki jądrowej w Japonii jest kluczowa, o tyle informacje płynące z USA czy Europy także są istotne. Pozytywnych doniesień nie brakuje. Przykłady? Spójrzmy na kilka niedawnych newsów.

Niemcy oraz Belgia zapowiedziały, że przedłużą pracę swoich reaktorów. Wielka Brytania z kolei ogłosiła powołanie funduszu, którego celem będzie zapewnienie alternatywy dla paliwa jądrowego pochodzącego z Rosji. Na decyzje każdego z tych krajów spory wpływ miał oczywiście kryzys energetyczny, który przetoczył się przez uzależnioną od rosyjskich węglowodorów Europe. Niewykluczone, że w przyszłości zachodnie sankcje wymierzone w Rosje w związku z agresją na Ukrainę zostaną rozszerzone o import paliwa jądrowego. Nawołuje do tego Parlament Europejski. Przypomnijmy, że kraje Unii Europejskiej ok. 20% zużywanego uranu importują z Rosji.

Przenieśmy się teraz za Ocean Atlantycki. Stany Zjednoczone ok. 14% wykorzystywanego uranu kupują od Rosji. Były sekretarz ds. energii USA Ernest Moniz twierdzi, że Amerykanie ostatecznie zakażą importu rosyjskiego uranu i wzbogaconego paliwa jądrowego.

Naszym zdaniem ograniczenie importu uranu ze Wschodu to tylko kwestia czasu, dlatego Stany Zjednoczone budują strategiczne rezerwy tego surowca, kupując go od rodzimych producentów. Wraz z nadejściem bieżącego roku Departament Energii USA ogłosił pierwsze kontrakty na dostawy.

W gorszej sytuacji zdają się być kraje europejskie, które aktualnie nie są w stanie samodzielnie wydobywać znaczących ilości uranu i przetwarzać go na pełnowartościowe paliwo. Będzie to dla nich oznaczać konieczność podpisania kontraktów na dostawy surowca z firmami w krajach sojuszniczych oraz przyspieszenie realizacji własnych projektów wydobywczych.

Kto zyska na niechęci do rosyjskiego surowca?

Wraz z tym, jak Zachód będzie odcinał się od paliwa jądrowego z Rosji, powinna na tym zyskiwać przede wszystkim spółka Cameco Corporation. W ramach przypomnienia jest to wiodący producent uranu z Kanady. W październiku ubiegłego roku Cameco razem z firmą Brookfield Renewable postanowiły przejąć spółkę Westinghouse Electric Company, czyli duże przedsiębiorstwo świadczące różne usługi dla elektrowni jądrowych na całym świecie. Tym ruchem Cameco zdobyła ekspozycję na znaczną część rynku w Europie, który dotychczas obsługiwany był przez rosyjski Rosatom.

Ponadto tydzień temu Cameco ogłosiła, że podpisała kontrakt na dostawy uranu na Ukrainę. Umowa zakłada dostawy przez okres 12 lat, łącznie dostarczone zostanie 67 mln funtów uranu. Jest to największy tego typu kontrakt w historii Cameco. Tak się składa, że firma ta od dłuższego czasu stanowi trzon ekspozycji na uran w ramach Portfela Tradera.

Ta hossa będzie inna!

Chcielibyśmy w tym miejscu zwrócić Waszą uwagę na fakt, że w przeciwieństwie do poprzedniej hossy uranowej (kiedy uran kupowały głównie elektronie jądrowe), dziś na rynku obecne są podmioty, które systematycznie zmniejszają ilość dostępnego surowca. Mowa przede wszystkim o funduszu Sprotta, który dotychczas zgromadził w swoich magazynach ponad 61 mln funtów uranu.

Mało tego, kilka dni temu fundusz zapowiedział, że wyemituje kolejne jednostki o łącznej wartości 1,3 mld USD. Oznacza to pozyskanie środków, które pozwolą przy dzisiejszej cenie uranu na zdjęcie z rynku kolejnych 25 mln funtów surowca. Co ważne, raz kupiony przez Sprotta uran nie trafia do reaktorów, czy też nie zostaje odsprzedany gdzieś dalej.

Koniecznie trzeba także wspomnieć w tym miejscu o tym, że równolegle do funduszu Sprotta rozwija się podobny tego typu podmiot – tym razem w Azji. Mowa o funduszu ANU Energy, który powstał w 2021 roku.

ANU kupuje uran bezpośrednio od największego producenta tego surowca na świecie, czyli od Kazatompromu. Co ważne, firma ta ma najniższe koszty wydobycia spośród wszystkich spółek z branży uranowej.

Zgodnie z poniższą grafiką zaczerpniętą ze strony internetowej funduszu, pierwszy etap finansowania ANU ma już za sobą. Jak widzicie zamiast planowanych 50 mln USD, funduszowi udało się zebrać 74 mln USD, dzięki czemu możliwe były pierwsze zakupy uranu.

W kolejnych etapach, ANU chce pozyskiwać środki od inwestorów prywatnych i instytucjonalnych, m.in. za sprawą wejścia na giełdę. W ślad za tym pójdą oczywiście większe zakupy uranu.

Co z nową podażą?

Mimo solidnych fundamentów, cena uranu nadal oscyluje w okolicach 50 USD za funt. Z kolei średni koszt wydobycia dla całej branży szacuje się na ok. 60 USD za funt.

Oznacza to, że każdy wydobyty przy dzisiejszej cenie funt uranu przynosi stratę ok. 10 USD. W związku z tym, trudno oczekiwać, że w najbliższym czasie na rynek trafi dodatkowa podaż surowca.

Co więcej, nawet jeśli za niedługo na rynek rzucony zostanie nowy uran, bo wydobycie zacznie się opłacać, to i tak nie zapominajmy, że przez ponad dekadę branża została zdziesiątkowana. Zdecydowana większość producentów zniknęła z rynku.

Innymi słowy, potrzebne są nowe projekty, aby sprostać zapotrzebowaniu na uran w dłuższym terminie. Z kolei ich uruchomienie wymaga czasu.

 

Podsumowanie

Wszystko wskazuje na to, że rynek uranu wchodzi w kolejną fazę, w której elektrownie jądrowe czując nóż na gardle zmuszone będą w popłochu zabezpieczać sobie dostawy paliwa jądrowego. Tyle, że surowca dostępnego na rynku jest mało, a obecność podmiotów takich jak fundusz Sprotta, czy ANU sprawia, że będzie go jeszcze mniej.

Uważamy, że teraz, gdy powrót Japonii do atomu stał się faktem, Zachód będzie chciał ubiec Japończyków w zakupach paliwa jądrowego i niedługo usłyszymy o kolejnych kontraktach. W ślad za zwiększonym popytem w górę podąży także cena uranu, co pozytywnie przełoży się na notowania spółek uranowych.

Independent Trader Team

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Powiązane wpisy