Zablokowana Cieśnina Ormuz, pękające łańcuchy dostaw, europejski kryzys energetyczny i widmo powrotu inflacji – to nie są już teoretyczne scenariusze. To brutalna rzeczywistość wywołana wojną w Iranie, gdzie sytuacja wydaje się eskalować z dnia na dzień.
Kiedy Stany Zjednoczone wraz z Izraelem uderzały na Iran, oficjalny przekaz zapowiadał szybki i precyzyjny pokaz siły. Tymczasem dziś jesteśmy świadkami chaosu informacyjnego i wydatków wojennych rzędu miliardów dolarów na zwalczanie tanich dronów przeciwnika. Na asymetryczną odpowiedź Iranu Amerykanie zdają się nie mieć jasno określonej strategii, obnażając swoją decyzyjną bezradność.
Spis treści
Z drugiej strony możemy spotkać się z odmienną narracją, wedle której USA nie kroczą drogą usłaną strategicznymi porażkami i chaosem decyzyjnym. Według niej obserwujemy cyniczną partię „szachów 5D” rozgrywaną przez administrację Trumpa, w której głównym celem nie jest Iran, a Rosja i Chiny.
Czy zatem to, co obserwujemy ze strony amerykańskiej administracji, jest genialnym blefem, czy też strategiczną głupotą? W tym artykule zestawię obok siebie te dwie narracje, aby zobaczyć, która z nich jest bliżej prawdy i określić, czy dotychczasowy globalny hegemon rzeczywiście ma sytuację pod kontrolą.
Ameryka traci kontrolę. Fakty dowodzące porażki USA
Stany Zjednoczone zaangażowały się w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie, która może przerodzić się w pełzający konflikt, czyli coś, czego Donald Trump na pewno chciał uniknąć. Z każdym dniem Biały Dom dostarcza szereg przesłanek, by sądzić, że działa chaotycznie, w nieprzemyślany sposób i po prostu nie potrafi skutecznie zarządzać tą sytuacją. Przyjrzyjmy się więc poszczególnym aspektom tej narracji.
Uzależnienie od Izraela. Wojna na cudze życzenie?
Dotychczas twierdzenia o wpływie Izraela na politykę zagraniczną USA nie spotykały się z aprobatą szeroko pojętej społeczności amerykańskiej. Jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że optyka uległa zmianie i dziś wielu komentatorów jasno wskazuje na kluczową rolę Tel Awiwu. Można tutaj wymienić chociażby zbrodnie dokonywane w Gazie na ludności cywilnej – wszystko to przy wyraźnej aprobacie USA i wsparciu militarnym. Dziś wojna z Persami po raz kolejny uwypukla tę specyficzną relację, w której to ogon macha psem.
Już w 2020 roku mogliśmy w symboliczny sposób zobaczyć stosunek prezydenta USA do Izraela. Trump osobiście zaprojektował wielki „Klucz do Białego Domu”, a jego pierwszy egzemplarz wręczył w Gabinecie Owalnym właśnie Netanjahu, mówiąc: „To klucz do naszego kraju i naszych serc”. Kilka lat później w grudniu 2025 roku, a więc na 3 miesiące przed wybuchem wojny, podczas przyjęcia hanukowego w Białym Domu, publicysta Mark Levin przedstawił Trumpa jako pierwszego żydowskiego prezydenta. Ten nie oponował, ale z uśmiechem i przy klaszczącej sali stwierdził, że to prawda.

To oczywiście nie wszystko. Za gestami idą wielkie pieniądze i bezwzględna polityka wpływu.
W tym miejscu należy wspomnieć o AIPAC (American Israel Public Affairs Committee), czyli potężnej grupie lobbingowej, której celem jest de facto zagwarantowanie spójności pomiędzy amerykańską polityką zagraniczną a interesami Izraela. Stworzyli własne komitety polityczne (tzw. Super PACs, np. United Democracy Project), które mogą zbierać i wydawać nielimitowane kwoty od miliarderów i korporacji na kampanie wyborcze. Mówimy tu o dziesiątkach milionów dolarów pompowanych w każdy cykl wyborczy. Efekt jest taki, że jeśli polityk głosuje za wspieraniem militarnym Izraela, to może liczyć na hojne datki ze strony AIPAC. Tym bardziej przed zbliżającymi się w listopadzie wyborami połówkowymi (midterms), żaden amerykański polityk (zarówno demokratyczny, jak i republikański) nie odważy się postawić Tel Awiwowi, który w takim wypadku urządziłby czarną kampanię przeciwko takiemu rebeliantowi.
Przejdźmy więc do analizy wydarzeń ostatnich tygodni. Przede wszystkim Izrael zaatakował dokładnie w momencie, gdy USA negocjowały z Iranem warunki deeskalacji. Teheran był gotowy na ustępstwa, co sprawiło, że Tel Awiw postanowił zadziałać wyprzedzająco i postawić Stany przed faktem dokonanym. Sekretarz Stanu Marco Rubio przyznał przed dziennikarzami, że uderzenie nie wynikało z bezpośredniego zagrożenia dla Ameryki, ale z faktu, że Izrael podjął decyzję wcześniej:
Wiedzieliśmy, że nastąpi izraelska akcja. Wiedzieliśmy, że to sprowokuje atak na amerykańskie siły i wiedzieliśmy, że jeśli nie uderzymy prewencyjnie, zanim oni [Iran] wyprowadzą te ataki, poniesiemy wyższe straty.
Jeszcze dosadniej wyraził się Mark Warner, zasiadający w Komisji ds. Wywiadu. Usłyszał na zamkniętym spotkaniu, że Iran stanowił zagrożenie dla Izraela, a nie USA. Zrównanie ze sobą bezpośredniego zagrożenia dla Izraela z bezpośrednim zagrożeniem dla Ameryki określił jako wejście na nieznane terytorium. Określenie „bezpośrednie zagrożenie” pozwala prezydentowi na podjęcie samodzielnej decyzji o ataku bez zgody Kongresu. Izrael nie ma żadnej oficjalnej umowy o wzajemnej obronie z USA, ani nie należy do NATO. Wygląda więc na to, że interes obcego państwa został postawiony na równi z interesem Stanów Zjednoczonych. Jest to wydarzenie bez precedensu i stwarza ryzyko podejmowania przez Trumpa samodzielnych decyzji o ataku i to właśnie Warner określa alarmistycznie jako wejście na „nieznane terytorium”. Dotychczas USA nigdy nie „oddały” swojej armii do dyspozycji obcego kraju, z którym nie ma nawet ścisłego paktu obronnego.

Izrael w swoich atakach rakietowych poszedł bardzo daleko. Zrzucił bomby na cztery irańskie terminale naftowe wokół Teheranu. Dym zasłonił słońce i doprowadził do opadów kwaśnego deszczu. W sieci krążą również nagrania ukazujące użycie białego fosforu w Libanie – broni chemicznej, powodującej poważne poparzenia. Nawet skrajnie proizraelski senator Lindsey Graham stwierdził, że pewne działania Izraela zaszły za daleko. To pokazuje, jak radykalny w swoim działaniu jest Izrael i jak bardzo zależy mu na maksymalnym zniszczeniu Iranu, co z pewnością nie jest na rękę Stanom, gdyż prowadzi do niekontrolowanej eskalacji, o czym później.
Skoro Stany Zjednoczone walczą w Iranie w interesie innego kraju i nawet szczególnie nie kryją się ze swoją proizraelską postawą, to podstawowe pytanie w tym momencie brzmi: dlaczego to robią? Odpowiedzią mogą być m.in. ujawnione na przełomie stycznia i lutego akta Epsteina, które wstrząsnęły opinią publiczną, mimo iż część z nich wciąż jest ocenzurowana (ukrycie sprawców) i nieujawniona. Na tej fali rozgorzały dyskusje o powiązaniach Trumpa z Epsteinem. Niewykluczone, że Jeffrey Epstein wspólnie z Ghislaine Maxwell (córką Roberta Maxwella, wieloletniego agenta Mosadu) prowadzili gigantyczną sieć szantażu seksualnego wycelowaną w zachodnie i amerykańskie elity polityczno-finansowe w imieniu państwa Izrael. Bezwarunkowa uległość Administracji USA może po części również wynikać z chęci wyciszenia całego tego zamieszania w zamian za przeprowadzenie ataku na Iran. Na ten moment wydaje się, że temat akt zszedł na drugi plan, co potwierdza zainteresowanie hasłem „Epstein Files” w Google:

W czasie, gdy Izrael i USA bombardują Iran, pojawiają się informacje o tym, że część nieujawnionych akt jest niszczona. Jednocześnie Donald Trump publicznie wezwał do odrzucenia w nadchodzących wyborach Thomasa Massiego, odpowiedzialnego za proces ujawniania akt. Czy światowy hegemon walczący na zlecenie mniejszego i słabszego państwa, może zostać uznany za kraj zdolny do prowadzenia skutecznej walki o światowy prymat? Nawet pomimo tak rażących zależności od Izraela zręczna kampania informacyjna mogłaby skutecznie je ukryć, sprzedając Amerykanom narrację, w którą by uwierzyli. Czy tak rzeczywiście jest?

Chaos w domenie informacyjnej. Sprzeczne komunikaty USA
Najnowsze sondaże wskazują, że 56% Amerykanów sprzeciwia się wejściu USA do wojny w Iranie, a aż 74% jest przeciwko wysłaniu tam wojsk lądowych. Szczególną uwagę zwracają jednak nastroje w obozie republikańskim. Oficjalnie ok. 85% republikanów popiera działania Trumpa, ale wśród osób nieidentyfikujących się bezpośrednio z ruchem MAGA (Make America Great Again) poparcie spada do zaledwie 54%. Natomiast lekko ponad połowa wszystkich republikanów jest również przeciwna wysłaniu żołnierzy nad Zatokę Perską. Dla porównania poparcie społeczne dla inwazji lądowej na Irak w 2003 roku wynosiło aż 76%. Administracji Busha udało się do tego doprowadzić poprzez zorganizowanie szerokiej i intensywnej kampanii informacyjnej (lub propagandowej jak kto woli), która trwała niemal rok. Społeczeństwu skutecznie wmówiono, że Irak stanowi egzystencjalne zagrożenie dla USA, bo posiada broń masowego rażenia. Przyjrzyjmy się więc, dlaczego obecna Administracja ma taki problem w domenie informacyjnej wokół konfliktu z Iranem.
Dziś również USA próbują uzasadniać swoją obecność w Iranie, ale sposób, w jaki to robią, jest co najmniej wątpliwej jakości. Gdy 28 lutego Stany zaatakowały Iran, Trump nawoływał Irańczyków do obalenia reżimu, zapewne licząc na zryw podobny do tego ze stycznia, w którym zginęło kilkadziesiąt tysięcy obywateli. Żaden przewrót się jednak nie wydarzył i to pomimo zabicia Ajatollaha Chameneiego, co zapewne zaskoczyło Waszyngton. Od tego momentu Administracja USA niejednokrotnie zmieniała zdanie co do celów ataku na Iran oraz czasu trwania operacji:
- Cel nr 2. Zniszczenie programu nuklearnego – Z kolei 2 marca w oficjalnym przemówieniu Trump wymienił wśród celów zapewnienie, że Iran nigdy nie zdobędzie broni atomowej. Podobnie mówił Sekretarz Obrony Hegseth. Przypomnijmy sobie stanowisko z 2025 roku po wojnie 12-dniowej, o tym że zdolności nuklearne Iranu zostały zniszczone i każdy, kto uważa inaczej, kłamie. Skoro program atomowy został zniszczony, to skąd egzystencjalne zagrożenie? Czy Persowie w rok odbudowali swoje zdolności? Oczywiście, że nie, dlatego zdecydowanie trudniej jest przyjmować przekaz USA, zwłaszcza że ten ciągle się zmienia. Zmianie uległ również czas trwania operacji. Zamiast kilku dni, miałoby to być kilka tygodni.
- Cel nr 3. Zniszczenie zdolności balistycznych – Zdecydowana odpowiedź Iranu i ataki na kraje ościenne sprawiły, że Trump zaczął kłaść nacisk na neutralizację potencjału rakietowego, dronowego i zniszczenie floty. Teraz wojna miała potrwać aż do września, a nawet w pewnym momencie stwierdził, że nie ma ona daty końcowej.
To nie wszystko, gdyż w drugim tygodniu marca Trump stwierdził nagle, że wojna jest już praktycznie skończona i wojsko nie ma już nawet w co uderzać. Jednocześnie Hegseth zapowiedział dalszą eskalację, bezlitosne uderzenie oraz, że to dopiero początek walki. Prezydent zapytany o ten rozdźwięk w narracji stwierdził, że może być tak i tak. Jeżeli najsilniejszy kraj świata nie potrafi jasno zakomunikować, dlaczego walczy i kiedy nastąpi koniec, społeczeństwo i rynki tracą resztki zaufania.

Podobnie sytuacja wygląda jeśli chodzi o zapasy amunicji i koszty wojny. Hegseth mówi, że dopiero zaczyna się walka, ale jednocześnie ściągane są zaawansowane systemy rakietowe THAAD z Korei Południowej, a spółki zbrojeniowe ponaglane do przyspieszenia i powiększenia produkcji. Nic dziwnego, gdyż Ameryka zużywa systemy przechwytujące warte miliony dolarów (wystrzelenie jednego pocisku systemu Patriot to koszt nawet 4 mln dolarów) do strącania licznych i tanich dronów Shahed. Szacuje się, że oszczędności dla amerykańskiego społeczeństwa wynikające z wprowadzenia ustawy Big Beautiful Deal zostaną całkowicie zniwelowane przez koszty wojenne, które przekroczyły już 11 mld dolarów.
Wiara w sprawczość i kontrolę sytuacji przez USA jest dodatkowo nadszarpywana przez sygnały dochodzące zza zamkniętych drzwi, jakoby Ameryka była kompletnie zaskoczona zamknięciem Cieśniny Ormuz i nie miała realnej strategii na poradzenie sobie z takim obrotem spraw. Donald Trump wpierw rzuca na stół 20 miliardów dolarów na ubezpieczenia, nawołując armatorów, by pokazali trochę jaj i wpłynęli w strefę konfliktu. Dzień później w Białym Domu obiecuje też wielkie bezpieczeństwo. Nie minęło wiele czasu, a dwie jednostki zostały zaatakowane podczas próby przepłynięcia cieśniny. Zginęli cywile, a ceny ropy ponownie wystrzeliły. W odpowiedzi na ten przebieg zdarzeń amerykański Sekretarz Energii przyznaje, że USA wcale nie są gotowe na eskortowanie floty handlowej.

Przykrym zwieńczeniem tej sekcji jest narracja wokół ataku na szkołę dla dziewcząt. Analitycy wykazali, że amerykański pocisk Tomahawk trafił bezpośrednio w budynek, co doprowadziło do śmierci 175 cywilów w tym 160 dzieci. Zamiast przyznać się do błędu i sprawnie zarządzić sytuacją, Trump zasugerował, że to Iran sam zbombardował sobie szkołę. Później wskazywał jeszcze na Australię, co spotkało się zażenowaniem opinii publicznej. Ostatecznie Trump stwierdził, że niezależnie od tego, co wykaże oficjalne dochodzenie w tej sprawie, będzie on musiał jakoś żyć dalej z konsekwencjami tych ustaleń. Smutna to synteza rzeczywistości wojny.
Strategiczna nieudolność może kosztować Trumpa wybory
Wydaje się, że Stany Zjednoczone atakując Iran, postawiły wszystko na jedną kartę: albo szybkie zwycięstwo, albo będzie problem. I właśnie ten brak planu B zdaje się najbardziej uderzać w pozycję USA. Błyskawiczne rozstrzygnięcie w Wenezueli sprawiło, że Trump zapewne uwierzył, że podobnie będzie i tym razem. Nie ma się co oszukiwać, szybka zmiana reżimu na poddańczy względem USA pozbawiłaby Chiny i Rosję ważnego sojusznika w regionie, co poprawiłoby pozycję Stanów w rywalizacji z Państwem Środka i nadchodzącym w maju spotkaniem z Xi Jinpingiem. Jednak Iran to nie Wenezuela – jest to kraj rządzony przez islamski reżim, który przez dekady przygotowywał się na „ostateczne starcie” ze swoimi największymi wrogami. Jego asymetryczna i zdecydowana odpowiedź ewidentnie zaskoczyła USA. Ostatnią rzeczą, której potrzebuje Trump, to przeciągający się konflikt, a na ten moment wiele na taki scenariusz wskazuje. Niesie to ze sobą konkretne konsekwencje.
Po pierwsze, od dłuższego czasu Stany próbują odciąć Rosję od jej głównego źródła zarobków, czyli ropy. Indie wielokrotnie były naciskane, aby zaprzestały kupowania rosyjskich węglowodorów. Zamknięcie Cieśniny Ormuz i ataki na infrastrukturę naftową w regionie wyniosły cenę tego surowca w pewnym momencie nawet do 120 dolarów za baryłkę. Bezpośrednio przełożyło się to na zyski Moskwy, która zarabia dzięki temu dodatkowe 200 mln dolarów dziennie. Jakby tego było mało, Departament Skarbu wydał licencję (ważną na 30 dni), która tymczasowo znosi sankcje na około 128 milionów baryłek rosyjskiej ropy, znajdującej się obecnie na tankowcach i w tzw. „flocie cieni”. Każdy kraj może więc kupić ropę bez strachu przed karami. W ten oto sposób cała strategia nacisku na Rosję legła w gruzach.
Po drugie, USA mogły poprawić swoje zdolności na Bliskim Wschodzie, ale tego nie zrobiły. W sierpniu 2025 roku Wołodymyr Zełenski spotkał się za zamkniętymi drzwiami w Białym Domu z Donaldem Trumpem. Ukraińcy ostrzegali, że Iran ulepsza swoje drony i zaproponowali Amerykanom stworzenie „dronowego muru” oraz hubów antydronowych w bazach USA na Bliskim Wschodzie (m.in. w Jordanii, ZEA i Arabii Saudyjskiej). Jeden z anonimowych urzędników przyznał później portalowi Axios: Uznaliśmy, że to po prostu Zełenski, który znów robi sobie PR. Ktoś podjął decyzję, żeby tego nie kupować. Dziś tanie irańskie drony spadają na Dubaj i inne miasta w regionie, a zestrzelenie ich to potężny wydatek dla Amerykanów. Dlatego w trybie awaryjnym poproszono Ukrainę o wysłanie ich operatorów i sprzętu na Półwysep Arabski. To chyba najbardziej dosadny dowód strategicznego nieprzygotowania USA do tej wojny.
Po trzecie, przekalkulowano szansę na szybką zmianę reżimu. Po tym jak pierwsze dni wojny nie przyniosły rozstrzygnięcia, kontynuowano naloty, które siłą rzeczy uderzają też w infrastrukturę cywilną. Dziennikarze CNN, analizując dostępne materiały, ustalili, że niszczone są szpitale, szkoły i obiekty sportowe. Na ten moment mówi się o ponad 1000 zabitych cywilach. W takich okolicznościach nie ma możliwości na jakiekolwiek wsparcie USA ze strony społeczeństwa irańskiego. Nowo wybrany duchowy przywódca kraju – syn Chameneiego – jest jeszcze bardziej radykalny w swoim przekazie. Zapowiada dalsze ataki na infrastrukturę krajów Półwyspu Arabskiego i stanowczo odrzuca możliwość negocjacji (pomimo sygnałów, jakoby Trump miał zgłaszać się poprzez pośredników z pytaniami o rozejm).
To przekalkulowanie sprawia, że USA raczej na pewno będą próbowały wyjść z tej wojny pod byle pretekstem i ogłosić zwycięstwo, o czym wspomniał na początku konfliktu Marcin Kremiec. W takim scenariuszu na majowym spotkaniu z Chinami, Trump będzie jawił się jako przedstawiciel państwa, które nie potrafiło w pełni skutecznie przeprowadzić ataku na kraj o wielokrotnie mniejszych zdolnościach niż Państwo Środka. Xi Jinping może więc przyglądać się wydarzeniom i wspierać po cichu Iran. Zawirowania na rynku ropy nie będą dla niego zmartwieniem, ponieważ zgromadził on zapasy ropy na 3 miesiące, a ponadto dziwnym trafem przez Cieśninę Ormuz przepływają tylko tankowce pod banderą Chin.
Po czwarte, nadchodzące w listopadzie wybory midterms są dla Donalda Trumpa kluczowe, jeśli chce on nadal mieć tak duży wpływ na kierunek polityki swojego kraju. Brak społecznego poparcia dla wojny, rosnące koszty i przeciągający się konflikt drastycznie zwiększają szansę na zwycięstwo Demokratów. Wydaje się, że obok ceny ropy i wpływu wojny na rynki, to właśnie wynik midterms będzie motywował działanie Trumpa w nadchodzącym czasie.

Szachy 5D. Czy w tym szaleństwie jest metoda?
USA doskonale zdają sobie sprawę, że tracą status hegemona na rzecz Chin. Gdy mocarstwo traci przewagę ekonomiczną, zaczyna używać siły militarnej, by w akcie desperacji poprawić swoją sytuację. Wiele wskazuje na to, że rzeczywiście tak jest – wojny handlowe, zagarnianie Grenlandii, zmiana reżimu w Wenezueli to przykłady siłowej próby przeorganizowania światowego porządku na swoją modłę. Kolejnym przystankiem na tej drodze jest Iran, czyli sojusznik Chin i Rosji. Ten tok myślenia stanowi uzasadnioną moim zdaniem podstawę do innego sposobu analizy postępowania Stanów Zjednoczonych. W ramach koncepcji „szachów 5D” każdy ruch USA na tej wojnie jest przemyślany, ma swój konkretny cel i wyjaśnienie.
Część analityków zwraca uwagę na to, że choć Putin chwilowo zyskuje na cenach ropy, to uderzenie w irańskie fabryki i bazy odcina Rosję od dostaw pocisków balistycznych od potężnego sojusznika. Kolejnym celem miałaby być projekcja siły wobec Chin. Pekin jest uzależniony od importu ropy z Zatoki Perskiej i wydłużająca się blokada Cieśniny Ormuz miałaby mu zaszkodzić oraz pokazać, że z nieprzewidywalnym reżimem Iranu lepiej nie mieć wiele wspólnego.
Z kolei chaos informacyjny wyjaśnia teoria szaleńca (madman theory), znana jeszcze z czasów prezydenta Nixona. Zgodnie z jej założeniami niejasny i sprzeczny przekaz ze strony USA jest dobrze skalkulowaną strategią. Ma na celu zatarcie granicy między prawdą a fałszem i intencjonalne sianie zamętu wśród opinii publicznej. To celowe budowanie nieprzewidywalności, które ma sprawić, że Iran, a także pozostali wrogowie nie będą wiedzieć, czego realnie spodziewać się po Donaldzie Trumpie. Chaos ma również wzbudzać niechęć do atakowania USA, których odpowiedź może być nieprzewidywalna. Jeszcze inni analitycy wskazują, że Biały Dom w ten sposób kieruje różne komunikaty do różnych adresatów:
- Twardy elektorat MAGA chce słyszeć o tym, że wojna jest „praktycznie skończona”.
- Izrael chce słyszeć, że USA „dopiero zaczynają” i wojna może trwać nawet do września.
- Wall Street chce słyszeć o „rychłym wielkim bezpieczeństwie” w Cieśninie Ormuz.
- Trump chce dezorientować Iran co do tego, kiedy zakończy się wojna, stąd wypowiedzi typu „could be both”.
Istnieją również analizy, które wskazują na powtarzalny schemat zarządzania konfliktami przez Donalda Trumpa i rozpisują go na 10 następujących punktów:
- Werbalna presja – Wielotygodniowa kampania gróźb na platformach społecznościowych, połączona z nawoływaniem do „zawarcia umowy”.
- Strategiczne pozycjonowanie – Fizyczne rozmieszczanie wojsk (lotniskowce, bombowce) uwiarygadniające groźby.
- Piątkowe uderzenie – Nagły atak, często tuż przed weekendem, by dać rynkom 48 godzin na przetrawienie szoku przy zamkniętych giełdach.
- Złudne uspokojenie rynków – Inwestorzy kupują dołki, zakładając, że to jednorazowa akcja i zaraz będzie po wszystkim.
- Straszenie „wieczną” wojną – Zamiast deeskalacji, administracja taktycznie podkręca retorykę (zapowiedzi długiego konfliktu), by złamać psychikę oponenta.
- Wycena długotrwałego ryzyka – Na giełdach dochodzi do spadków, za to ceny ropy wystrzeliwują w kosmos.
- Warunkowa deeskalacja – Gdy napięcie sięga zenitu, Biały Dom po cichu wysyła pierwsze sygnały o gotowości do negocjacji.
- Sprzężenie zwrotne z rynkiem – Trump, dla którego indeksy giełdowe i tanie paliwo to fundamenty poparcia politycznego, pilnuje, by nie przeciągnąć struny i nie zabić gospodarki tuż przed midtermsami.
- Porozumienie i narracja sukcesu – Zawarcie umowy lub zawieszenie broni, zostaje natychmiast ogłoszone jako historyczne zwycięstwo.
- Gwałtowne odbicie na giełdach – Rynki oddychają z ulgą, kapitał wraca na giełdę, a ryzyko zostaje wymazane.
Jeśli się temu przyjrzeć i prześledzić wydarzenia ostatnich tygodni, rzeczywiście możemy odnaleźć wiele punktów wspólnych z powyższym schematem. Teoretycznie powinniśmy się teraz znajdować w okolicach punktu nr 7, ponieważ coraz częściej słyszymy ze strony Donalda Trumpa o „praktycznie wygranej wojnie” i jej rychłym końcu. Do mediów docierają również pogłoski o gotowości USA do negocjacji.
Z perspektywy zwolenników teorii „szachów 5D”, obecny chaos to precyzyjnie skalibrowana strategia. To konstrukcja analityczna, która idealnie tłumaczyłaby, dlaczego hegemon nigdy się nie myli. Pozostaje jedynie zadać pytanie, jak jest naprawdę? Czy ktokolwiek w Administracji USA gra w „szachy 5D”, czy też to my próbujemy na siłę znaleźć logikę, widząc otaczający nas chaos i eskalujący konflikt?
Kto wygrywa wojnę w Iranie?
Donald Trump swoimi sugestiami o rychłym końcu wojny próbuje przejść szybko od punktu 7 do kolejnych, opisanych w poprzednim rozdziale. Problem polega na tym, że dotychczas jego przeciwnicy ulegali zbudowanej presji i byli gotowi na ustępstwa. Dziś nowy przywódca duchowy Iranu jest jeszcze bardziej radykalny i w całej tej układance to właśnie Iran wydaje się mieć spójną strategię. Doskonale wiedzą, że nie wygrają militarnie, ale potrafią zadać ciosy, które realnie zaszkodzą USA. Uderzają asymetrycznie, blokując Cieśninę Ormuz, atakując tanimi dronami bazy w krajach ościennych i przenosząc konflikt do cyberprzestrzeni (12 marca Departament Usług Finansowych (DFS) rozesłał alerty „najwyższego stopnia” do zarządów banków i instytucji finansowych, ostrzegając przed zmasowaną falą irańskich cyberataków). Za cel obierane są również centra danych firm takich jak Amazon, Microsoft, Google czy Palantir.
Strategia Iranu to więc przedłużający się konflikt, pogrążający operacyjnie USA. Dodatkowo ma być on odczuwany maksymalnie na rynkach finansowych poprzez wzrost cen ropy, uprzykrzając tym samym życie możliwie największej liczbie sojuszników Stanów Zjednoczonych. Reżim póki co przetrwał, a 13 marca na ulicach Teheranu widzimy ludzi zjednoczonych wokół wspólnego wroga. Wygląda to dużo bardziej spójnie niż chaos i narastająca irytacja po stronie USA oraz kuriozalne filmiki publikowane przez Biały Dom na platformie X.

Warto pamiętać też, że cele USA i Izraela zaczynają być rozbieżne. Tel Awiw chce maksymalnie wyniszczyć Iran, a do tego potrzeba długotrwałych nalotów. Donald Trump potrzebuje za to spokoju, niskiej inflacji i taniej ropy przed wyborami połówkowymi, aby dalej móc rządzić krajem według swojego pomysłu. Jego szanse na zwycięstwo z dnia na dzień maleją. Wystarczy spojrzeć, co mówił Trump przed rozpoczęciem swojej drugiej kadencji:
„Będę jedynym prezydentem, który nie rozpocznie żadnej nowej wojny. (…) Zakończymy te śmieszne, niekończące się wojny, w których nasi wspaniali żołnierze giną za kraje, o których nikt nawet nie słyszał.”
„Wydaliśmy 7 bilionów dolarów na Bliskim Wschodzie (…), a nasze drogi, nasze mosty, nasze szkoły w kraju się sypią. Wydaliśmy 7 bilionów dolarów i nie mamy z tego absolutnie nic. To gorzej niż błąd.”
Dodatkowo z punktu widzenia walki z Chinami, wciągnięcie się w długi konflikt na Bliskim Wschodzie to również fatalny scenariusz. USA tracą zasoby i sprzęt, ogołacając się przed głównym rywalem i pokazując, jak asymetryczną odpowiedzią można zadać dotkliwe rany. Oczywiście nie twierdzę, że zdolności Iranu nie są niszczone. Po zakończeniu walk kraj ten z pewnością będzie dużo słabszy militarnie na jakiś czas. Iran po prostu uderza w interes USA dużo bardziej niż te zakładały, a to już powinno świadczyć o strategicznym nieprzygotowaniu i pewnego rodzaju porażce Trumpa. Nie zmienia to jednocześnie faktu, że Stany mogą w każdej chwili się wycofać i ogłosić sukces, co powinno uspokoić sytuację na rynkach (o ile nie potrwa to naprawdę długo), ale nie zmaże to jednocześnie obrazu fatalnego zarządzania konfliktem i konsekwencji wynikających z zaburzenia łańcuchów dostaw (np. wysokie ryzyko inflacji).
Podsumowując, trudno oprzeć się wrażeniu, że tym razem teoria „szachów 5D” przegrywa ze zwyczajną nieudolnością i nieprzygotowaniem USA do tej wojny. Chęć osłabienia Chin brzmi u podstaw logicznie, ale zdecydowana odpowiedź Iranu obnażyła wiele mankamentów Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie „szachy 5D” zadziałały, ale chyba tylko rozumiane jako przykrycie wojną tematu akt Epsteina – największego skandalu amerykańskich elit od dekad. Jak każdy życzyłbym sobie, żeby za błędami USA kryła się wielka strategia i plan, który ostatecznie ma jakiś sens. Tym razem trzeba jednak pogodzić się ze świadomością, że tak po prostu nie jest.


Od 39 min. można się zapoznać jakie szury mają wpływ na Wielce Czcigodnego prezydenta Trumpa .
TA WOJNA UJAWNIA KTO JEST KIM – YouTube
W 20 min. jest mowa o przekazie dla żołnierzy o odbudowie III Świątyni .
Stany Zjednoczone wywołały BEZSENSOWNĄ WOJNĘ?! Iran jest gotowy NA WSZYSTKO?! Jacek Hoga
Mały update.
Donlad Trump wzywa sojuszników z NATO, aby zbudować koalicję, której flota będzie eskortować statki w Cieśninie Ormuz. Podkreśla, że jeśli kraje członkowskie tego nie zrobią, NATO czeka bardzo zła przyszłość.
A więc po raz kolejny mamy klasyczny przykład metod Trumpa. Nastraszyć innych maksymalnie, aby uzyskać korzystne dla siebie rozwiązania. Nie mu tu oczywiście znaczenia, że NATO to sojusz obronny, a większe zaangażowanie w cieśninie może prowadzić do dalszej eskalacji.
Podobno udało się stowrzyć taką „kolaicję chętnych” i ma być ona ogłoszona na dniach. Zapewne jest to kolejny krok, którego celem jest nastraszenie Teheranu, podobnie zresztą jak atak na wyspę Chark i jej ew. zajęcie. Co jednak, jeśli Iran nie przestraszy się i dalej będzie zaminowywał Cieśninę Ormuz i atakował dronami? Jakie są kolejne szczeble tej słynnej drabiny eskalacyjnej?
Niewykluczone, że USA wyjdą z konfliktu, zostawiając jednocześnie nierozwiązany problem zamkniętej Cieśniny Ormuz, o co mogłyby oskarżyć kraje, które nie chciały pomóc.
Jednocześnie Hegesth na konferencji mówi, że wszyscy stawiający trudne pytania to zwykli hejterzy, nienawidzący Trumpa, którzy chcą mu politycznie zaszkodzić. Kontynuuje wywód, mówiąc że powinni skupiać się na wielkich dokonaniach armii amerykańskiej i docenić kunszt wojskowy swoich sił zbrojnych.
Nie ma to jak narobić bałaganu i jeszcze agresywnie atakować tych, którzy raczą go zauważać.
Wojna trwa, a szachów 5D próżno tutaj szukać.
„Ostatnim amerykańskim lotniskowcem zatopionym w wyniku działań wojennych był USS Bismarck Sea (CVE-95), który zatonął 21 lutego 1945 roku podczas bitwy o Iwo Jimę po trafieniu przez japońskie samoloty kamikaze. Był to ostatni lotniskowiec US Navy utracony w czasie II wojny światowej.”
Byłby to niezły dopisek do listy „osiągnięć” prezydenta Trumpa, gdyby tak armia amerykańska utraciła pierwszy od 80 lat lotniskowiec. Aczkolwiek może stąd pomysł „koalicji chętnych” – jak wiadomo najlepiej jest „wyciągać kasztany z ognia cudzymi rękami”.
Czy to nie ciekawe, że na przestrzeni dekad prezydenci się zmieniają, a agenda otoczenia Iranu i obalenia jego władz jest konsekwentnie realizowana ? Jeśli ktoś tu gra w szachy, to na pewno nie Trump – bo on sam jest chyba tylko pionkiem.
Zgadzam się, Trump jest pionkiem. A w szachy grają żymianie i pionków mają pod dostatkiem nie tylko w usa.
Przypadkowy wywiad , nieprawidłowa wypowiedź o rzeczywistości i ekspresowe pożegnanie ze służbą . Coś marnie wygląda polska armia w perspektywie nadchodzących konfliktów .
Wojsko Ucisza Niewygodnych? Powiedział Prawdę o Armii i Stracił Służbę? [Zwolnili Go Po Wywiadzie]
Zdaje się , że Wielce Czcigodny Grzegorz Braun zostanie męczennikiem , bo raczej nikt nie zaryzykuje swojej dalszej kariery . Cytaty z ksiąg przez W.Cz. G.B. są nie brane pod uwagę .
NO I SIĘ WYDAŁO! BRAUN PRZYCISNĄŁ NACZELNEGO RABlNA POLSKI NA ROZPRAWIE SĄDOWEJ!
„Jeszcze niedawno rynek sztuki opisywano głównie przez pryzmat rekordów aukcyjnych. Kolejne sprzedaże za dziesiątki milionów dolarów budowały wrażenie nieustannego wzrostu i niemal nieograniczonego popytu na najdroższe dzieła. Dziś ten obraz zaczyna się zmieniać. Najnowsze dane pokazują, że globalny system sztuki wchodzi w nową fazę. Obserwujemy zmianę jego struktury. Sprzedaż dzieł sztuki w skali świata pozostaje ogromna, jednak dynamika rynku przesuwa się w inną stronę. Maleje liczba spektakularnych rekordów, rośnie znaczenie średnich segmentów cenowych, a kolekcjonerzy podejmują decyzje coraz bardziej świadomie. Rynek staje się mniej widowiskowy, lecz jednocześnie bardziej dojrzały.
Rynek sztuki stopniowo przestaje być opowieścią o kilku sensacyjnych sprzedażach rocznie. Coraz większe znaczenie zyskuje szeroki, stabilny segment transakcji – zarówno w galeriach, jak i na aukcjach. To właśnie tam odbywa się większość realnego obrotu dziełami sztuki i tam kształtują się długofalowe relacje między artystami, galeriami i kolekcjonerami. W praktyce oznacza to przesunięcie punktu ciężkości rynku. Zamiast spektakularnych wydarzeń, które przyciągają uwagę świata finansów i mediów, coraz większą rolę odgrywa regularna sprzedaż w średnich przedziałach cenowych. To ona buduje stabilność rynku i pokazuje, że jego siła nie wynika z kilku rekordów, lecz z szerokiej i trwałej struktury wymiany.
Rynek zaczyna przypominać raczej rozbudowany ekosystem, w którym znaczenie ma szeroka grupa artystów funkcjonujących w stabilnych przedziałach cenowych. Dla galerii jest to szczególnie ważna transformacja. Stabilna sprzedaż prac w umiarkowanych przedziałach cenowych pozwala budować długofalowe relacje z kolekcjonerami i planować działalność z większą przewidywalnością.
Zakup dzieła sztuki coraz częściej poprzedza proces uważnej analizy. Kolekcjonerzy sprawdzają nie tylko samą pracę, lecz również jej kontekst: historię wystaw artysty, reprezentację galeryjną, obecność w kolekcjach instytucjonalnych, a także to, jak twórczość funkcjonuje w szerszym obiegu krytycznym i kuratorskim. W praktyce oznacza to, że decyzje zakupowe podejmowane są dziś wolniej, ale też bardziej świadomie.
W praktyce galeria jest często pierwszym miejscem, w którym twórczość zaczyna funkcjonować w uporządkowany sposób: z programem wystaw, tekstami kuratorskimi i kontaktem z kolekcjonerami. Rola galerii polega jednak nie tylko na sprzedaży prac. W wielu przypadkach galerie prowadzą długofalową strategię rozwoju artysty. Obejmuje ona udział w targach sztuki, współpracę z kuratorami, publikacje katalogów czy budowanie relacji z instytucjami muzealnymi. Dzięki temu twórczość artysty zaczyna funkcjonować w szerszym kontekście, a jego nazwisko stopniowo zyskuje rozpoznawalność w środowisku kolekcjonerskim.
Internet stał się przestrzenią pierwszego kontaktu, w której pojawia się ciekawość i zainteresowanie twórczością. Kolekcjonerzy obserwują galerie, śledzą profile artystów, przeglądają katalogi online i analizują historię sprzedaży. Dzięki temu proces poznawania rynku sztuki staje się znacznie bardziej dostępny niż w przeszłości. Równocześnie cyfrowa widoczność stała się ważnym elementem budowania kariery artystycznej. Dla wielu twórców obecność w internecie jest dziś jednym z pierwszych kroków w kierunku zaistnienia w obiegu sztuki.
Jednym z najważniejszych procesów zachodzących dziś na rynku sztuki jest stopniowa zmiana pokoleniowa wśród kolekcjonerów. W wielu krajach do głosu dochodzi generacja młodszych nabywców, którzy zaczynają budować własne kolekcje i w naturalny sposób wprowadzają na rynek inne przyzwyczajenia, inne źródła wiedzy oraz inne oczekiwania wobec sztuki.
W efekcie wiedza o rynku sztuki zaczyna funkcjonować jako jeden z najważniejszych kapitałów tego środowiska. Pozwala lepiej rozumieć dynamikę wartości, dostrzegać potencjał artystów na wczesnym etapie kariery i podejmować bardziej świadome decyzje kolekcjonerskie. W świecie sztuki, który staje się coraz bardziej złożony, dostęp do rzetelnej wiedzy przestaje być jedynie dodatkiem. Staje się jednym z kluczowych elementów uczestnictwa w rynku.”
10 trendów, które definiują globalny rynek sztuki w 2026 roku | Rynek i Sztuka
Rosja ma się nawrócić i obronić USA przed Chinami . Trochę o przepowiedniach .
Początek Wielkiej Kary w 2026 r.? Wielki znak do czerwca? Czy to wojna z Iranem? Badacz Fatimy mówi
Czy aby Polska zrobiła dobry interes wstępując do UE ? Z pozoru wygląda na tak , ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach .
Polska w UE. Bilans członkostwa po 20 latach
„Badanie przeprowadzone przez Departament Finansów Uniwersytetu w Zurychu na zlecenie Banku von Roll sugeruje, że inwestorzy powinni poważnie przemyśleć rolę metali szlachetnych w swoich portfelach. Wnioski są zaskakujące: 20–30% majątku powinno być ulokowane właśnie w nich.
Naukowcy przeanalizowali dane rynkowe sięgające 1972 roku, porównując między innymi inwestycję w złoto z inwestycją w globalny indeks akcji MSCI World. Wyniki mogą zaskoczyć wielu inwestorów. Gdyby ktoś zainwestował 100 dolarów w złoto w 1972 roku, dziś jego inwestycja byłaby warta około 6000 dolarów. Dla porównania ta sama kwota zainwestowana w MSCI World osiągnęłaby wartość około 3400 dolarów. Oczywiście bez uwzględnienia dywidend.
Dopiero po ich reinwestowaniu akcje zaczynają wyraźnie wygrywać, osiągając wartość około 14 800 dolarów. Jednak – jak podkreślają autorzy analizy – ta przewaga znacząco maleje, gdy uwzględni się opodatkowanie dywidend.
Najciekawszy wniosek badania dotyczy jednak struktury portfela inwestycyjnego. Zdaniem analityków optymalny model inwestowania powinien zawierać znacznie więcej metali szlachetnych, niż przyjmuje klasyczna teoria finansów.
Według obliczeń:
Autorzy analizy podkreślają jeszcze jeden plus inwestowania w złoto, szczególnie z perspektywy Szwajcarii. Tam zyski z metali szlachetnych są tam zwolnione z podatku. Dywidendy z akcji czy odsetki z obligacji podlegają opodatkowaniu.”
W to aktywo powinno trafiać nawet 30% majątku! Szwajcarzy policzyli 50 lat danych | BitHub.pl
„Gdybyśmy mieli społeczeństwo wykształcone ekonomicznie przynajmniej w swoich podstawowych cechach, mielibyśmy nie tylko politykę partii rządzących skierowaną na nasze dobro, a nie na interesy zagraniczne, ale także mielibyśmy inne nastawienie obywateli i wyborców wobec nieekonomicznych, a nawet ekonomicznie oszukańczych zachowań naszych władców, ponieważ dotyczy to nas samych.
Zamiast strachu środowiskowego i manii płciowej, podstawowe koncepcje i powiązania ekonomiczne powinny być nauczane w naszych szkołach, aby nikt nie opuścił szkoły bez znajomości podstawowych koncepcji ekonomicznych, powiązań i konsekwencji.
Gdyby nasi obywatele mieli podstawową wiedzę ekonomiczną dzięki szkołom, programy publicystyczne nie byłyby już w stanie radzić sobie z płaskimi tematami i modnymi hasłami, lecz musiałyby omawiać konteksty ekonomiczne, co zwiększyłoby zapotrzebowanie na tematy ekonomiczne ze strony dziennikarstwa. Ponieważ wszyscy żyjemy z gospodarki, musimy przynajmniej umieć oceniać korzyści i wady ekonomiczne dla naszych obywateli i dla nas samych, gdy się o nich mówi.
Powinniśmy też wiedzieć, kto ostatecznie musi ponieść konsekwencje decyzji politycznych lub społecznych, a nie – jak działacze kościelni – walczyć o imigrację muzułmanów, choć sami nie chcą ponosić tych kosztów, lecz chcą obciążać resztę z nas.
Stowarzyszenia biznesowe, a zwłaszcza klasa średnia, od dawna domagają się, by ekonomia była przedmiotem w szkołach. Branża finansowa postrzega także finansową ignorancję dorosłych jako niepowodzenie szkół, a tym samym jako niebezpieczeństwo wielu złych inwestycji ludzi. Niestety, jak dotąd związek wykazał się jako hamulcowy zawodnik.
Ponieważ dobrobyt nas wszystkich dziś zależy od zachowania naszego banku centralnego, długu narodowego, zniszczenia naszej waluty, możliwego krachu, masowego wypływu na nasz system społeczny, od zachowania naszego potencjału gospodarczego i naszych wiodących sektorów gospodarczych, od warunków naszej międzynarodowej konkurencyjności, ale także od naszego własnego prywatnego zachowania gospodarczego, gospodarczego Podstawowa wiedza jest dziś niezbędna i musi być przekazywana wszystkim ludziom w odpowiednim czasie – czyli w szkole.”
6,2 miliona osób w naszym kraju nie potrafi czytać ani pisać, dziesięć razy więcej jest ekonomicznie niepiśmiennych – strona 2
To akurat w mojej ocenie taka dziejowa sprawiedliwość dopada Niemcy, trochę oberwiemy rykoszetem ale myślę że będzie warto zobaczyć efekt końcowy, jak dożyjemy:-)
Decyzje podejmowane emocjonalnie , a nie racjonalnie są tragiczne w skutkach w Polsce obecnie to też obserwujemy .
A tak z innej beczki, to w zaistnialej sytuacji spolka CNRL (TSE.CNQ) staje sie jeszcze lepszym kandydatem do portfela. Jak dla mnie jest nawet numerem jeden. Powody:
– stale rosnaca produkcja,
– stale rosnaca dywidenda,
– 98% produkcji w Kanadzie,
– coraz nizsze zadluzenie spolki,
– posrod projektow zagranicznych maja glownie zloze Baobab w Afryce, gdzie statek wlasnie wraca z remontu i zloze bedzie rozwiercane,
– aktywny program skupu akcji wlasnych,
– bardzo dluga lista nowych, bardzo lukratywnych projektow, w ktore firma moze zainwestowac
– coraz wieksze mozliwosci eksportu ropy wczesniej „zablokowanej” w kanadyjskiej Albercie dzieki budowie nowych rurociagow (chocby Trans-Mountain pipeline)
– w przeciwienstwie do takich spolek jak chocby Chevron, nie wydobywa ropy w krajach rzadzonych przez zbr0dnicze rezimy
Mam od 8go czy 7go października i bardzo sobie chwalę. Podobnie jak Petrobras i Var Energy. Wzrost jest , dywidendy są i podejrzewam, że to jeszcze nie koniec niespodzianek na ropie.
„Największym ograniczeniem sztucznej inteligencji nie są układy scalone, oprogramowanie ani kapitał. To jest elektryczność. Teraz giganci technologiczni w końcu przyznają, że to nie jest. Siedem dużych firm, w tym Amazon, Google, Microsoft, Meta, OpenAI, Oracle i xAI, podpisało zobowiązanie do dostarczania lub finansowania własnej energii dla ogromnych centrów danych AI, które budują. Porozumienie zasadniczo stanowi, że firmy te będą budować lub kupować nowe źródła energii elektrycznej oraz finansować infrastrukturę potrzebną tak, aby gwałtowny popyt na obliczenia AI nie podniósł kosztów energii elektrycznej dla zwykłych konsumentów.
Liczby są zdumiewające. Oczekuje się, że zapotrzebowanie na energię elektryczną w centrach danych w USA gwałtownie wzrośnie, osiągając około 75,8 gigawatów w 2026 roku i potencjalnie ponad 134 gigawaty do 2030 roku. Tymczasem Departament Energii szacuje, że centra danych mogą zużywać od 6,7% do 12% całej energii elektrycznej w USA do 2028 roku. Globalne prognozy są jeszcze bardziej spektakularne – zużycie energii elektrycznej w centrach danych może sięgać setek terawatogodzin rocznie, gdy infrastruktura AI rozwija się na całym świecie.
Każdy, kto śledził moją pracę, wie, że ten problem był nieunikniony. Wcześniej pisałem, że kryzys energetyczny jest na horyzoncie właśnie dlatego, że rządy realizują sprzeczne polityki. Promowali elektryfikację wszystkiego – od samochodów, systemów grzewczych po przemysł, jednocześnie wyłączając niezawodną produkcję energii i blokując nowe inwestycje jądrowe. Nagle świat odkrywa, że AI wymaga zupełnie nowej warstwy infrastruktury energetycznej.
Infrastruktura energetyczna powstaje latami lub dekadami. Popyt na AI teraz gwałtownie rośnie. W rezultacie rośnie luka między rozwojem technologicznym a możliwościami energetycznymi. Ironia jest niezwykła. Rządy na całym świecie przez lata wykładały społeczeństwu o ograniczaniu zużycia energii elektrycznej, jednocześnie promując branże potrzebujące wykładniczo większej ilości energii. Sztuczna inteligencja to nie tylko rewolucja technologiczna, to także rewolucja energetyczna.
Jeśli podaż energii elektrycznej nie wzrośnie dramatycznie, sam rozwój AI może napotkać twardy fizyczny limit. Już pojawiają się sygnały ostrzegawcze. Firmy technologiczne ponownie otwierają elektrownie jądrowe, budują dedykowane elektrownie i teraz zobowiązują się do produkcji własnej energii elektrycznej, by utrzymać infrastrukturę AI w ruchu. Gdy prywatne firmy zaczynają budować elektrownie wspierające ich oprogramowanie, wiadomo, że system osiągnął punkt zwrotny.”
Głód władzy AI | Armstrong Economics
Ciekawe co model Szanownego Armstronga przewidywał w latach dziesiątych w kontekście pojawienia się AI i jej zapotrzebowania na energię?
Te wszystkie przewidywania ile to energii będzie potrzeba, żeby zasilić AI. Ludzki mózg, który jest inteligentniejszy od maszyny potrzebuje 12 wat zasilania. Jeżeli modele AI w przeciągu 2 lat nie zaczną procesu samo optymalizacji, będzie to dowodem na to, że całe to AI rozumiane jako model językowy jest o kant d..y rozbić i nie będzie żadnych perspektyw 2030. Jeżeli zaś pójdzie to ścieżką, którą zakładają największe umysły pracujące w laboratoriach, w roku 2030 czeka nas gigantyczna nadprodukcja energii, która znajdzie w modelu Szanownego Armstronga w chwili kiedy będzie to już oczywiste.
A może wystarczy, żeby prezydent Trump ogłosił sukces, podobnie jak to uczynił w czerwcu 2025 – kiedy to dzielna armia USA zniszczyła Irański program nuklearny (ten sam, który teraz trzeba zniszczyć ponownie) ?
Pokusze sie o szybka analize.
Kluczowe fakty:
Przez ciesnine Ormuz przeplywalo 20 milionow barylek ropy dziennie.Na dzien dzisiejszy, ciesnina Ormuz jest zamkneta od 7 dni (7 * 20 = 140 mln barylek).IEA zobowiazala sie wypuscic na rynek 400 mln barylek ropy (co prawda bedzie to robic stopniowo, co wzmaga ryzyko chwilowych szokow cenowych, ale ten fakt pominmy)Arabia Saudyjska (Saudi Aramco) jest operatorem rurociagu prowadzacego do Morza Czerwonego, ktory teoretycznie moze przeslac do 5 mln barylek dziennie. Zalozmy wiec optymistycznie, ze te 5 mln barylek faktycznie trafi na rynki swiatowe, zmniejszajac niedobor z 20 do 15 mln barylek dziennie.Wobec tego:
Zasoby, jakie mamy do dyspozycji = 400 mln – 140 mln = 260 mln barylek
Dzienny niedobor produkcji: 15 mln barylek
Czas, na ktory starczy zasobow wypuszczonych z SPR: 260/15 = ~17 dni.
Dodajmy jeszcze natepujace fakty:
Niektore odwierty po ponownym otwarciu beda przez jakis czas produkowac wode (tzw. cross-flow z formacji zawierajacych wode)Niektore odwierty musza byc uruchomione za pomoca tzw. Coiled Tubing, ktora to operacja trwa kilka dniOdwierty wypozazone w pompy wglebne (tzw. ESP), moga nie byc od razu uruchomione z uwagi na niedobory paliwa lub przerwane w atakach linie energetyczneZakladajac, ze suma tych problemow spowoduje spadek produkcji o 25% w stosunku do potencjalu przez 30 dni od ponownego otwarcia Ciesniny, otrzymujemy 150 mln barylek.
Zatem, przy zalozeniu, ze ciesnina zostanie otwarta dzis wieczorem, zasoby do naszej dyspozycji wyniona:
260 – 150 mln bbl = 110 mln bbl
Wniosek: jezeli ciesnina bedzie zamknieta jeszcze przez tydzien, bedzie potrzebne kolejne upuszczenie zasobow. A tych, nawet przy zalozeniu, ze nikt nie stosuje zadnego kuglarstwa jak np. z metalami szlachetnymi, raczej zbyt duzo nie ma.
Wniosek: polecam zakup roweru albo meleksa.
Chetnie przyjme krytyke powyzszej analizy.
Pozdrawaim.
Analiza blędna, cieśnina nie jest efektywnie zamknięta ponieważ chińskie tankowce dalej przez nią przepływają. Braki sa na poziomie 7-8 mbpd a nie 15.
Cieśnina nie jest efektywnie zamknięta wyłącznie dla Chin, a dla reszty jak?
Podasz prosze jakies zrodlo tych informacji? Pytam, bo osobiscie znam pracownikow PetroChina pracujacych w Iraku, ktorzy zamkneli swoje odwierty. Wiec jezeli PetroChina nie moze wysylac ropy, to kto moze?
Śledze wiarygodne kanały na twitterze poświęcone inwestycjom w żeglugę morską. 4-5 milionów barylek wysyla Arabia Saudyjska poprzez reaktywacje jakiegoś swojego starego ropociągu, nazwy zapomniałem. ZEA zrobiła to samo, tylko przesył jest mniejszy bo około 1-2 milionów barylek ropy a więc już wylatuje około 6-7 milionów baryłek z 15. Pojawiają sie informację o tym iż cieśninę równiez pokonuja (oprócz Chin)tankowe indyjskie, greckie i tureckie. Można z grubsza przyjąć iż 50% ropy jednak opuszcza Hormuz. Tak czy inaczej czeka nas armegeddon jeśli braki 7 milionów barylek utrzymaja się przez dłuzszy czas.
Dobrze słyszeć miłą dziewczynę.
Przytaczam wpis Admina:
Jeff Currie – Carlyle Energy Pathways CEO
Ogłoszone uwolnienie 400 milionów baryłek ropy z rezerw strategicznych to jedynie „kampania PR”. Maksymalne tempo wydobycia tych rezerw to 2 mln baryłek dziennie, podczas gdy zakłócenia wynoszą ok. 18 mln baryłek dziennie.
Upadł mit Trumpa jako wytrawnego gracza i upadł mit USA jako światowego hegemona.
Jeżeli USA ściąga na raty drugi, a potem trzeci lotniskowiec, proponuje jakąś kasę na ubezpieczenia (jako odpowiedź na blokadę), ściąga uzbrojenie z innych zakątków świata, to to nie są szachy 5D, ale epicki burdel, chaos i panika.
Iran publicznie „zdjął gacie” USA i samemu Trumpowi. I zrobił to za pomocą dronów i motorówek. xD
,,epicki burdel, chaos i panika”
I o to w ,,tym wszystkim” chodzi. Obserwuję pewne grupy ludzi działających – na najniższych szczeblach/strukturach – właśnie tak samo. Ta atmosfera udziela/udzieliła się również im. I co ciekawe, choć wiadome, to oni dobrze się czują/odnajdują w pomieszaniu z poplątaniem, to są ich ,,normalne” warunki pracy i codziennego życia. Funkcjonują, działają i nadają między sobą na tych samych falach bałaganu.
Efektem/rozwiązaniem/celem ,,epickiego burdelu, chaosu i paniki” ma być wyłoniony ,,porządek” wraz z zarządem.
Tylko że na Bliskim Wschodzie trwa właśnie przepalanie potencjału (militarnego, ekonomicznego, politycznego) tych, którzy mieliby ten porządek wprowadzić.
Wprowadzenie jakichkolwiek zasad wymaga siły. A USA właśnie potwierdzili, że są w najlepszym przypadku ZSRR z lat 80. Kim Rotschildowie chcą wprowadzać nowy porządek, jeśli USA bliżej do drugiej wojny secesyjnej niż do hegemonii?
Chcieć to oni sobie mogą, ale ten pociąg odjechał.
Gorzej bedzie jak sie okaze, ze wobec niewystarczajacej sily armii amerykanskiej nasi rzadzacy postanowia sie dolaczyc do tej awantury. A wobec rosnacego bezrobocia chetnych pewnie nie braknie. A jak braknie, to tym gorzej dla niechetnych.
Z pewnością będą naciski na sprzymierzeńców USA aby wysłać ich wojska do Iranu ,podobnie jak do Afganistanu.
Wątek na linki
Jeśli Wasz komentarz ogranicza się jedynie do przekazania linku do innego artykułu bądź nagrania YT, bez jakiegoś komentarza czy przemyśleń z Waszej strony, to prosimy wrzucajcie go w odpowiedzi na ten wpis.
Dziękuję i pozdrawiam!
Polecam generalnie również pozostałe nagrania z kanału. Tutaj Profesor Jiang w godzinę podsumowuje najważniejsze koncepcje eschatologiczne wraz z tą najważniejszą, która ma nas przeprowadzić z Pax Americana do Pax Judeica
https://youtu.be/spg58Glfz68
gdzie link
nie wiedzieć czemu w niektórych przeglądarkach nie widzę też w komentarzach niektórych linków/obrazków
jak ten sam artykuł wyświetlam w innej przeglądarce, np. Edge, wszystko widać
tutaj tak samo – w Brave nie widzę linka którego sam wrzuciłem. W Edge jest ok
https://www.youtube.com/watch?v=167h58WfQhI
pusty wpis
MAZUREK: SAFE, NAWROCKI, TUSK – ŻAŁOSNA AWANTURA
MAZUREK: SAFE, NAWROCKI, TUSK – ŻAŁOSNA AWANTURA
Co z Grzegprzem Braunem? Rebe Stambler ujawnia sekrety rodzinne w sądzie
Co z Grzegprzem Braunem? Rebe Stambler ujawnia sekrety rodzinne w sądzie
Podsumowanie mojej rozprawy – Grzegorz Braun
Podsumowanie mojej rozprawy