Na Portfelu Tradera trwa właśnie kwartalna sesja Q&A, w ramach której Trader21 wraz z jego zespołem odpowiadają na pytania nadesłane przez Subskrybentów. Odbywa się ona tradycyjnie poprzez emisję serii tematycznych nagrań, a jej zwieńczeniem będzie webinar na żywo z Traderem21, który odbędzie się w piątek 29 maja o godz. 11:00.
Zazwyczaj przez pierwsze 3 godziny spotkania online, Trader21 odpowiada na pytania bezpośrednio o tematyce inwestowania i rynków finansowych. Z kolei przez pozostałą część webinaru dominują na ogół luźniejsze tematy. Jest to zatem świetna okazja, aby zadać Traderowi21 pytania z różnych obszarów.
Nagranie, które właśnie widzisz jest jednym z wielu materiałów opublikowanych w ostatnich tygodniach w ramach Q&A na Portfelu Tradera. Trader21 odpowiedział w nim na kilka bardzo ciekawych pytań, które nie dotyczyły stricte inwestowania, ale poruszały tematy jak najbardziej warte uwagi. Serdecznie zachęcamy do oglądania!
Spis treści
Poniżej zamieszczamy z kolei listę dotychczas opublikowanych nagrań, natomiast wciąż w realizacji jest kilka materiałów z sesji Q&A, które ukażą się na Portfelu Tradera już niebawem.
Q&A Akcje Zagraniczne
„Czy rynek jest przewartościowany?” – Karol Natonik
„Czy Micron i Samsung kolejny raz popełnią błąd z przeszłości?” – Karol Natonik
Q&A Geopolityka
„Czy konflikt na terenie Polski jest możliwy?” – Marcin Kremiec
Q&A Nieruchomości
„Jaka przyszłość dla najmu mieszkań w Polsce?” – Marcin Kremiec
Q&A Surowce
„Surowce w portfelu. Co się zmieniło?” – Konrad Pietruszka
Q&A Kryptowaluty
„Perspektywy dla rynku krypto” – Karol Natonik
Q&A Budowa Portfela
„Ile realnie tracisz czekając na spadki?” – Karol Natonik
Q&A Brokerzy
„Jak przechowywać gotówkę u brokera?” – Karol Natonik
Q&A Podatki
„Jak poprawnie rozliczać dywidendy?” – Mateusz Tomczyk
Q&A Zdrowie
„Jak naturalnie poprawić wzrok?” – Kamil Augustyn

Jak inwestować w świecie, którego nie da się przewidzieć?
Im szybciej zmienia się świat, tym większa pokusa, aby inwestować w to, co brzmi najbardziej futurystycznie. Interfejsy mózg-komputer, sztuczna inteligencja, blockchain, długowieczność, nowe źródła energii, automatyzacja, robotyzacja. Wszystko to brzmi świetnie. Problem polega na tym, że między „świetnie brzmi” a „da się na tym rozsądnie zarobić” jest gigantyczna różnica.
I tutaj wielu inwestorów wpada w pułapkę. Widzą technologię, która może zmienić świat, po czym od razu zakładają, że muszą mieć ekspozycję na ten trend. Tyle że inwestowanie nie polega na kupowaniu każdej obietnicy przyszłości. Inwestowanie polega na kupowaniu aktywów, które mają sensowną relację ceny do ryzyka, potencjału i dostępnych danych.
A w przypadku wielu najbardziej przyszłościowych technologii tych danych po prostu nie ma.
Im dalsza przyszłość, tym większa liczba niewiadomych
Weźmy chociażby wszczepiane interfejsy mózg-komputer. Neuralink, Synchron i podobne projekty mogą za jakiś czas zmienić medycynę, komunikację, a być może nawet sposób funkcjonowania człowieka. Tylko co z tego wynika dla inwestora dziś?

Moim zdaniem niewiele.
Mamy tutaj jednocześnie ryzyko technologiczne, regulacyjne, etyczne i polityczne. Jedna decyzja regulatora może przyspieszyć rozwój branży albo zatrzymać ją na lata. Jedna zmiana społecznego nastawienia może sprawić, że projekt uznawany dziś za przełomowy stanie się tematem nie do ruszenia. Wystarczy przypomnieć sobie, jak przez lata blokowano różne obszary medycyny czy badań biologicznych. Część rozwiązań może być społecznie akceptowana, jak przywracanie komunikacji osobom sparaliżowanym. Inne, jak sztuczne wszczepianie pamięci, będą budzić przeciwne emocje.
Dlatego w takich przypadkach zdecydowanie wolę skrócić horyzont. Nie zastanawiać się, co wydarzy się za 20 czy 30 lat, tylko patrzeć na najbliższe trzy, cztery lata. To nie znaczy, że ignoruję trendy długoterminowe. Wzrost cen wody, zapotrzebowanie na energię czy rozwój infrastruktury dla AI są realne. Tyle że nie każdy trend da się sensownie rozegrać z poziomu zwykłego inwestora. Możemy widzieć problem niedoboru wody, ale nie oznacza to, że jesteśmy w stanie kupić ogromne zasoby w Paragwaju i zbudować globalny biznes eksportu słodkiej wody.
Czasami najlepszą decyzją jest po prostu odpuścić temat, którego nie da się dobrze wycenić.
Technologia przyspiesza szybciej niż człowiek
Drugi problem jest jeszcze większy. Technologia zmienia się szybciej, niż człowiek potrafi się do tego psychicznie i społecznie dostosować. Jeszcze nie tak dawno ludzie przez większość życia pracowali w jednym sektorze. Później normalne stało się przepracowanie całej kariery u dwóch, trzech pracodawców. Dzisiaj coraz bardziej realny staje się scenariusz, w którym co kilka lat trzeba będzie zmieniać nie firmę, ale wręcz kompetencje i sposób pracy.

To oznacza, że jednym z najważniejszych aktywów człowieka będzie zdolność adaptacji. Nie dyplom. Nie tytuł, nie przekonanie, że raz zdobyta wiedza wystarczy na całe życie. Świat, w którym technologia sprzed pięciu lat może być już przestarzała, nie premiuje ludzi przywiązanych do jednego schematu.
I dokładnie to samo dotyczy inwestowania.
Kto przywiąże się do jednego rynku, jednej klasy aktywów albo jednej narracji, ten prędzej czy później zostanie zaskoczony. W ostatnich latach widzieliśmy to na kryptowalutach, spółkach technologicznych, surowcach, obligacjach i gotówce. Każde z tych aktywów w pewnym momencie było albo wyśmiewane, albo traktowane jak jedyne sensowne rozwiązanie. Rynek ma jednak to do siebie, że bardzo brutalnie karze przesadną pewność inwestorów.
Demografia nie musi być katastrofą
Wiele mówi się dziś o demografii. Europa się starzeje, dzietność jest za niska, systemy emerytalne są pod presją. To prawda. Aby utrzymać populację na stabilnym poziomie, potrzebna jest dzietność około 2,1, podczas gdy w wielu europejskich krajach mówimy raczej o poziomach 1,6-1,7.

Tyle że samo kurczenie się populacji nie musi automatycznie oznaczać katastrofy. Problemem nie jest wyłącznie liczba ludzi. Problemem jest to, w jakiej kondycji są ci ludzie, jak długo mogą być aktywni zawodowo i czy gospodarka pozwala im realnie wykorzystywać doświadczenie.
Jeżeli człowiek mający 60 czy 70 lat byłby nadal w świetnej kondycji fizycznej i psychicznej, to jego doświadczenie mogłoby być ogromnym atutem dla gospodarki. Tymczasem obecny model często wygląda tak, że człowiek ma pracować do wieku wyznaczonego przez arkusz kalkulacyjny państwa, a później po prostu stać się kosztem systemu.
Kluczowe pytanie to: czy pozwolimy ludziom żyć dłużej w dobrej formie i czy technologia będzie wzmacniać produktywność, zamiast wyłącznie zwiększać kontrolę, uzależnienie od systemu i poziom społecznego ogłupienia?
AI: trend jest oczywisty, ale cena ma znaczenie
Sztuczna inteligencja jest dziś tym, czym kilka lat temu dla wielu inwestorów były kryptowaluty. Rozpala wyobraźnię, przyciąga kapitał i sprawia, że inwestorzy boją się zostać z boku. Tyle że po silnych wzrostach większym ryzykiem może być już nie brak ekspozycji na AI, ale zbyt duża ekspozycja na ten jeden trend.
Jeżeli Nasdaq w cztery i pół miesiąca rośnie o kilkanaście procent, a ETF-y półprzewodnikowe zyskują około 70% od początku roku, to nie jesteśmy już w punkcie maksymalnego pesymizmu. Jesteśmy raczej w miejscu, w którym kapitał bardzo mocno uwierzył w jedną historię.
Nie oznacza to, że AI należy ignorować. Wręcz przeciwnie. Ekspozycję można mieć zarówno bezpośrednio, poprzez największe spółki technologiczne, półprzewodniki czy oprogramowanie, jak i pośrednio, poprzez energię, miedź, uran, sieci przesyłowe, centra danych czy cyberbezpieczeństwo. Bo jeżeli sztuczna inteligencja ma się rozwijać, to będzie potrzebować ogromnych ilości energii, infrastruktury i surowców.
Natomiast trzeba pamiętać o jednej rzeczy: inwestorzy nie zawsze kupują to, co jest najbardziej użyteczne. Bardzo często kupują to, co jest modne. Producent transformatorów może mieć świetne fundamenty, ale przeciętny inwestor chętniej kupi spółkę, której nazwa kojarzy się z AI, Palantirem albo wielką technologiczną rewolucją. Dlatego w inwestowaniu liczy się nie tylko to, co jest realnie potrzebne, ale też to, gdzie popłynie kapitał.
Krypto przegrało walkę o uwagę?
Kryptowaluty przez lata korzystały na tym, że były czymś nowym, ekscytującym i niezależnym od tradycyjnego systemu finansowego. Dziś część tej uwagi przejęła sztuczna inteligencja. Kapitał, który wcześniej szukał narracji w krypto, w ostatnim czasie dużo chętniej płynął do dużych spółek technologicznych. Efekt? Technologia rosła, a krypto w tym samym czasie zaliczało mocną korektę.
Czy to oznacza koniec rynku kryptowalut? Absolutnie nie.
Oznacza natomiast, że rynek krypto nie działa w próżni. Jest zależny od płynności, nastrojów, apetytu na ryzyko i konkurencyjnych narracji. Jeżeli inwestorzy widzą szybszy, bardziej oczywisty i instytucjonalnie akceptowany trend w AI, to część kapitału może zostać przesunięta właśnie tam.
Dlatego inwestor nie powinien zakochiwać się w żadnej klasie aktywów. Nawet jeśli rozumie technologię. Nawet jeśli wierzy w jej przyszłość. Im większa wiedza w jednej dziedzinie, tym większe ryzyko skrzywienia w jej stronę. Specjalista od krypto będzie widział głównie potencjał krypto. Specjalista od surowców będzie widział głównie deficyty surowców. Specjalista od technologii będzie widział głównie tempo rozwoju technologii. A inwestor musi widzieć portfel jako całość.

Kryzys, ropa i gotówka
Obecnie mamy kilka sygnałów ostrzegawczych jednocześnie. Odwrócona krzywa dochodowości, droga ropa, napięcia geopolityczne, ryzyko wyższej inflacji i niepewność wokół Bliskiego Wschodu. W takiej sytuacji nie chodzi o to, aby przewidzieć jeden idealny scenariusz. Chodzi o to, aby mieć portfel przygotowany na różne scenariusze.
Jednym z najprostszych sposobów jest zwiększenie gotówki. Nie dlatego, że gotówka jest świetnym długoterminowym aktywem. Nie jest. Ale gotówka daje opcjonalność. Pozwala kupować wtedy, kiedy inni sprzedają w panice. Pozwala wykorzystać przeceny na rynku technologii, krypto, surowców czy energii.
I tutaj dochodzimy do bardzo ważnej rzeczy. Dla wielu inwestorów gotówka wydaje się nudna. Tymczasem w odpowiednim momencie może być najciekawszą pozycją w portfelu. Nie dlatego, że sama zarobi, ale dlatego, że pozwoli kupić aktywa po bardzo atrakcyjnych cenach.
Cieśnina Ormuz i lekcja geopolityki
W kontekście Bliskiego Wschodu łatwo popaść w skrajność. Z jednej strony można zakładać, że blokada Cieśniny Ormuz doprowadzi do wieloletniego paraliżu rynku ropy i nawozów. Z drugiej można udawać, że problemu nie ma. Oba podejścia są zbyt proste.

Światowy rynek surowców jest bardziej elastyczny, niż się wydaje. Jeżeli ropa nie może płynąć jedną trasą, część zostanie przekierowana innymi kanałami. Rurociągi, zapasy, dodatkowa produkcja w innych regionach – to wszystko łagodzi skutki szoku. Rynek nie lubi próżni.
Nie zmienia to faktu, że długotrwałe napięcia podnoszą koszty, zwiększają niepewność i premiują sektory związane z energią. W takim otoczeniu ciekawie wyglądają nie tylko same surowce, ale też firmy dostarczające „łopaty” dla sektora energetycznego. Przykładem może być OIH, czyli ekspozycja na firmy usługowe dla branży naftowej. Jeżeli wyższe ceny ropy utrzymają się dłużej, duże koncerny wydobywcze będą zwiększać nakłady inwestycyjne, a beneficjentami mogą być właśnie dostawcy sprzętu i usług.
Dane nie dają pewności
Wielu inwestorów wierzy, że dzisiejszy dostęp do danych, modeli i algorytmów pozwala lepiej przewidywać rynek. Problem w tym, że rynek nie jest równaniem matematycznym. Rynki są sterowane przez chciwość, strach, płynność, przymusowe zamykanie pozycji, politykę banków centralnych i ludzką psychikę.
Historia LTCM jest tutaj świetnym ostrzeżeniem. Fundusz tworzony przez wybitne umysły, korzystający z zaawansowanych modeli, miał przez pewien czas świetne wyniki, po czym spektakularnie się wywrócił. Nie dlatego, że nie miał danych. Dlatego, że dane nie są w stanie objąć wszystkiego.
To samo dotyczy dzisiejszych algorytmów. Mogą pomóc. Mogą wyłapać zależności. Mogą poprawić egzekucję transakcji. Ale nie usuną niepewności. Co więcej, jeżeli wiele modeli działa podobnie i opiera się na podobnych danych, to w skrajnych momentach mogą one wzmacniać ruch w jedną stronę, zamiast stabilizować rynek.
Dlatego inwestor powinien przygotowywać się nie na jeden scenariusz, ale na zmienność.
Największym wrogiem inwestora jest on sam
Najprostsza zasada inwestowania brzmi: kupuj tanio, sprzedawaj drogo. Każdy ją rozumie. Mało kto potrafi ją stosować.
Kiedy cena rośnie, ludzie zakładają, że będzie rosła dalej. Kiedy spada, zakładają, że będzie spadała bez końca. To jest podstawowy defekt inwestora. Z tego powodu najwięcej osób kupuje wtedy, kiedy aktywo jest już modne, i sprzedaje wtedy, kiedy jest znienawidzone.

Do tego dochodzi fatalne podejście do samego procesu inwestowania. Wiele osób mówi o „graniu na giełdzie”. To jest bardzo złe określenie. Grać można w kasynie albo obstawiać wyniki meczów. Inwestowanie polega na kupowaniu aktywów, które są tańsze, niż powinny być, w oparciu o wiedzę, analizę i dyscyplinę.
Najwięcej uczymy się nie z udanych transakcji, ale z porażek. Udana transakcja bardzo często wzmacnia ego. Porażka, jeśli zostanie dobrze przeanalizowana, może poprawić proces decyzyjny. Dlatego warto wracać do błędów, rozkładać je na czynniki pierwsze i sprawdzać, czy problemem była analiza, timing, zbyt duża pozycja, emocje czy zwykła pycha.
Nie da się przewidzieć świata za 15 czy 20 lat. Możemy wskazywać trendy. Możemy obserwować AI, demografię, energię, surowce czy geopolitykę. Możemy zakładać, że część aktywów przeniesie się na blockchain, że infrastruktura energetyczna będzie kluczowa, że gotówka w pewnych momentach da nam przewagę, a surowce pozostaną fundamentem gospodarki.
Ale nie możemy udawać, że wiemy wszystko.
Dlatego rozsądne inwestowanie w dzisiejszym świecie polega na czymś zupełnie innym niż pogoń za każdą modną historią. Polega na skracaniu horyzontu tam, gdzie liczba zmiennych jest zbyt duża. Na utrzymywaniu elastyczności. Na posiadaniu gotówki wtedy, kiedy rynek jest zbyt rozgrzany. Na unikaniu zakochania się w jednej klasie aktywów. I przede wszystkim na ciągłym przypominaniu sobie, że największym zagrożeniem dla inwestora nie jest brak danych.
Największym zagrożeniem jest przekonanie, że skoro mamy dane, to mamy pewność.

Krypto traci na znaczeniu bo dotarło do szczytu piramidy finansowej, kto dał się omamić i miał kupić to kupił reszta nie wierzy w te bajki i wszystko się zapada, jak kiedyś znaczki pocztowe, ale te przynajmniej miały też wartość artystyczną i można było zobaczyć i potrzymać.. ..
https://www.youtube.com/watch?v=Gw4Kx2k_24Y
SUMLIŃSKI UJAWNIŁ DOKUMENTY KTÓRE POGRĄŻĄ TUSKA!
https://www.youtube.com/watch?v=KunHAj6SgUk
„Wietnamska policja z dumą ogłosiła rozbicie rzekomo „niebezpiecznego” gangu, którego „przestępcza” działalność polegała na handlu złotem. Grupa przedsiębiorczych Wietnamczyków, która w tamtejszych realiach polityczno-policyjnych zaklasyfikowana została jako groźny gang, miała sprowadzić z Hongkongu do Wietnamu złoto w ilości ok. 300 kg, o wartości 1,2 biliona đồngów (ok. 48 mln dolarów), które następnie sprzedawano na miejscu.
Siatka działała w sposób typowy dla nieoficjalnego handlu: złoto, ukrywane w sprzęcie elektronicznym, butach, paskach, a nawet bieliźnie, trafiało do Wietnamu, a następnie topione i odlewane w sztabki dla klientów w Bac Ninh i Hanoi. Przychody lokowano w USDT. Jeden z lokalnych współpracowników, Do Minh Duc, otrzymywał miesięcznie 150-200 milionów đồngów za transport i odbiór towaru. Władze określiły operację jako największą tego typu w stolicy.
Złoto to trafiło naturalnie na czarny rynek, omijając agresywną państwową kontrolę nad importem i dystrybucją kruszcu. Tyle że w realiach wietnamskiej gospodarki to nie tyle złowroga działalność kryminalna, a raczej logiczna konsekwencja absurdalnej polityki państwa, które przez lata usiłowało narzucić mieszkańcom tego kraju totalną kontrolę nad posiadaniem i nabywaniem złota – postrzeganego tam za uświęconą tradycją formę gromadzenia oszczędności.
Dalej zresztą handel złotem poza państwowym nadzorem kwalifikuje się tam jako przestępstwo. Naturalna reakcja na rynkowe zapotrzebowanie – podaż kruszcu tam, gdzie istnieje na niego popyt – staje się „groźną działalnością kryminalną”, gdy tylko wymyka się totalitarnej kontroli. Wietnamskie państwo nie toleruje bowiem sytuacji, w której obywatele dokonują transakcji bez jego udziału i wiedzy. Co naturalnie nie oznacza, że takie transakcje nie mają miejsca – bo mają, i to na masową skalę.”
Policja chwali się rozbiciem rzekomo 'groźnego’ gangu. Jego zbrodnia? Sprzedawał złoto omijając państwową inwigilację | BitHub.pl
Trochę to dziwne bo w Wietnamie obowiązuje 0% stawka cła i watu na wszystkie formy przywożonego złota nie tak jak w Polsce 23% na jubilerskie ? Zatem nie ma się o co przyczepić, z tym że sprawdzane jest pochodzenie złota i czy to nie jest pranie pieniędzy, ewentualnie stała działalność handlowa na czarno ,a do handlu wymagają uprawnień żeby nie wprowadzać podróbek i ścigać oszustów na czarnym rynku? Nawet w Chinach jest 6% na jubilerskie dlatego głównie handluje się sztabkami? a Indie zwiększyły cło z 6% na 15%… żeby zmniejszyć import złota i srebra? bo im się bilans handlowy nie skleja?, a te biedne Indie mają już złota i srebra prywatnie na osobę! więcej niż Europejczycy?
Wielce Czcigodny Lech przećwiczy kiedyś „nieczepianie ” się państwa na własnej skórze . Supermario zacytuje klasyka „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”.
Departament sprawiedliwości USA przyznał Donaldowi Trumpowi, jego rodzinie i firmom dożywotni immunitet przed badaniem ewentualnych nieprawidłowości podatkowych. Utworzono również specjalny fundusz, który ma wspierać finansowo sojuszników prezydenta, przeciwko którym toczą się postępowania sądowe w sprawach podatkowych.
https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-trump-i-jego-bliscy-z-dozywotnim-immunitetem-opublikowano-do,nId,23480827
Jak to mówią prawnicy umowa niezgodna z prawem i Konstytucją z założenia jest nieważna? i nie może być respektowana?
Trump sądownie jest nietykalny, jego rodzina i firmy , a znajomi mają fundusz ochronny
Demografię oczywiście da się naprawić , ale należałoby wrócić do „starego” systemu edukacji , gdzie studiuje 3-4% , a pozostałe 96-97% wchodzi przed 20 rokiem życia na rynek pracy . Należałoby zastąpić obecną lewicową antyrodzinną propagandę prawdziwym przekazem , że od ilości dzieci będzie zależała jakość życia w wieku emerytalnym . Należałoby także zaprzestać walki z religią i zakazać wtrącania się państwa w życie rodzinne . No i oczywiście podatki musiały by zostać radykalnie obniżone .
Nie ma lewicowej antyrodzinnej propagandy to brednie! , lewica chroni wszystkie rodziny również te nietypowe? i oczywiście walczy o nie wtrącanie się państwa w życie rodzinne, chyba że mamy przemoc i wyzysk nieletnich czy kobiet i dodam domaga się bezpłatnego invitro bo to też przyrost naturalny obywateli Polski .
Stary system edukacji ? ze średniowiecza?
W nowoczesnym państwie które chce być bogate i silne każdy musi mieć przynajmniej wyższe wykształcenie najlepiej techniczne nie jakieś teologie, nie 3% ale 100% a prymitywne zajęcia ćwiczyć dla treningu i kondycji fizycznej naturalnie musi być zdrowy i mieć opiekę medyczną żeby nie stanowić zagrożenia dla reszty jeżeli sam tego nie potrzebuje Wiem że im człowiek głupszy i mniej wykształcony tym łatwiej nim manipulować i sterować szamanom. . Oczywiście, że nikt nie walczy z religiami to religie walczą o jak największy kawałek wspólnego torta dla siebie i dla swoich posługaczy i zdominowanie władzy w kraju, żeby im się żyło kosztem społeczeństwa jeszcze lepiej..
Każda religia zaczynała jako sekta i każda tak była traktowana, aż do momentu gdy zdobywała zwolenników we władzach i stawała się ogólnie obowiązująca dlatego każda sekta ma najwyższe zadanie zdobyć władzę.
Od razu dodam że nie mam nic przeciwko prawicy jestem za bogaceniem się w uczciwy sposób całymi garściami o ile będzie promować nowoczesność i rozwój a nie średniowieczne zabobony i pielgrzymki do Rydzyka . Naturalnie szanuję też patriotyzm i ochronę wartości które nie oznaczają dojenia budżetu przez zwyczajnych bigotów i złodziei , o ile chronią swoje wartości ale nie narzucają innym którzy inaczej to widzą, tak właśnie powinna wyglądać demokracja i wolność w tym osobista.
I ci „wykształceni” będą Wielce Czcigodnemu przepychać kible , wymieniać żarówki , budować drogi i orać pole . Supermario widzi , że z takim podejściem upadek cywilizacji jest nieunikniony .
,,Należałoby także zaprzestać walki z religią i zakazać wtrącania się państwa w życie rodzinne”
Niech W. Cz. Supermario nie roni łez bobrowych, bo jest wiele miejsc na świecie, m.in. w naszym pięknym kraju nad rz. Wisłą, gdzie religia wygodnie rozsiadła się na tronie i ma znakomicie. Mocno trzyma władzę nad tysiącami/milionami parafian przejmując ich umysły. Czasem biadoli, że ją coś boli, ale to jak z większością ludzi, którzy lubią plotki wokół siebie.
https://www.youtube.com/watch?v=4T2RLYkgmDE
Fizyczne srebro w szwajcarskich magazynach bezcłowych ?, czy Polskę producenta 1200 ton czystego srebra rocznie nie stać na budowę atrakcyjnego przystępnego magazynu bezcłowego w Polsce? ( pomijam głupotę cła na towar którego zabrania się eksportować bo jest pierwiastkiem krytycznym w tysiącach zastosowań i w wielu krajach zachęca się do trzymania srebra zamiast papierów..ale nie w Polsce ?)
W ogóle to pytanie retoryczne bo oczywiście że struktury KGHM mają magazyny srebra od którego nie płacą cła, ale tylko w takim kraju jak Polska nie ma nikogo mądrego żeby z tego zrobić mega interes dla Polski i Polaków?. i sprzedają na każde żądanie z Londynu po zaniżonej papierowej cenie..
Ani cła ani akcyzy czy watu oczywiście ..
Wielce Czcigodny Lech zakłada , że Polska jest suwerennym państwem ?
Te granice suwerenności trzeba stale sprawdzać i poszerzać , natomiast dziwią mnie fanatycy USA że nie widzą jak ten kraj właśnie nas doi , często dla niepoznaki korzystając z podległych mu struktur UE? i okupowanych Niemiec?
To Wielce Czcigodny nie zauważa jak nas doją Niemcy i brukselskie komisarze .
Ktoś z Was chciałby trzymać srebro w magazynie bezcłowym w Polsce, Zimbabwe, Republice Środkowoafrykańskiej lub w innym kraju trzeciego świata, gdzie cywilizacja nie dotarła?
Czy konflikt na terenie Polski jest możliwy? Jeżeli Polska będzie aktywnie uczestniczyć w atakowaniu celów i ludności cywilnej na terenie Rosji to wszystko jest możliwe nawet jeżeli to teoretycznie tajne? .Mamy też tarczę antyrakietową, która w razie ataku na jakieś cele w Europie czy USA będzie strącać rakiety nad Polską na Polskę ?. Oddaliśmy naszą Marynarkę Wojenną pod rozkazy Brytyjczyków razem z innymi krajami ale jednak, a ci mają wielką ochotę niszczyć rosyjskie statki i cele na morzu lądzie i już pomogli w wysadzeniu rurociągów i statku gazowego nie mówiąc o stałym polowaniu z Odessy na wszystko co rosyjskie jak to się może skończyć ? Czy nie lepiej doprowadzić do pozbawienia władzy banderowców na Ukrainie umoczonych w zbrodnie i korupcję po same uszy ,żeby oddali władzę Ukraińcom? zamiast ich wspierać do samego końca ich i naszego?
No cóż wojska rosyjskie nad Wisłę raczej nie dotrą , ale rakiety i drony jak najbardziej mogą dolecieć . Jeśli chodzi o banderowców to Wielce Czcigodny sam głosuje na partie , które ich popierają , czyli jak zwykle stoi w rozkroku .
Myślę że Izrael sam wypisał się z demokratycznego świata wprowadzając u siebie karę śmierci oczywiście tylko dla Palestyńczyków próbujących się bronić przed atakującymi Izraelczykami.. ? nie dość że kara śmierci nie do przyjęcia w cywilizowanym kraju to do tego oczywista dyskryminacja przecież także obywateli tego kraju?
Ależ kara śmierci jest jak najbardziej sprawiedliwa i powinna być przywrócona , oczywiście bez rasistowskich pobudek .
Sprawiedliwsze jest sprzędzenie reszty życia za kratkami w izolacji od świata i ludzi, co to za kara której nie możesz poczuć przez kilkadziesiąt lat.. aż do śmierci ..
Wątek na linki
Jeśli Wasz komentarz ogranicza się jedynie do przekazania linku do innego artykułu bądź nagrania YT, bez jakiegoś komentarza czy przemyśleń z Waszej strony, to prosimy wrzucajcie go w odpowiedzi na ten wpis.
Dziękuję i pozdrawiam!
Wybudują CI BLOK pod oknami. KOLEŚ w prokuraturze. DŁUG topi KRAKÓW
Wybudują CI BLOK pod oknami. KOLEŚ w prokuraturze. DŁUG topi KRAKÓW
Jak „DARMOWY DOM” niszczył rodziny? Tragiczne losy uczestników!
Jak „DARMOWY DOM” niszczył rodziny? Tragiczne losy uczestników!