Przez ostatnie 3 lata rozmowa o sztucznej inteligencji kręciła się wokół chipów, modeli i algorytmów. Nvidia stała się spółką o największej kapitalizacji na świecie. ChatGPT zdobył 100 mln użytkowników szybciej niż cokolwiek przed nim. Każdy tydzień przynosił nowy model, nową demonstrację i nowe zapowiedzi.
Tymczasem w tle narastał problem, który dziś staje się poważniejszy niż dostępność procesorów graficznych. Problem banalny w swojej istocie: brakuje prądu.
Spis Treści
Ile energii zużywa AI i centra danych?
Od razu zaznaczę, że nie chodzi o chwilowe braki prądu, tylko o coś poważniejszego. Centra danych, które napędzają rewolucję AI, zużywają energię w tempie, którego istniejąca infrastruktura energetyczna nie jest w stanie obsłużyć. Według IEA (Międzynarodowa Agencja Energetyczna) centra danych zużyły ok. 415 TWh energii w 2024 roku. Z kolei w roku ubiegłym było to już blisko 485 TWh, a do 2030 roku zużycie może wzrosnąć do ok. 945 TWh – tyle co dziś zużywa cała Japonia. Oznaczałoby to tempo wzrostu zużycia energii na poziomie ok. 15% rocznie, czyli ponad 4-krotnie szybsze niż przewiduje się dla reszty sektorów gospodarki.
To nie jest scenariusz skrajnie optymistyczny. To bazowy wariant IEA, czyli punkt wyjścia, a nie najbardziej agresywna prognoza.
Zużycie energii bardzo mocno zależy od typu zadania. Proste zapytania tekstowe są relatywnie tanie energetycznie, ale obrazy, wideo czy modele rozumujące potrafią zużywać wielokrotnie więcej energii. Przy skali miliardów zapytań robi to ogromną różnicę.
To oznacza, że każde centrum danych trenujące duże modele językowe to obiekt o zupełnie innej skali energetycznej niż to, co rozumieliśmy pod tym pojęciem jeszcze 5 lat temu. Tradycyjne centrum danych zużywało wówczas kilkanaście-kilkadziesiąt MW. Kampus budowany dziś pod AI potrzebuje setek megawatów, a nowe projekty mówią o gigawatach – czyli tysiącach megawatów w jednym miejscu.
IEA w raporcie Electricity 2026 podaje, że centra danych odpowiadają dziś za ok. 1,5% światowego zużycia prądu. To wciąż niewielki udział, ale wzrost jest bezprecedensowy. Dla porównania: przez całą poprzednią dekadę zużycie energii przez centra danych rosło powoli, bo producenci sprzętu systematycznie poprawiali efektywność. Każda nowa generacja serwerów robiła więcej za mniej prądu. Ten trend się skończył – a właściwie odwrócił. Dobrze widać to na poniższym wykresie. Niebieskie słupki pokazują zużycie energii przez centra danych w 2024 roku, granatowe – prognozę na 2030 rok. W samych Stanach Zjednoczonych popyt ma wzrosnąć ze 180 do 420 TWh. Chiny wskoczą ze 100 na 280 TWh. Europa doświadczyć ma mniejszego wzrostu – z 65 do 110 TWh. Łącznie cały świat zużywać ma w 2030 roku ok. 945 TWh w skali roku, czyli ponad dwa razy więcej niż w porównywanym 2024 roku.

Spośród wszystkich sektorów, które będą w latach 2026-2030 generować zapotrzebowanie na prąd w Stanach Zjednoczonych, centra danych odpowiadają za ok. połowę tego popytu. Drugą połowę stanowić mają razem wzięte auta elektryczne (EV), pompy ciepła, klimatyzacja i przemysł.

Zużycie energii przez serwery AI – czyli serwery wyposażone w GPU, wyspecjalizowane układy obliczeniowe do trenowania i uruchamiania modeli – rośnie w tempie ok. 30% rocznie i odpowiada już za niemal połowę całego przyrostu zużycia energii przez centra danych. IEA przygotowała też wariant zakładający szybszą niż oczekiwana adopcję AI – w tym scenariuszu globalne zużycie energii przez centra danych przekroczy 1700 TWh do 2035 roku. To tyle co w 2025 roku zużywała cała Unia Europejska.
Oczywiście to tylko prognozy. Pojawienie się DeepSeeka na początku 2025 roku pokazało, że postęp w efektywności modeli może być skokowy i zupełnie nieoczekiwany. Jeśli do 2030 roku uda się wielokrotnie zmniejszyć zużycie energii na jedno zapytanie, cały ten scenariusz może wyglądać inaczej. Tylko że póki co dzieje się odwrotnie – modele są coraz większe, a zapotrzebowanie rośnie szybciej niż prognozowano jeszcze rok temu.

Dlaczego sieć nie nadąży?
Centra danych można dziś budować stosunkowo szybko. Duży kampus największych graczy chmurowych da się postawić w rok, może dwa. Ale żeby podłączyć go do sieci, potrzeba czegoś, czego nie da się przyspieszyć pieniędzmi ani dobrą wolą polityczną: czasu.
Uzyskanie pozwolenia na budowę nowej linii wysokiego napięcia w Stanach Zjednoczonych zajmuje średnio ponad 10 lat. W Unii Europejskiej podobnie. Procedury środowiskowe, konsultacje społeczne, odwołania -wszystko to sprawia, że infrastruktura przesyłowa żyje w zupełnie innym rytmie niż technologia.
Do tego dochodzi problem sprzętowy, który jest mniej oczywisty, ale równie poważny. Czas oczekiwania na transformatory energetyczne – urządzenia, bez których żadne centrum danych nie może działać – wynosi dziś od 2 do nawet 4-5 lat. Przed pandemią było to 30-60 tygodni (ok. 7-14 miesięcy). Producenci nie nadążają z zamówieniami, surowce drożeją, a moce wytwórcze transformatorów nie powstawały przez dekady, bo nikt nie zakładał takiego popytu.
Efekt jest bardzo konkretny. Według szacunków Gartnera – jednej z wiodących światowych firm analitycznych badających rynek technologiczny – do 2027 roku 40% centrów danych AI będzie musiało ograniczyć lub wstrzymać działanie wyłącznie z powodu braku zasilania. Już dziś ok. 50% globalnych projektów planowanych na 2026 rok ma opóźnienia z powodu problemów przyłączeniowych i braków sprzętu sieciowego. Nie brakuje ani pieniędzy, ani technologii. Brakuje transformatorów i wolnego miejsca w sieci. Tę przepaść dobrze ilustruje poniższy wykres, bezpośrednio z raportu IEA Electricity 2026. Samo centrum danych można postawić w 1-3 lata. Farmę fotowoltaiczną czy wiatrową w 1-5 lat. Z kolei budowa linii wysokiego napięcia albo stacji transformatorowej, bez której ani jedno, ani drugie nie dostarczy prądu, trwa od 5 do nawet 15 lat (patrz – czerwony słupek).

Skalę problemu widać w kolejkach przyłączeniowych. IEA szacuje, że na świecie w kolejkach do podłączenia do sieci utknęły projekty o łącznej mocy ponad 2500 GW. To projekty gotowe technicznie i finansowo, które po prostu czekają na wolne miejsce w sieci. W samych Stanach Zjednoczonych szacowany popyt centrów danych na prąd ma wynieść ok. 74 GW do 2028 roku, a dostępna moc sieciowa to ok. 25 GW. Luka wynosi zatem 49 GW -mniej więcej tyle co dwukrotność szczytowego zapotrzebowania całego Nowego Jorku.
Dla kontrastu spójrzmy na Chiny. Na koniec 2025 roku łączna moc zainstalowana w ich systemie wyniosła 3,89 TW, wobec ok. 1,35 TW w USA.
W samym 2025 roku Chiny dołożyły 543 GW nowych mocy. Stany Zjednoczone – 53 GW.
Jeszcze w 2005 roku USA produkowały dwa razy więcej prądu niż Chiny. W 2025 roku proporcje były już odwrotne: Chiny wygenerowały 10 707 TWh, a USA 4 670 TWh. Chiny mogą rozwijać centra danych w tempie, którego Zachód w krótkim terminie nie dogoni.
Widać to też po atomie. Na wykresie poniżej ciemniejszy słupek pokazuje łączną moc reaktorów będących w budowie, a jaśniejszy – ich liczbę. Chiny wyraźnie dominują pod oboma względami. Mają dziś w budowie 35 reaktorów jądrowych. Indie – 7. Cała reszta świata razem – ok. 30. USA nie budują dziś żadnego dużego reaktora, mają tylko kilka projektów małych reaktorów modułowych (SMR) na wczesnym etapie.

Jak sami widzicie, centrów danych przybywa szybciej niż infrastruktury energetycznej.
Kilka rynków już poczuło to na własnej skórze. Przykładem jest Northern Virginia, największy hub centrów danych na świecie, określany jako „Data Center Alley”. Ceny rezerwacji mocy na aukcjach PJM (operatora sieci energetycznej dla wschodnich Stanów Zjednoczonych) wzrosły tam z 28,92 USD za MW-dzień w 2024 roku do 329,17 USD w 2026 roku. To wzrost ponad 11-krotny w ciągu dwóch lat.
Irlandia, gdzie centra danych zużywają już ok. 20% całej krajowej produkcji prądu, wprowadziła restrykcje przyłączeniowe i wymagania własnej generacji dla nowych obiektów. Singapur wstrzymał budowę nowych centrów danych, a potem pozwolił na bardzo ograniczony ich rozwój.
Miedź, aluminium i Zatoka Perska – wąskie gardła surowcowe
Rzadziej mówi się o trzecim wąskim gardle: miedzi. Centrum danych o mocy 1 GW zużywa średnio ok. 65-66 tys. ton tego metalu – od kabli i transformatorów po systemy uziemienia. Według Wood Mackenzie – brytyjskiej firmy analitycznej specjalizującej się w rynkach surowców i energii – popyt na miedź ze strony samej infrastruktury sieciowej dla centrów danych wzrośnie do 1,1 mln ton rocznie do 2030 roku. S&P Global ostrzega wprost o „systemowym ryzyku” – deficyt miedzi może sięgnąć 10 mln ton rocznie do 2040 roku. Ceny w 2025 roku przekroczyły 11 000 USD za tonę, bijąc rekordy. Pisaliśmy o tym szerzej w artykułach o rynku miedzi – Jak inwestować w miedź? oraz Miedź w drodze na nowe szczyty.
Pojawia się pytanie, czy aluminium mogłoby zastąpić miedź? W części zastosowań tak – jest lżejsze i stosuje się je m.in. w liniach przesyłowych.
Tyle że dokładnie wtedy, gdy popyt na aluminium zaczął rosnąć z tych samych powodów co na miedź, wybuchł konflikt w Zatoce Perskiej. W marcu 2026 roku irańskie ataki uderzyły w największe zakłady regionu: Emirates Global Aluminium ogłosiło force majeure (czyli ogłoszenie siły wyższej, zawieszające realizację kontraktów), Aluminium Bahrain wyłączyło ok. 19% mocy, a katarski Qatalum wstrzymał produkcję z braku gazu. Region odpowiada za ok. 8-9% światowej produkcji aluminium pierwotnego, dlatego tańszy substytut miedzi drożeje.
Big Tech idzie w atom – ale nie przed 2030 rokiem
Microsoft, Meta, Google i Amazon podpisały już kontrakty na energię jądrową – ale większość z nich zacznie dostarczać prąd dopiero po 2030 roku.
Microsoft podpisał 20-letni kontrakt z Constellation Energy na restart elektrowni jądrowej Three Mile Island w Pensylwanii. 835 MW czystej energii, inwestycja Constellation rzędu 1,6 mld USD, planowany restart w latach 2027-2028.
Meta w styczniu 2026 roku ogłosiła kontrakty jądrowe na łącznie do 6,6 GW – z Vistrą, TerraPower Billa Gatesa i spółką Oklo. Dostawy mają ruszyć najwcześniej pod koniec 2026 roku (Vistra), ale większość projektów to perspektywa 2032-2035.
Google kontraktuje flotę małych reaktorów modułowych z Kairos Power – łącznie 500 MW, pierwszy reaktor planowany ok. 2030 roku.
Amazon zainwestował ponad 500 mln USD w spółkę X-energy i stawia sobie cel 5 GW energii jądrowej do 2039 roku.
To brzmi jak odpowiedź na kryzys – ale tylko na papierze.
Żaden z tych projektów nie dostarcza prądu dziś. Większość nie dostarczy go przed 2030 rokiem. Małe reaktory modułowe (SMR), o których mówi się jako o przyszłości energetyki, napotykają opóźnienia harmonogramowe jeden po drugim.
NuScale – Amerykański startup jądrowy i jedyna firma, która uzyskała certyfikację regulatora w USA – anulowała swój flagowy projekt w 2023 roku z powodu rosnących kosztów. TerraPower rozpoczął te prace lata temu, a pierwsze reaktory Natrium planuje na ok. 2032 rok. To nie są złe wiadomości o technologii – to po prostu realistyczny obraz tego, jak długo trwa budowa nowej infrastruktury energetycznej.
Luka między dziś a 2030 rokiem musi być wypełniona czymś, co już istnieje i co można postawić szybko. W praktyce oznacza to gaz ziemny.
Meta buduje 10 elektrowni gazowych o łącznej mocy 7,5 GW w Luizjanie. Microsoft z Chevronem stawia elektrownię gazową w Teksasie. Google w swoim raporcie środowiskowym z 2025 roku przyznał, że emisje wzrosły o 48% od 2019 roku i że spółka przestała utrzymywać „operacyjną neutralność węglową”. IEA szacuje, że ok. 40% dodatkowego zużycia centrów danych do 2030 roku będzie pokryte z paliw kopalnych.
Tu nie chodzi o ideologię. Gaz jest dziś po prostu jedynym źródłem, które można postawić relatywnie szybko i uruchamiać wtedy, gdy system tego potrzebuje. Same OZE, bez dużych magazynów i elastycznej sieci, nie zapewnią centrom danych stabilnych dostaw prądu przez całą dobę.

Co to oznacza dla odbiorcy energii?
Dla zwykłego odbiorcy prądu to oznacza jedno: wyższe rachunki.
W regionie PJM, czyli operatora sieci dla wschodnich Stanów Zjednoczonych, analizy wskazują, że ok. 70% wzrostu cen energii w ostatnim roku można przypisać właśnie popytowi ze strony centrów danych. Dla przeciętnego gospodarstwa domowego przekłada się to na dodatkowe 300-400 USD wydatków rocznie (według analiz PJM Interconnection).
W Irlandii rozbudowa sieci na potrzeby centrów danych kosztowała każdą rodzinę ok. 100 EUR rocznie – i to przy znacznie mniejszej skali niż plany na kolejne lata.
Mechanizm jest prosty: zakłady energetyczne wyceniają prąd na podstawie średniego kosztu dostarczenia energii do wszystkich odbiorców w sieci. Gdy wielki przemysłowy odbiorca dołącza do sieci i wymaga rozbudowy infrastruktury, koszty tej rozbudowy są rozdzielane między wszystkich – w tym między gospodarstwa domowe.
Co ważne: nawet centra danych, które budują własne elektrownie i odłączają się od sieci publicznej, nie rozwiązują problemu. Kiedy duży odbiorca wychodzi z sieci, stałe koszty infrastruktury – linie przesyłowe, stacje transformatorowe – rozkładają się na mniejszą liczbę pozostałych klientów. Rachunki rosną mimo wszystko.
W Polsce ten problem dopiero się zaczyna. Planowany kampus centrów danych o mocy 500 MW w Bełchatowie – na terenie przyległym do największej elektrowni węglowej w Europie – to ekwiwalent zużycia energii przez ok. 1 mln europejskich gospodarstw domowych. Polska jest w 2026 roku liderem centrów danych w Europie Środkowo-Wschodniej, szóstym rynkiem w Europie, z ponad 100 obiektami. Microsoft, Google i inne spółki inwestują tu miliardy. To dobra wiadomość dla gospodarki. Ale rozbudowa sieci ma swój koszt – i pytanie, kto ostatecznie go poniesie, pozostaje otwarte.
Program jądrowy, który mógłby pomóc – duże elektrownie AP1000 w Lubiatowie – realnie oznacza prąd najwcześniej w latach 2036-2040. Krajowy program małych reaktorów modułowych przewiduje pierwsze dostawy prądu najwcześniej ok. 2032 roku, a popyt rośnie już teraz.
Spośród UE, USA i Chin to UE miała w 2025 najbardziej zdekarbonizowany miks energetyczny. Odnawialne źródła energii odpowiadały za ok. 48% produkcji prądu w UE, a po raz pierwszy wiatr i słońce wygenerowały łącznie więcej prądu niż wszystkie paliwa kopalne razem wzięte. Polska na tym tle wypada słabo – wciąż ok. 63% prądu jest z węgla – co oznacza wyższe koszty emisji w systemie EU ETS (europejskim systemie handlu uprawnieniami do emisji CO2) i realną barierę dla firm, które mają własne cele klimatyczne.
Na wykresie poniżej widać to najlepiej. W 2025 roku UE produkowała ok. 47% prądu z odnawialnych źródeł – wiatru, słońca i hydroenergii łącznie – plus kolejne 23% z atomu. Paliwa kopalne odpowiadają za niespełna 30% produkcji, z czego węgiel zjechał poniżej 10% po raz pierwszy w historii. W USA struktura wygląda inaczej – gaz ziemny to 40% produkcji, węgiel 17%, OZE 24%, atom 18%. Chiny – mimo że OZE i atom dają już ok. 45% miksu –wciąż w 55% opierają się na węglu, choć ta liczba spada – dekadę temu wynosiła 70%.

Podsumowanie
Modele będą coraz lepsze, a chipy coraz szybsze. To nie jest dziś największy problem. Problem jest prostszy: brakuje kabla, transformatora i miejsca w sieci.
W tej dekadzie lukę między rosnącym popytem a możliwościami infrastruktury w dużej mierze wypełni gaz ziemny. Atom może być częścią rozwiązania, ale nie przed 2030 rokiem. Same OZE, bez magazynów energii i elastycznej sieci, też nie zapewnią centrom danych stabilnego zasilania przez całą dobę.
Ktoś będzie musiał zapłacić za nowe linie, transformatory i przyłącza. Część kosztu wezmą spółki technologiczne, część trafi do rachunków za prąd. Tak działa sieć energetyczna: płacą wszyscy.
Porównaliśmy kwoty WOŚP i zbiórki Łatwoganga. Niewiarygodne!
„Polski internet w jeden weekend zamienił się w rozgrzaną do czerwoności arenę pomagania. Licznik pędził jak oszalały i kolejne miliony przybywały jak fala, której nic nie było w stanie zatrzymać. Gdy 26 kwietnia zamykano stream Łatwoganga, na ekranie świeciła kwota 251 mln 758 tys. 233 zł. To wynik, który jeszcze chwilę wcześniej wydawał się zarezerwowany wyłącznie dla finałów WOŚP. Internetowa zbiórka niemal dogoniła legendarną orkiestrę. Różnica? Zaledwie 11,7 mln zł! — Możemy się od was uczyć — gratulował Jerzy Owsiak.
Za akcją stał Łatwogang, grupa twórców internetowych, którzy postawili sobie cel: zebrać jak najwięcej dla Fundacji Cancer Fighters, pomagającej dzieciom chorym na raka. I zrobili coś, co jeszcze chwilę temu wydawało się niemożliwe.”
Łatwogang prawie dogonił WOŚP. Porównanie zbiórek 2026 – ile zebrali?
Wielce Czcigodny Jerzy Owsiak może iść na emeryturę . Inni zbierają tyle samo tylko dużooo taniej i szybciej .
Od kilku tygodni konfliktowi na Bliskim Wschodzie towarzyszą podejrzane transakcje na światowych giełdach ropy naftowej. Dzieje się to zawsze tuż przed komunikatami prezydenta Donalda Trumpa o nagłym zwrocie w wojnie USA z Iranem. Sprawami, w których mogło dojść do nielegalnego wykorzystania wiadomości poufnych, zajmuje się amerykańska Komisja do spraw Handlu Kontraktami Terminowymi na Towary (CFTC).
https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-tajemnicze-celne-strzaly-na-rynku-ropy-zawsze-gdy-trump-ogla,nId,23421477
Zima bez prądu?! Co nas czeka po zamknięciu elektrowni węglowych? Dr Inż. M. Gajer
Zima bez prądu?! Co nas czeka po zamknięciu elektrowni węglowych? Dr Inż. M. Gajer
Supermario. Proszę ponownie o umieszczanie takich wpisów w wątkach na linki.
Setki tysięcy obywateli państwa leżącego tam gdzie chce może niedługo przybyć do Polski , bo masowo otrzymują polskie paszporty .
ONI JUŻ TU SĄ, ALE BĘDZIE ICH WIĘCEJ! – Krzysztof Baliński – „Cóż tam, panie, w polityce”
Sa 2 scenariusze wygrany i przegrany.
Muszą być zabezpieczeni na wypadek negatywnego scenariusza.
A jako że mają swoich ludzi w polskim rządzie to załatwiają papiery.
@szlachetne zdrowie
https://www.youtube.com/watch?v=HQ5XEpT69AI
Duchowa walka kryjąca się na Twoim talerzu.
,,„Nagi, wyszedłem z łona matki mojej, i nagi tam wrócę. JHWH dał, a JHWH zabrał. Niech imię JHWH będzie błogosławione” Hi. 1,21
@Odpowiedź na artykuł autora
Albo wydarzy się coś zgoła odmiennego.
Współczesne systemy sztucznej inteligencji przypominają ciężki sprzęt budowlany używany do każdej pracy, niezależnie od jej skali. Ten sam ogromny model odpowiada zarówno na banalne pytanie, jak i rozwiązuje złożony problem. Z punktu widzenia inżynierii jest to rozwiązanie wygodne, ale z punktu widzenia fizyki – skrajnie nieefektywne. Energia nie jest zużywana tam, gdzie powstaje wartość, lecz tam, gdzie system działa bez rozróżnienia, używając pełnej mocy niezależnie od potrzeby.
Jeśli więc szukać architektury, która ma realną szansę obniżyć zużycie energii o rząd wielkości bez zmiany hardware’u, nie należy projektować „lepszego modelu”. Trzeba zaprojektować system, który przestaje myśleć w sposób monolityczny. Taki system można opisać jako Sparse Cognitive System – układ poznawczy, który działa selektywnie, warstwowo i oszczędnie.
U jego podstaw leży niewielki model decyzyjny. Nie jest on odpowiedzialny za generowanie odpowiedzi w klasycznym sensie, lecz za rozumienie problemu i planowanie sposobu jego rozwiązania. To przesunięcie roli jest kluczowe. Zamiast wykonywać kosztowne obliczenia za każdym razem, system najpierw ocenia, czy w ogóle musi je wykonać. W praktyce oznacza to, że najdroższe operacje są uruchamiane tylko wtedy, gdy są rzeczywiście potrzebne.
Na tej podstawie działa mechanizm routingu. Rdzeń systemu kieruje zapytanie do odpowiednich zasobów: wyspecjalizowanych modeli, pamięci lub narzędzi obliczeniowych. Nie angażuje całego systemu, lecz jedynie jego fragment. W rezultacie aktywna pozostaje niewielka część infrastruktury, co bezpośrednio przekłada się na niższe zużycie energii. To podejście przypomina organizację pracy w wyspecjalizowanej firmie, gdzie zadania trafiają do konkretnych zespołów, zamiast angażować wszystkich pracowników naraz.
Same modele eksperckie stanowią kolejny element tej architektury. Zamiast jednego ogromnego modelu, który „wie wszystko”, system korzysta z wielu mniejszych, wyspecjalizowanych modułów. Każdy z nich jest zoptymalizowany pod konkretny typ problemów, co pozwala osiągnąć większą efektywność przy mniejszym koszcie obliczeniowym. Zamiast nadmiaru ogólności pojawia się precyzja działania.
Jeszcze większe oszczędności wynikają z wprowadzenia pamięci jako pierwszego źródła odpowiedzi. W tradycyjnych modelach każde zapytanie jest przetwarzane od nowa, nawet jeśli podobne zostało już rozwiązane wcześniej. W proponowanej architekturze system najpierw przeszukuje pamięć – zarówno w postaci cache’u, jak i bardziej złożonych struktur wiedzy. Dopiero w przypadku braku odpowiedzi uruchamiane są kosztowne obliczenia. To podejście radykalnie redukuje liczbę operacji, ponieważ eliminuje powtarzalne przetwarzanie tych samych informacji.
Kolejnym elementem jest iteracyjny sposób rozwiązywania problemów. Zamiast jednego, dużego i kosztownego kroku obliczeniowego, system działa etapami. Każdy krok jest relatywnie tani i pozwala ocenić, czy dalsze przetwarzanie jest konieczne. W efekcie unika się przewymiarowania modeli, które w klasycznym podejściu muszą być wystarczająco duże, aby poradzić sobie z najtrudniejszymi przypadkami.
Istotną rolę odgrywa także dynamiczne skalowanie jakości. System dostosowuje poziom zaangażowanych zasobów do trudności zadania. Większość zapytań, z jakimi ma do czynienia, jest trywialna i nie wymaga pełnej mocy obliczeniowej. Dopiero bardziej złożone problemy uruchamiają bardziej kosztowne mechanizmy. Taka adaptacyjność pozwala znacząco ograniczyć średnie zużycie energii.
Uzupełnieniem tej architektury są techniki kompresji i kwantyzacji, które zmniejszają rozmiar modeli oraz ilość przetwarzanych danych. Mniejsza ilość informacji oznacza mniejszy koszt ich transferu, a to właśnie transfer danych jest jednym z głównych źródeł zużycia energii w nowoczesnych systemach obliczeniowych.
Całość działa w sposób asynchroniczny i zdarzeniowy. System nie wykonuje operacji w sposób ciągły, lecz reaguje tylko wtedy, gdy jest to potrzebne. W przeciwieństwie do klasycznych architektur, które utrzymują wysoką aktywność niezależnie od obciążenia, tutaj energia jest zużywana tylko przez aktywne komponenty.
Efekt takiego podejścia nie polega na magicznym przełomie, lecz na konsekwentnej redukcji zbędnych operacji. Zamiast przyspieszać pojedyncze obliczenia, ogranicza się ich liczbę. Zamiast zwiększać moc, zmniejsza się potrzebę jej użycia. To przesunięcie perspektywy jest fundamentalne.
Nie oznacza to jednak braku problemów. Routing musi działać niemal perfekcyjnie, ponieważ błędne decyzje szybko niwelują zyski energetyczne. System jako całość jest trudniejszy do zaprojektowania i utrzymania niż monolityczny model. Pojawia się także kwestia opóźnień wynikających z wieloetapowego przetwarzania oraz złożoność procesu trenowania wielu współpracujących komponentów.
Mimo tych wyzwań taka architektura ma jedną zasadniczą przewagę: jest zgodna z fizyką ograniczeń współczesnych systemów. Nie próbuje pokonać barier sprzętowych siłą, lecz omija je poprzez inteligentną organizację obliczeń. Uderza bezpośrednio w największy koszt – nie w samo liczenie, lecz w nadmiarowe przetwarzanie i ruch danych.
W rezultacie możliwe staje się osiągnięcie znaczącej redukcji zużycia energii, rzędu jednego lub dwóch rzędów wielkości, bez konieczności natychmiastowej zmiany hardware’u. Nie jest to droga do natychmiastowego „AGI w 15 watach”, lecz do systemu, który przestaje być energetycznym potworem i zaczyna przypominać coś bliższego biologicznej inteligencji.
Najważniejsza zmiana nie polega więc na stworzeniu potężniejszego modelu, lecz na odejściu od samej idei, że inteligencja musi być monolitem. W świecie ograniczonym przez fizykę wygrywa nie ten, kto liczy szybciej, lecz ten, kto potrafi liczyć mniej.
Obecnie żyjemy w epoce kamienia łupanego przyjmując analogię do epoki AI.
Przytoczę tu pewną anegdotę, którą już kiedyś przedstawiłem.
Pod koniec XIX wieku miasta takie jak Nowy Jork i Londyn rosły jak organizmy, które same nie rozumieją własnego tempa, puchły od ludzi, handlu i ambicji, a pod tym całym triumfem postępu narastało coś, czego nie dało się ukryć ani zignorować, coś ciężkiego, lepkiego i wszechobecnego, bo ulice tych miast nie były już tylko arterią życia, lecz zaczynały przypominać powoli duszącą się ranę, w której każdy dzień przynosił nowe warstwy końskiego łajna, produktu ubocznego cywilizacji opartej na sile zwierząt, a każdy koń, który ciągnął powóz, każdy, który dostarczał towar, każdy, który utrzymywał ruch tego wielkiego mechanizmu, był jednocześnie źródłem problemu, którego skala zaczynała przekraczać ludzką wyobraźnię, więc gdy w roku 1898 w Nowym Jorku zwołano konferencję, nie była to zwykła narada, lecz zgromadzenie ludzi przekonanych, że stoją na granicy czegoś znacznie poważniejszego niż chwilowy kryzys, przybyli z różnych stron świata, uzbrojeni nie w wiarę, lecz w liczby, mapy i raporty, z przekonaniem, że rzeczywistość da się ująć w rachunek i podporządkować rozumowi, a atmosfera tej sali była ciężka, niemal namacalna, jak powietrze nad rozgrzaną ulicą, gdzie zapach łajna miesza się z potem i pyłem, i gdy pierwszy z mówców podniósł się, nie przemawiał jak polityk, lecz jak człowiek, który czyta wyrok zapisany w matematyce, wyliczał spokojnie, bez emocji, ile produkuje jeden koń, ile koni przypada na miasto, jak rośnie populacja i jak rośnie zapotrzebowanie na transport, i gdy te liczby zaczęły się układać w ciąg, który prowadził tylko w jednym kierunku, nie trzeba było żadnych dramatycznych słów, bo każdy obecny rozumiał, że jeśli ten proces będzie trwał, to ulice nie staną się tylko trudne do utrzymania, lecz zostaną dosłownie zasypane, a według najbardziej bezlitosnych prognoz warstwy łajna mogły sięgać wysokości trzeciego piętra, i nikt nie śmiał się z tej wizji, bo była ona logiczną konsekwencją świata, w którym żyli, więc drugiego dnia rozpoczął się pochód rozwiązań, które miały ocalić porządek, jedni mówili o zwiększeniu liczby ekip sprzątających, inni o reorganizacji ruchu, jeszcze inni o budowie systemów wywozu poza miasto, o magazynowaniu, o wykorzystaniu odchodów jako nawozu, o regulacjach, które miały okiełznać chaos, każde z tych rozwiązań było przemyślane, każde było racjonalne, każde nosiło w sobie przekonanie, że człowiek potrafi zarządzać skutkami własnego postępu, lecz im dłużej trwały te wywody, tym wyraźniej było widać, że wszystkie one dotykają jedynie powierzchni, bo nie zmieniają samego źródła problemu, a wtedy padło zdanie, które zawisło nad salą ciężarem większym niż wszystkie raporty razem wzięte, że im więcej koni, tym więcej łajna, i w tej prostocie zawierała się cała bezsilność tamtego świata, bo oznaczało to, że każdy krok naprzód pogłębia kryzys, a trzeciego dnia nie było już ani entuzjazmu, ani wiary w szybkie rozwiązanie, była tylko świadomość, że system, który miał być fundamentem rozwoju, stał się jego ograniczeniem, i konferencja zakończyła się nie triumfem rozumu, lecz jego kapitulacją wobec własnych założeń, a jednak historia nie kończy się w tej sali, bo zaledwie kilka lat później pojawiło się coś, co nie było poprawką ani ulepszeniem, lecz zaprzeczeniem całego dotychczasowego porządku, pojawił się samochód, maszyna, która nie sprzątała łajna, lecz usuwała jego przyczynę, i wraz z jej nadejściem koń zniknął z ulic, a razem z nim zniknął problem, który jeszcze chwilę wcześniej wydawał się nieuniknionym losem miast, i wtedy stało się jasne, że tamta konferencja nie była pomyłką w rachunku, lecz pomyłką w wyobraźni, bo jej uczestnicy nie zrozumieli jednego, że świat, który próbowali naprawić, już wtedy chylił się ku końcowi.
Wtedy problemy rozwiązywano w poszanowaniu dla prawdy , a obecnie króluje kłamstwo i chora ideologia .
Kłamstwo ,,zawsze” było od momentu upadku moralnego człowieka, kiedy to odwrócił się od postanowienia Boga, a uwierzył Jego przeciwnikowi. Przez ten okres nic się nie zmieniło z tym, że żyjemy na etapie końcowym funkcjonowania m.in. kłamstwa i chorych ideologii, które szczególnie nasiliły się i rozpowszechniły, aby pociągnąć za sobą jak najwięcej ludzi, zabierając takim możliwość powrotu do Królestwa Niebieskiego, o którym nauczał Jezus.
Te słowa:
,,Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? (…) Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.”
powinny być kalką dla każdego z nas, jednak wielu w swojej naiwności zaufało innym ludziom, a nie Panu Bogu, np. Dekalog/10 przykazań.
Pozdro
zapomnialem dodac zrodlo : https://www.bankofengland.co.uk/bank-overground/2025/all-chips-in-ai-related-asset-valuations-financial-stability-consequences ciekawy tekst
taka ciekawostka co nas moze czekac tylko w wiekszej skali, zwracam uwage na utility
„O co chodzi w sporze Morawiecki Kaczyński? Pod patronatem USA powstaje wielka koalicja” P. Lisicki
„O co chodzi w sporze Morawiecki Kaczyński? Pod patronatem USA powstaje wielka koalicja” P. Lisicki
gość ZNISZCZYŁ polskie pseudoelity
gość ZNISZCZYŁ polskie pseudoelity https://s.w.org/images/core/emoji/17.0.2/svg/1f92f.svg Prawda, której nikt nie mówi!
Jako że relacjonowałeś tutaj często przygody Rafała Zaorskiego, myślę że możesz być zainteresowany poniższym nagraniem.
https://youtube.com/watch?v=uXYb7_gJqho&is=ZS7XyVCz-XVM-VYz
Mity pryskają .
„Od australijskiego interioru po Etiopię i Demokratyczną Republikę Konga, globalny przemysł wydobywczy zaczyna odczuwać skutki zakłóceń spowodowanych wojną w Iranie.
Konflikty wywołane wojną zaczynają rozprzestrzeniać się w łańcuchach dostaw, ograniczając dostęp do kluczowych surowców górniczych i podnosząc koszty produkcji jednych z najbardziej poszukiwanych metali na świecie. Największe skutki mają olej napędowy, główne paliwo napędzające ciężki sprzęt na kopalniach, oraz siarka wykorzystywana do przetwarzania około szóstej światowej miedzi.
„Łańcuch dostaw się załamuje” – powiedział założyciel i współprzewodniczący Ivanhoe Mines Ltd., Robert Friedland, na konferencji w Szwajcarii we wtorek, ostrzegając, że wpływ wojny na górnictwo dopiero się zaczął.
Jak dotąd nie odnotowano znaczącego wpływu na globalną produkcję metali, ponieważ duże firmy wydobywcze zdołały zabezpieczyć dostawy i pokryć wyższe koszty. Jednak mniejsi producenci od Afryki po Australię zaczynają odczuwać ból, gdy konflikt się przeciąga. Im dłużej trwa wojna, tym większe ryzyko dla branży już tak obciążonej przerwami w wydobyciu i opóźnieniami projektów w czasie przyspieszającego popytu na minerały krytyczne.
Bliski Wschód odpowiada za około połowę światowej siarki transportowanej morskiej oraz co najmniej 10% wysyłanego diesla, według danych zebranych przez Goldman Sachs Group i Bank of America. Siarka — a co za tym idzie kwas siarkowy — są kluczowymi składnikami do przetwórstwa znanego jako SX-EW, który według Goldmana odpowiada za 17% podaży miedzi.”
Wojna ściska globalne wydobycie, gdy zapasy diesla i kwasu się zmniejszają – MINING.COM
@cieśnina arbuzów?
Blokada cieśniny Ormuz, ma znaczenie nie tylko dla handlu ropą naftową i gazem, ale również wywiera stopniowo coraz większy, negatywny wpływ na produkcję i ceny żywności (wyższe koszty paliwa dla maszyn rolniczych, transportu oraz nawozów), w tym arbuzów. Niniejsza blokada uniemożliwia normalny przepływ statków i tym samym wpływa na opóźnienia w dostawach wielu produktów rolnych, w tym owoców.
W efekcie końcowym, blokada cieśniny Ormuz oznacza również dla arbuzów droższą produkcję, wyższe ceny w sklepach i potencjalne niedobory na rynku.
Jako ciekawostkę podam, że ,,na jednym z ponad 600 statków, które utknęły w cieśninie Arbuz, rosną arbuzy. Zasadził je chiński marynarz, który wraz z załogą jest tam zablokowany od 21 dni. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że zdąży zebrać owoce, zanim jego tankowiec ruszy z miejsca.”
Zatem na statku szykuje się prawdziwa uczta arbuzowa.
Poniżej link do tabeli krajów/producentów arbuzów na świecie, gdzie Polska, z 1 900 ton produkcji rocznie jest oceniana dopiero na 101 miejscu, a zdecydowanie przodują Chiny z produkcją 61 013 536,64 ton rocznie.
https://pl.atlasbig.com/kraje-wedlug-produkcji-arbuza
Nowi kolekcjonerzy. Jak dziś wygląda kolekcjonowanie sztuki
„Wejście w kolekcjonowanie coraz rzadziej oznacza natychmiastowy zakup. Dla wielu osób pierwszym etapem jest długotrwała obserwacja. Powracanie do prac jednego artysty, śledzenie kolejnych wystaw, porównywanie zmian w języku wizualnym. To etap, w którym buduje się orientacja. Kolekcjoner zapisuje nazwiska, wraca do nich po czasie, sprawdza, gdzie pojawiają się prace i kto je pokazuje. Zwraca uwagę na kontekst, w jakim są prezentowane, i na to, kto o nich mówi. W pewnym momencie zaczyna dostrzegać zależności. Widzi, które decyzje pociągają za sobą dalsze konsekwencje, a które pozostają bez wpływu na rozwój artysty. Taki sposób działania ma swoje korzenie w historii. Kolekcjonerzy od dawna wpływali na to, co uznawano za ważne. Zmieniał się tylko zakres ich działania. Od mecenatu w starożytności, przez kolekcje arystokratyczne, aż po współczesnych uczestników globalnego obiegu. Dziś ten wpływ nie jest skupiony w jednym miejscu. Rozkłada się szeroko i działa równolegle w wielu środowiskach. W efekcie kolekcja rozwija się wraz z doświadczeniem właściciela.
Rynek sztuki rozwija się nierównomiernie. Obok najwyższych cen istnieje szeroki obszar dostępny dla osób rozpoczynających kolekcjonowanie. To właśnie tam widać największą aktywność nowych uczestników. Pierwsze zakupy często wynikają z osobistej relacji z pracą. Z czasem pojawia się większa świadomość rynku i jego struktur. Wiedza narasta wraz z doświadczeniem, a kolejne decyzje stają się bardziej przemyślane. Instytucje, galerie, targi i domy aukcyjne nadal wyznaczają ramy działania. Ich wpływ rozkłada się jednak w wielu miejscach jednocześnie. Nie ma jednego ośrodka, który porządkuje cały rynek. Dzisiejszy kolekcjoner funkcjonuje w sieci relacji. Rozmowy z artystami, kontakt z galeriami, obecność na wystawach, obserwacja instytucji – wszystko to wpływa na wybory. W wielu przypadkach kolekcjoner angażuje się w proces powstawania prac. Wspiera ich produkcję, uczestniczy w rozwoju projektów, bywa obecny przy ich prezentacji.
Wejście w rynek sztuki coraz częściej wiąże się z systematycznym zdobywaniem wiedzy. Kolekcjonerzy sięgają po raporty rynkowe, analizują strategie galerii, obserwują różnice między rynkami lokalnymi i międzynarodowymi. Taka aktywność nie wynika wyłącznie z potrzeby orientacji. Staje się częścią samego procesu kolekcjonowania. Znajomość nazwisk i cen to tylko punkt wyjścia. Coraz większe znaczenie ma rozumienie kontekstu. Istotne jest, gdzie artysta wystawia, jakie relacje buduje, w jakich projektach uczestniczy. Te elementy pozwalają zobaczyć jego praktykę w szerszym ujęciu. Wiedza rozwija się wraz z doświadczeniem. Kolekcjoner zaczyna łączyć informacje pochodzące z różnych źródeł: rozmów, wystaw, publikacji, obserwacji rynku. Dzięki temu kolejne decyzje opierają się na coraz pełniejszym obrazie sytuacji. W wielu przypadkach edukacja przybiera formę ciągłą. Nie kończy się na jednym kursie czy lekturze. Towarzyszy kolekcjonerowi na każdym etapie budowania zbioru.”
Nowi kolekcjonerzy. Jak dziś wygląda kolekcjonowanie sztuki | Rynek i Sztuka
„Zdecydowany krok rządu Stanów Zjednoczonych w stronę złagodzenia przepisów dotyczących marihuany wywołał prawdziwe poruszenie w branży wartej obecnie 47 mld USD.
W dniu wczorajszym Departament Sprawiedliwości USA poinformował o natychmiastowym rozluźnieniu restrykcji dla niektórych produktów z konopi indyjskich oraz zapowiedział szybką reklasyfikację tej substancji jako mniej niebezpiecznej. Choć decyzja ta nie oznacza pełnej legalizacji na szczeblu federalnym, stanowi ona jedną z największych zmian w polityce narkotykowej kraju od wielu dziesięcioleci. Obecnie produkty medyczne regulowane przez stany zostaną przeniesione z grupy narkotyków silnie uzależniających, takich jak heroina, do kategorii o niskim lub umiarkowanym potencjale nadużywania. Do tej samej grupy trafią produkty zatwierdzone przez amerykańską Agencję Żywności i Leków, co stawia je w jednym rzędzie z niektórymi środkami przeciwbólowymi czy testosteronem. Todd Blanche pełniący obowiązki prokuratora generalnego zaznaczył, że rząd przyspieszy proces badania wpływu rośliny psychoaktywnej na zdrowie pacjentów.
Eksperci rynkowi zauważają, że zmiana ta ułatwi firmom dostęp do finansowania oraz obniży ogromne obciążenia podatkowe, które do tej pory hamowały rozwój sektora. Entuzjazm widać również w mediach społecznościowych, gdzie analitycy podkreślają wagę tego wydarzenia dla całego rynku kapitałowego. Reforma ta usuwa bowiem kluczowy hamulec dla instytucjonalnego kapitału, który do tej pory omijał konopie szerokim łukiem z powodu ryzyka prawnego.
Dynamiczny rozwój sektora konopnego w Stanach Zjednoczonych sprawił, że aż 40 stanów w pełni zalegalizowało marihuanę do celów medycznych, a 24 dopuszcza jej użycie rekreacyjne.
Według prognoz firmy badawczej BDSA sprzedaż prawnie usankcjonowanych produktów ma osiągnąć poziom 47 mld USD już w 2026 roku. Decyzja administracji następuje po grudniowym rozporządzeniu prezydenta Donalda Trumpa, który nakazał Departamentowi Sprawiedliwości rewizję dotychczasowych surowych przepisów. Ruch ten ma bezpośrednio wesprzeć takie giganty jak Canopy Growth, Tilray Brands czy Trulieve Cannabis, które oprócz sprzedaży zajmują się badaniami nad wykorzystaniem kannabinoidów w leczeniu bólu i lęku. Irwin Simon pełniący funkcję CEO w Tilray Brands stwierdził, że jest to przełomowy moment, w którym polityka federalna w końcu zaczyna podążać za nauką i potrzebami pacjentów. Giełdowe notowania spółek konopnych zareagowały gwałtownymi wzrostami sięgającymi od 6 do 13 procent bezpośrednio po ogłoszeniu decyzji. Mimo późniejszej korekty nastroje inwestorów pozostają optymistyczne, co potwierdzają głosy z serwisu X. „
Marihuana przestaje być jak heroina. Przełomowa decyzja rządu odpala rakietę na giełdzie | BitHub.pl
A Szanowny
supermario swego czasu przebąkiwał coś o inwestycji w trawkę
Superma trzyma spekulacyjnie . Jak kiedyś odpalą to mogą dać stopy zwrotu większe niż dawniej bitcoiny .
„Przewodnicząca Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych Verena Ross ostrzega, że rozwój sztucznej inteligencji (AI) drastycznie przyspiesza tempo i skalę zagrożeń cybernetycznych w sektorze finansowym.
Geopolityczne napięcia oraz ewolucja modeli AI sprawiają, że systemy obronne instytucji finansowych muszą zostać poddane gruntownej weryfikacji. Ross w rozmowie z agencją Reuters wskazała, że organy nadzorcze analizują obecnie, w jaki sposób wdrożenie zaawansowanych modeli językowych może skrócić czas potrzebny hakerom na przeprowadzenie skutecznego ataku.
Niepokój wzbudziły doniesienia o modelu Mythos, stworzonym przez firmę Anthropic, który rzekomo potrafi samodzielnie odnajdywać i wykorzystywać nieodkryte wcześniej luki w zabezpieczeniach systemów IT. Eksperci ds. bezpieczeństwa wskazują, że narzędzia te mogą stać się bronią w rękach grup przestępczych dążących do destabilizacji rynków kapitałowych. Sytuację komplikuje fakt, że sektor finansowy jest silnie uzależniony od zewnętrznych dostawców technologii, co tworzy dodatkowe punkty zapalnego ryzyka.
Obawy dotyczące cyberbezpieczeństwa zbiegają się w czasie z rekordowo wysokimi wycenami aktywów finansowych, co budzi pytania o trwałość obecnej hossy. Rynki akcji w Stanach Zjednoczonych i Europie oscylują wokół historycznych szczytów, napędzane głównie optymizmem wokół spółek technologicznych. Przewodnicząca ESMA zauważa, że tak wysokie wyceny są podatne na nagłe wstrząsy, które mogą zostać wywołane przez nieprzewidziane wydarzenia geopolityczne lub ataki hakerskie. Przykładem niestabilności był niedawny skok cen ropy naftowej po eskalacji konfliktu między USA i Izraelem a Iranem.
Gwałtowne wahania rynkowe przyciągają uwagę organów ścigania pod kątem potencjalnego wykorzystywania informacji poufnych. Amerykańska Komisja handlu kontraktami terminowymi na towary bada obecnie serię podejrzanych transakcji na instrumentach pochodnych ropy naftowej, które miały miejsce tuż przed istotnymi ruchami cenowymi. Sytuacja ta pokazuje, jak nowoczesne technologie i niestabilność polityczna mogą być wykorzystywane do manipulacji rynkowych. Inwestorzy powinni zachować czujność, gdyż każda próba naruszenia integralności danych finansowych może doprowadzić do panicznej wyprzedaży aktywów wartych wiele mln USD.
Sztuczna inteligencja nie tylko ułatwia ataki techniczne, ale także może służyć do tworzenia fałszywych narracji wpływających na kursy walut i akcji. Coraz częściej pojawiają się obawy, że zaawansowane algorytmy mogą generować masowe kampanie dezinformacyjne na platformach społecznościowych, co przy wysokiej dźwigni finansowej może przynieść spekulantom ogromne zyski. Analitycy zwracają uwagę, że rynek jest obecnie bardzo wrażliwy na wszelkie informacje dotyczące płynności i stóp procentowych. Verena Ross, która kończy swoją kadencję w październiku br., apeluje o globalną współpracę w celu stworzenia barier ochronnych przed niekontrolowanym wpływem AI na finanse.”
Europa ostrzega przed nowym modelem AI, który kradnie pieniądze z giełdy | BitHub.pl
„Był czas, gdy twój album ze zdjęciami leżał w szufladzie – prywatny, osobisty i oderwany od świata zewnętrznego. Prywatność nie istnieje już we współczesnym świecie, ponieważ dane osobowe staną się kluczowym narzędziem kontroli, a teraz Google robi kolejny krok, zamieniając twoje wspomnienia w paliwo dla sztucznej inteligencji.
Według niedawnego raportu Google wprowadziło dużą aktualizację swojej platformy Zdjęcia, która pozwala jego systemowi AI Gemini skanować całą Twoją bibliotekę zdjęć, tworząc tzw. „Inteligencję Osobistą”. Oznacza to, że Twoje zdjęcia nie są już tylko przechowywane, lecz analizowane i integrowane w szerszy profil zachowań. Google otwarcie przyznaje, że system może wykorzystywać rzeczywiste zdjęcia Ciebie i Twoich bliskich do generowania treści AI, eliminując konieczność ręcznego przesyłania zdjęć referencyjnych.
To nie jest drobna zmiana w aplikacji fotograficznej, lecz strukturalna zmiana w sposobie zbierania i rozumienia danych, ponieważ każde zdjęcie, które kiedykolwiek zrobiłeś, staje się częścią żywego modelu, który próbuje zrozumieć, kim jesteś, z kim się utożsamiasz, dokąd idziesz i jak żyjesz. To, co kiedyś było prywatne, staje się czymś nieustannie przetwarzanym i kategoryzowanym.
System analizuje twarze, obiekty, a nawet tekst w obrazach, grupując osoby, identyfikując lokalizacje oraz wydobywając informacje pisemne z paragonów, dokumentów i znaków, co oznacza, że Twoje zdjęcia nie są już statycznymi plikami, lecz przekształcane w ustrukturyzowaną inteligencję, która staje się przeszukiwalna, kategoryzowana i coraz bardziej predykcyjna.
Rządy już wykazały gotowość do rozszerzenia nadzoru poprzez monitorowanie finansowe, śledzenie komunikacji i nadzór regulacyjny, a infrastruktura budowana przez Big Tech stanowi fundament, który można wykorzystać do szerszej kontroli, zwłaszcza gdy dane finansowe, wzorce zachowań i inteligencja wizualna są połączone w jeden ekosystem.”
Google śledzi twoje życie – System AI dostarcza zdjęcia w chmurze | Armstrong Economics
Może wiesz, może nie, ale pegasus ma już ponad 20 lat, jest stary jak wszechświat, dlatego zostało udostępnione szerszemu gronu użytkowników. Nowe narzędzie w rękach wywiadów jest w stanie 15 minut zdobyć wiedze na twój temat od A do Z pod warunkiem że używasz telefonu z dostępem do masmediów.
„Ostrzegałem, że gdy napięcia geopolityczne wybuchną, nie pozostają one powstrzymane, a to, co teraz obserwujemy, to stopniowe rozszerzanie linii konfliktu, gdy Turcja jest przekształcana ze strategicznego partnera NATO w zagrożenie geopolityczne przez sam sojusz, który kiedyś pomagała zakotwiczyć.
Unia Europejska otwarcie zmieniła ton, a przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen skutecznie zaliczyła Turcję do ramionów z Rosją i Chinami, stwierdzając, że Europa musi upewnić się, że nie jest pod wpływem „Rosji, Turcji lub Chin”, co jest niezwykłym stwierdzeniem skierowanym do członka NATO i sygnalizuje wyraźne zerwanie zaufania strategicznego, zwłaszcza gdy takie sformułowania ściśle pokrywają się z szerszymi narracjami geopolitycznymi wyłaniającymi się z Bliskiego Wschodu.
Nieprzypadkowo napięcia między Turcją a Izraelem gwałtownie narastają. Premier Benjamin Netanjahu wielokrotnie ostrzegał, że Izrael stoi przed coraz szerszym kręgiem przeciwników i musi przygotować się na pojawiające się zagrożenia w regionie. Tureccy urzędnicy odpowiedzieli, oskarżając Izrael o celowe poszukiwanie „następnego wroga”, a minister spraw zagranicznych Hakan Fidan stwierdził, że Izrael „nie może żyć bez wroga.” Bibi pozostał u władzy, przedstawiając Izrael jako defensywny wobec zewnętrznych wrogów, a jednak stał się agresorem. To Netanjahu, a nie Izrael, nie mógłby przetrwać bez wroga, którego mógłby odpierać.
To, co czyni tę sytuację znacznie bardziej niebezpieczną, to fakt, że Turcja nie jest graczem drugorzędnym, którego można po prostu zmusić do posłuszeństwa, ponieważ posiada jedną z największych i najbardziej zdolnych armii w NATO, ustępującą jedynie Stanom Zjednoczonym pod względem liczby ludzi, z setkami tysięcy aktywnych żołnierzy, zaawansowanymi zdolnościami dronów oraz strategiczną pozycją geograficzną kontrolującą dostęp między Europą, Morzem Czarnym a Bliskim Wschodem, co sprawia, że każde pogorszenie stosunków jest znacznie bardziej poważne, niż decydenci chcą przyznać.
Europa nadal polega na Turcji w zakresie kontroli migracji, bezpieczeństwa regionalnego i transportu energetycznego, a obecnie publicznie nazywa ten kraj zagrożeniem. Właśnie tak sojusze się rozpadają, a przyjaciele zamieniają się w wrogów.”
Europa zwraca się przeciwko Turcji, gdy cykl wojen się rozszerza | Ekonomia Armstronga
Według danych z marca 2026 roku, 35% firm płaci za modele OpenAI, podczas gdy 30% korzysta odpłatnie z modeli Anthropic. To wyraźna zmiana względem początku 2025 roku, kiedy różnica między tymi dostawcami była niemal trzykrotnie większa. Pokazuje to, jak szybko popyt ze strony przedsiębiorstw koncentruje się wokół niewielkiej grupy dostawców.
OpenAI pozostaje najczęściej opłacanym dostawcą wśród amerykańskich firm, osiągając w marcu 2026 roku udział na poziomie 35,2%. Anthropic znajduje się tuż za nim z wynikiem 30,6%. Rok wcześniej ta różnica wyglądała zupełnie inaczej. W styczniu 2025 roku z OpenAI korzystało 16,8% amerykańskich firm, podczas gdy z Anthropic jedynie 4,1%. Od tego czasu udział Anthropic urósł ponad siedmiokrotnie, podczas gdy OpenAI w tym samym okresie mniej więcej podwoiło swój wynik.
Pozostali dostawcy pozostają daleko w tyle pod względem płatnego wykorzystania przez firmy. Produkty AI Google obejmujące Gemini, Vertex AI oraz dodatki do Workspace przez ostatnie trzy lata utrzymywały się na poziomie od 3% do 4,5%, notując niewielkie zmiany mimo dużych inwestycji.
xAI wzrosło z poziomu praktycznie zerowego na początku 2024 roku do 1,9% w marcu 2026 roku. To zauważalny, ale wciąż niewielki udział w rynku.
Wątek na linki
Jeśli Wasz komentarz ogranicza się jedynie do przekazania linku do innego artykułu bądź nagrania YT, bez jakiegoś komentarza czy przemyśleń z Waszej strony, to prosimy wrzucajcie go w odpowiedzi na ten wpis.
Dziękuję i pozdrawiam!
Egzorcysta o paktach z diabłem, rytuałach elit i sesjach egzorcyzmów (cz.3)
Egzorcysta o paktach z diabłem, rytuałach elit i sesjach egzorcyzmów (cz.3)
URZĘDNICY CHCĄ ZAORAĆ DPS DOMINIKANEK Z BRONISZEWIC
URZĘDNICY CHCĄ ZAORAĆ DPS DOMINIKANEK Z BRONISZEWIC