To koniec ZondaCrypto
Jeszcze kilka tygodni temu sytuacja ZondaCrypto nie była w pełni jednoznaczna – wciąż tliła się nadzieja, że klienci ostatecznie odzyskają swoje pieniądze. W niedawnym artykule zwracałem jednak uwagę na fakt, że brak publicznego udostępnienia lokalizacji 4500 BTC, będących zabezpieczeniem dla giełdy, oraz drastyczne skurczenie się środków na bieżące wypłaty, wyglądają co najmniej niepokojąco. Dziś wiemy już, że spełnił się czarny scenariusz – Zonda jest na krawędzi upadku.
Spis treści
Okazało się, że dostęp do wspomnianych 4500 BTC ma zaginiony założyciel BitBay (poprzedniczki Zondy) Sylwester Suszek. W praktyce oznacza to, że tych pieniędzy po prostu nie ma. Ostatnia transakcja na tym portfelu miała miejsce w listopadzie 2025 roku, ale to nie Zonda była jej zleceniodawcą – giełda nigdy nie mogła wykorzystać tych środków do realizacji wypłat.
To wywołało masowy napływ wniosków o wypłaty, które oczywiście nie mogły zostać zrealizowane. Szacuje się, że straty klientów sięgają co najmniej 350 milionów złotych. 21 kwietnia prezes Przemysław Kral poinformował o wyłączeniu pracownikom dostępu do wewnętrznych narzędzi, de facto wszystkich zwalniając. Zapewnił, że wszystkie zobowiązania spłaci, a swoją decyzję uzasadniał rzekomymi próbami ataków hakerskich na Zondę. Nikt w to oczywiście nie wierzy – Kral uciekł, korzystając z wyrobionego rok wcześniej paszportu izraelskiego, i stał się nieuchwytny.
Jednocześnie zrezygnowała cała rada nadzorcza estońskiej BB Trade Estonia OÜ, której członkowie złożyli następnie zawiadomienie do tamtejszej prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Podobno bezskutecznie próbowali uzyskać od prezesa jasne wyjaśnienia i dowody dotyczące wypłat, płynności spółki oraz statusu i dostępności aktywów przedstawianych jako majątek firmy. Jak twierdzą, mimo nadzwyczajnych posiedzeń, dodatkowych pytań i bezpośrednich próśb nie dostali jasnych i weryfikowalnych odpowiedzi.
Wiele wskazuje na to, że Zonda była niczym piramida finansowa – pieniądze klientów służyły do zachowania płynności i pokrycia bieżących zobowiązań. Aby taki system mógł funkcjonować, konieczne było zyskanie możliwie jak największej liczby użytkowników. W pewnym momencie ten system musiał się zawalić.
Ostatecznie każda poszkodowana osoba powinna w takiej sytuacji złożyć do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Warto pamiętać o zgromadzeniu odpowiednich dowodów. Należy:
- Zrobić zrzuty ekranu wszystkich swoich sald na koncie.
- Pobrać pełną historię transakcji i wpłat/wypłat (najlepiej w formacie CSV i PDF).
- Zrobić screeny „wiszących”, niezrealizowanych zleceń wypłat.
- Wyeksportować lub zrobić zrzuty ekranu całej korespondencji z działem wsparcia (supportem), w której zbywali Cię odpowiedziami o „problemach technicznych”.
Powiedzenie „nie Twoje klucze, nie Twoje krypto” wybrzmiewa jako kluczowy wniosek z całej afery ZondaCrypto. Trzymanie większości środków na własnych, najlepiej fizycznych portfelach, to podstawowa zasada bezpieczeństwa w handlowaniu kryptowalutami i to, jako Independent Trader będziemy zawsze powtarzać.
Taśmy Suszka i wielomilionowy dług Zaorskiego
To jednak nie koniec całej tej historii. Afera Zondy sprawiła, że wiele informacji o jej podejrzanej przeszłości zaczęło wychodzić na światło dzienne. BitBay, czyli podmiot, z którego wywodzi się Zonda, założony przez Sylwestra Suszka, jeszcze przed 2020 rokiem traktował depozyty klientów jak prywatny folwark do finansowania spekulacyjnych ruchów i już wtedy niewiele miał wspólnego z uczciwym biznesem.
Rzeczpospolita ujawniła sensacyjne nagrania, które Sylwester Suszek zarejestrował pod koniec 2020 roku. Możemy na nich usłyszeć jego rozmowę z Rafałem Zaorskim – jednym z najpopularniejszych polskich spekulantów. Zaginiony w 2022 roku Suszek nazywa go swoim największym dłużnikiem. Z ujawnionych materiałów wynika, że poprzez spółkę Krypto Jam Zaorski wyciągnął z BitBay miliony złotych. Jak to możliwe?
Każda giełda kryptowalut potrzebuje płynności, aby klienci mogli błyskawicznie kupować i sprzedawać aktywa bez drastycznych wahań kursu. Zadaniem spółki Krypto Jam było pełnienie roli właśnie takiego animatora rynku. Aby spółka Zaorskiego mogła zarządzać rynkiem o tak dużej skali, potrzebowała ogromnego kapitału. W normalnej sytuacji środki te zapewnia sam animator, jednak w tym wypadku dostarczycielami pieniędzy był Suszek (czyli tak naprawdę środki zgromadzone na giełdzie, a więc depozyty klientów).
Dopóki kapitał krążył wyłącznie wewnątrz infrastruktury BitBay (tak, jak powinno to mieć miejsce), Sylwester Suszek miał nad nim kontrolę. Tymczasem w pewnym momencie Zaorski zwolnił traderów zarządzających tymi pieniędzmi i zlecił wypłatę środków na zewnątrz. Według nagrań Zaorski miał obiecać, że odda te pieniądze, co nigdy się nie wydarzyło, ponieważ stracił je w wyniku spekulacyjnych zagrań na rynku. Suszek wprost oskarżał go o kradzież:

Ja ci powiem, Rafał, bo to mnie najbardziej boli. To, że straciłeś, to jedno, ale to, że mnie okradłeś, czyli powiedziałeś w Dubaju, że potrzebujesz i odsyłasz, to jest, k…, kradzież, i dobrze o tym wiesz. I to była żywcem kradzież.
Zaorski przyznał w odpowiedzi, że nie ma z czego oddać i żałuje, że nie dał sobie spokoju – co w gruncie rzeczy oznacza, że próby uratowania sytuacji jeszcze bardziej ryzykownymi zagraniami nie przyniosły rezultatów. Jeżeli prokuratura udowodni, że Zaorski już w momencie wyprowadzania środków wiedział, że użyje ich do wysoce ryzykownej gry i wprowadził Suszka w błąd co do zamiaru ich zwrotu, mamy do czynienia z oszustwem. Ponieważ kwoty idą w miliony złotych, kwalifikuje się to jako przestępstwo dotyczące mienia wielkiej wartości, za co grozi kara nawet do 10 lat więzienia.
Cała ta sytuacja pokazuje, że ani BitBay, ani Zonda nie były bezpiecznymi podmiotami, a działania takie jak te Rafała Zaorskiego potwierdzają tylko, że nieuczciwość, spekulacja i skłonności hazardowe mogą doprowadzić do naprawdę poważnych problemów.
Nowy wspaniały świat Palantira
Tam, gdzie generowane są najwyższe marże i przychody, tam decydują się losy całych społeczeństw. Tak było od kiedy korporacje zyskały osobowość prawną i ich działalność zaczęła przeplatać się z polityką. Kiedyś były to huty i koleje, a teraz są to producenci oprogramowania. Dziś to właśnie te podmioty stają się architektami nowego porządku, zarówno tego społecznego, jak i technologicznego. Jedna z tych firm wydała dystopijny manifest rodem z powieści Huxleya czy Orwella.
Palantir (PLTR), bo o tej spółce mowa, nie jest zwykłą firmą technologiczną. To producent oprogramowania, którego, poza klientami komercyjnymi, używają przede wszystkim rządowe agencje. Śledzenie, namierzanie, planowanie i zarządzanie polem walki – to główne domeny Palantira. Spółka ma dostęp do gigantycznych zbiorów zastrzeżonych danych i to nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale wielu różnych krajów równocześnie. Często jest odbierana jako zarabiająca na inwigilacji, wojnie i ludzkim cierpieniu.
O ile do kontraktów z prywatnymi podmiotami trudno się przyczepić, o tyle kontrakty rządowe mogą budzić kontrowersje, jednak nie ze względu na sam fakt ich istnienia. Z powiązań Palantira z agencjami rządowymi, zajmującymi się kwestiami bezpieczeństwa narodowego, wynika specyficzny stosunek tej spółki do troski o swój własny interes. I o tym właśnie jest ich wspomniany, nieoficjalny manifest opublikowany na X. Oto podsumowanie kluczowych jego wątków:
- Powinno się rozważyć wprowadzenie powszechnej, narodowej służby wojskowej. Palantir uzasadnia to tym, że ryzyko i koszty wojny powinno ponosić całe społeczeństwo.
- Osłabienie Niemiec było nadmierną korektą, za którą Europa teraz płaci wysoką cenę. Podobne teatralne przywiązanie do pacyfizmu Japonii, jeśli się utrzyma, zagrozi równowadze sił w Azji.
- Broń oparta na AI i tak powstanie, dlatego to Zachód powinien ją opracować, ponieważ jego przeciwnicy nie będą prowadzić etycznych debat na ten temat.
- Wolne społeczeństwa, by zwyciężyć, potrzebują czegoś więcej niż moralnych apeli – potrzebują twardej siły, a w tym stuleciu twarda siła będzie budowana na oprogramowaniu.
- Niektóre kultury stworzyły wielkie osiągnięcia, inne pozostają dysfunkcyjne i regresywne, dlatego należy skończyć z mirażem, jakoby wszystkie one były równe.
Nie wiem, jak Wy, ale dla mnie takie postulaty to nic innego jak apel o zwiększenie puli „aktywów” pod kontrolą spółki. Postulat powszechnej służby ma na celu wciągnięcie całego społeczeństwa w odpowiedzialność za wojnę. Społeczeństwo, którego dzieci idą do wojska, jest znacznie bardziej skłonne zaakceptować astronomiczne budżety na systemy takie jak te od Palantira – w końcu nikt nie chce wysyłać swoich bliskich na front bez najlepszego wsparcia technologicznego, które zminimalizuje ich ryzyko. Poza tym wzywanie do remilitaryzacji krajów, pobudzanie wrogości wobec innych społeczeństw, a do tego broń oparta na AI – to wszystko ma jeden cel: więcej władzy i pieniędzy dla tandemu technologiczno-politycznego oraz więcej zamętu, cierpienia i kontroli nad całą resztą. Jest to iście „nowy wspaniały świat” z narracją o ciągłym zagrożeniu, w którym rządy uzależnione są od cyfrowej infrastruktury dostarczanej przez podmioty takie jak Palantir.
Dla mnie stoi to jawnie w sprzeczności z podwalinami cywilizacji łacińskiej, ale czy to powinno dziwić? Od dawna zmierzamy w kierunku wyznaczanym przez technologicznych gigantów, a międzynarodowa polityka rzeczywiście oparta jest na brutalnej, wręcz darwinistycznej rywalizacji. Szokuje za to fakt, że komunikuje się nam to w tak otwarty sposób, a my po prostu bezrefleksyjnie przechodzimy nad tym do porządku dziennego, oglądając kolejną rolkę do porannej kawy.
AI tak potężne, że ograniczyli do niego dostęp
Anthropic, jedna z wiodących firm zajmujących się tworzeniem modeli AI, ogłosiła swój nowy model – Claude Mythos. Co ważne, nie jest to specjalistyczna wersja, a model ogólnego przeznaczenia. Tymczasem okazało się, że jego zdolności w zakresie cyberbezpieczeństwa są tak potężne, że nie został on wydany publicznie, tak jak wszystkie dotychczasowe modele. Dostęp otrzymało zaledwie kilkudziesięciu największych graczy branży technologicznej. Zaliczają się do tej grupy firmy takie jak Amazon, Apple, Nvidia, Google, Microsoft, CrowdStrike czy Palo Alto Networks. Co sprawiło, że Anthropic podjęło taką decyzję?
Możliwości modelu Mythos w wykrywaniu luk w systemach operacyjnych, przeglądarkach czy oprogramowaniu open-source, okazały się być tak zaawansowane, że przewyższają możliwości wielu ludzkich ekspertów. Anthropic obawia się, że w rękach cyberprzestępców lub wywiadów wrogich krajów model mógłby stać się potężną bronią do masowych ataków. Obawy te są na tyle poważne, że nawet te ponad 40 firm, które otrzymały dostęp do Mythosa, może korzystać z niego wyłącznie w celach obronnych, czyli np. do zabezpieczania własnej infrastruktury.
Dla całej branży cyberbezpieczeństwa jest to wyraźny sygnał, że wykorzystanie AI w zapewnianiu ochrony kluczowych systemów może okazać się niezbędne, aby utrzymać się na rynku. Dodatkowo po raz kolejny mamy do czynienia z postępującą koncentracją branży. Dostęp do zaawansowanego modelu otrzymały tylko największe i najważniejsze firmy, podczas gdy mniejsi gracze raczeni są obietnicami otrzymania wniosków z testów Mythosa.
Twierdzenia z manifestu Palantira poniekąd się tutaj materializują. Regulatorzy z Europy narzekają, że zostali wykluczeni z dostępu do Mythosa, co miałoby mieć znaczenie dla bezpieczeństwa krajów Unii Europejskiej. Jak widać, to technologia rozdaje karty. Amerykańskie firmy otrzymują najlepsze oprogramowanie, podczas gdy mniej znaczący gracze muszą zadowolić się pozostaniem w drugim szeregu.
Cła do zwrotu. Porażka Trumpa i zwycięstwo rodziny Lutnicka
Głównym tematem politycznym 2025 roku były cła wprowadzone przez Donalda Trumpa na niemal wszystkie kraje świata. Szacuje się, że z tytułu nowej polityki celnej udało się zebrać dodatkowe 166 mld USD. Co ważne, Trump obiecywał, że pieniądze te posłużą na ulgi dla obywateli w postaci czeków oraz na spłatę długu. Tymczasem prawie 90% kosztów wynikłych z tytułu ceł poniosły amerykańskie firmy importujące i konsumenci. Całe to celne zamieszanie kosztowało w 2025 roku przeciętną rodzinę z USA około 1000 USD.

Nadszedł jednak czas rozliczeń. Sąd Najwyższy orzekł w lutym 2026 roku, że prezydent nie mógł sam sobie przyznać prawa do nakładania ceł, gdyż jest to wyłączna kompetencja Kongresu. W związku z tym wspomniane 166 mld USD musi zostać zwrócone. Dlatego też w kwietniu został uruchomiony portal do obsługi zwrotów dla importerów. Jest to porażka prawna administracji Trumpa, jednak nie powstrzyma go to zapewne przed kolejnymi działaniami w tym zakresie, ale na innej podstawie prawnej.
Warto podkreślić, że konsumenci, którzy odczuli wcześniej wyższe ceny, nie będą mogli liczyć na rekompensaty, chyba że firmy będą chciały się podzielić otrzymanymi środkami. Zwroty uszczuplą budżet federalny, ale jednocześnie zasilą bilanse spółek takich jak Walmart, Target, Nike czy Home Depot, co poprawi ich płynność. Zyskują one podwójnie, ponieważ już raz podniosły ceny w 2025 roku, a teraz jeszcze otrzymają rekompensatę. To jednak niejedyne podmioty, które wychodzą z tej sytuacji zwycięsko.
Synowie Howarda Lutnicka mieli zarobić na kontrowersyjnym arbitrażu. Według doniesień Wired, jeszcze w 2025 roku, gdy ich ojciec jako Sekretarz Handlu był głównym architektem polityki szerokich taryf, firma Cantor Fitzgerald – kierowana wówczas przez braci Lutnicków – oferowała amerykańskim importerom natychmiastową gotówkę w zamian za prawa do przyszłych zwrotów ceł. Importerzy, potrzebujący płynności, sprzedawali te roszczenia za zaledwie 20–30 centów za dolara. Po wyroku Sądu Najwyższego te same roszczenia stały się warte 100 centów za dolara plus odsetki. Dzięki temu Cantor Fitzgerald mógł potencjalnie osiągnąć nawet 5-krotny zwrot z inwestycji, co przy takiej skali oznaczałoby zyski rzędu nawet setek milionów USD. W sprawie wciąż toczy się dochodzenie kongresowe prowadzone m.in. przez Rep. Jamiego Raskina, a firma Cantor Fitzgerald konsekwentnie zaprzecza realizacji jakichkolwiek transakcji.
Po raz kolejny widzimy, jak złożone mechanizmy polityki gospodarczej mogą tworzyć okazje dla dobrze poinformowanych graczy – nawet jeśli ich działania budzą poważne pytania dotyczące potencjalnego konfliktu interesów. To niby nic nowego, ale najgorszą rzeczą, którą można by zrobić w takiej sytuacji, jest milczenie. Gdy obywatele ponosili koszty wyższych ceł, inni mogli się na tym bogacić, wykorzystując poufne informacje (nie wierzę, że synowie Lutnicka zrobiliby to, nie wiedząc więcej niż przeciętny Kowalski).
Węgry pod kontrolą Moskwy?
Każdy kraj stara się prowadzić politykę zagraniczną zgodnie z własnym interesem narodowym. Gorzej jednak, jeśli ten interes jest silnie powiązany z innym potężnym krajem. Jeszcze gorzej jest, jeśli okazuje się, że doprowadziło to do powstania poddańczej relacji, gdzie ten mniejszy gracz wykonuje usłużnie polecenia większego. Węgry, bo o nich mowa, okazały się przykładem państwa, które swojemu głównemu dostawcy wyświadcza więcej niż przysługi.
Na początek przytoczmy kilka faktów. Udział rosyjskiej ropy w węgierskim imporcie wynosi ponad 90%, a w przypadku gazu jest to ponad 70%. Z kolei paliwo jądrowe praktycznie w całości pochodzi z Rosji. Co istotne, przez ostatnich 5 lat te proporcje przesuwały się na korzyść Moskwy, nie na odwrót. W takim otoczeniu trudno o niezależną politykę, a wykorzystanie przez Putina tej zależności do forsowania własnych interesów wydawało się naturalną konsekwencją. I tak rzeczywiście było. Dowiedzieliśmy się o tym dzięki ujawnieniu szokujących nagrań.
Taśmy zostały opublikowane w wyniku dochodzenia przeprowadzonego przez międzynarodowe konsorcjum, co tylko podkreśla skalę i wagę tej sytuacji. W jego skład wchodziły:
- VSquare (platforma badawcza specjalizująca się w dziennikarstwie śledczym),
- FRONTSTORY (polski portal śledczy),
- Delfi (estoński portal informacyjny),
- The Insider (niezależne rosyjskie medium),
- Investigative Center of Ján Kuciak (słowackie centrum dziennikarstwa śledczego).
Są to rozmowy ministra spraw zagranicznych Petera Szijjarto z Siergiejem Ławrowem i innymi rosyjskimi urzędnikami. Czego możemy się z nich dowiedzieć? Szef węgierskiego MSZ wielokrotnie podkreślał gotowość do służenia mówiąc:
Szijjarto: Zawsze jestem do Twojej dyspozycji.

Do tego nerwowo reagował choćby na neutralne uwagi Ławrowa, jak choćby ta o cytowaniu Szijjarto w rosyjskich mediach:
Szijjarto: Czy powiedziałem coś nie tak?
Ławrow: Nie. Mówili tylko, że pragmatycznie walczysz o interesy swojego kraju.
W kontekście walki z unijnymi sankcjami nakładanymi na rosyjskie podmioty, Szijjarto meldował, że robi co może, aby je powstrzymać. Do tego w 2023 roku zdawał szczegółowe relacje Ławrowowi ze stanu negocjacji w kwestii akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej, wychodząc z sali obrad w trakcie ich trwania. Ponadto szef węgierskiego MSZ dopytywał o wskazówki, jak lepiej identyfikować interes Węgier w relacjach z Brukselą.
Najciekawiej prezentuje się jednak sytuacja z 2024 roku, w której Ławrow poprosił o przesłanie unijnych dokumentów dotyczących ram negocjacyjnych z Ukrainą. Oto zapis rozmowy:
Ławrow: Próbujemy zdobyć ten dokładny dokument, ale…
Szijjártó: Wyślę ci go. To żaden problem.
Ławrow: Ok, Peter, jeśli mógłbyś mi przesłać ten dokument, byłbym wdzięczny.
Szijjártó: Zrobię to natychmiast. Wyślę go do mojej ambasady w Moskwie, a mój ambasador przekaże go twojemu szefowi sztabu, i wtedy będzie do waszej dyspozycji.
Zachodni specjaliści od wywiadu zauważyli, że wspomniany dokument był już wtedy dostępny publicznie. Wygląda więc na to, że Ławrow testował Szijjarto, by sprawdzić, jak daleko będzie się on w stanie posunąć. Czy to sformalizowana relacja wywiadowcza? Być może, chociaż nie zdziwiłbym się, gdyby Rosja wykorzystała po prostu uległość jednego z kluczowych węgierskich polityków i niewielkim wysiłkiem wydobywała istotne informacje.
Wygląda więc na to, że twarda, wielowektorowa polityka Węgier i asertywność wobec każdego mocarstwa okazały się mrzonką. Zamiast równorzędnych rozmów dyplomatycznych między Moskwą a Budapesztem, usłyszeliśmy rozmowę podwładnego z szefem. To przestroga dla każdego rządu, aby swojego bezpieczeństwa gospodarczego nie uzależniać od tylko jednego kraju.
Węgry. Nowy premier, stare zasady?
Skandal z nagraniami gabinetu Viktora Orbana z pewnością przyczynił się do jego przegranej w niedawnych wyborach parlamentarnych. Partia Fidesz, której przewodzi utraciła ponad połowę swojej reprezentacji parlamentarnej, podczas gdy konkurencyjna Tisza zdobyła 2/3 mandatów przy 53% głosów. Co ciekawe, podobnie jak w Polsce w 2023 roku, mieliśmy do czynienia z rekordową frekwencją na poziomie niemal 80%. Widać, że wyborcy oczekiwali zmian. Pytanie, czy je dostaną?
Nowy premier, Peter Magyar, deklarował wzmocnienie relacji z Unią Europejską, aby odblokować zamrożone miliardy euro, a także obiecywał walkę z korupcją. Reakcja zachodnich, liberalno-lewicowych elit była bardzo entuzjastyczna. Ursula von der Leyen gratulowała mu z patosem: Węgry wybrały Europę. (…) Unia staje się silniejsza. Podobnie Donald Tusk przywitał Węgrów z powrotem w Europie. Prestiżowy amerykański think tank Council on Foreign Relations opublikował analizę, w której eksperci wprost pisali o końcu epoki nieliberalnej i potężnym ciosie dla interesów Władimira Putina. I rzeczywiście, nowy premier postawił na zacieśnianie relacji z UE, jednak od tego miejsca coraz trudniej o wyraźne różnice między nim a Orbanem.

Magyar nie jest liderem proukraińskim. Podobnie jak Orban odrzuca bezpośrednie wsparcie wojskowe i wysyłanie broni z Węgier. Co więcej, stanowczo sprzeciwia się przyspieszonej ścieżce akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Ponadto, nowy premier popiera twardą ochronę węgierskich granic i kategorycznie sprzeciwia się jakimkolwiek unijnym mechanizmom obowiązkowej relokacji imigrantów. Podobnie jest w przypadku polityki społecznej, gdzie 13. i 14. emerytura nie zostaną zlikwidowane. I teraz chyba najważniejsza kwestia. Chociaż Magyar deklaruje chęć stopniowego odchodzenia od rosyjskiej ropy, w kwestii energetyki jądrowej kontynuuje linię poprzednika. Nowy rząd zapowiedział, że nie zatrzyma kontrowersyjnej rozbudowy elektrowni jądrowej Paks, która jest realizowana w ścisłej współpracy z rosyjskim gigantem państwowym – Rosatomem. Kluczowe w kwestii surowców energetycznych z Rosji wydają się te słowa Magyara: Rosja tu będzie i Węgry tu będą. Będziemy starali się dywersyfikować, ale to nie znaczy, że chcemy się odłączyć.
Wszystko wskazuje na to, że nowy premier Węgier to tak naprawdę wersja „light” Viktora Orbana, co może wydawać się zaskakujące na pierwszy rzut oka, ale w gruncie rzeczy, jeśli Twój kraj jest tak bardzo uzależniony od rosyjskich dostaw energii, pole manewru jest naprawdę niewielkie. Pokazała to sytuacja z taśmami szefa MSZ poprzedniego rządu i moim zdaniem niewiele się w tej kwestii zmieni w nadchodzącym czasie.
Izrael dokonuje zbrodni. Nawet Sikorski ma dość
Wraz z rozpoczęciem wojny USA i Izraela z Iranem, strategia wojenna Tel Awiwu nie uległa szczególnym zmianom. To, co wcześniej oglądaliśmy w Strefie Gazy, dziś ma miejsce w Iranie, a także Libanie. Niszczone są całe wioski, mieszkańcy wypędzani i mordowani, podobnie zresztą, jak reporterzy próbujący przekazywać te okropne wieści dalej w świat. Głośna w ostatnim czasie była sprawa libańskiej dziennikarki Amal Khalil, która zginęła w celowanym ataku dronowym. Najpierw uderzono w jadący przed nimi samochód, potem w dom, w którym ukryły się dwie dziennikarki (Khalil i Zeinab Faraj). Khalil została uwięziona pod gruzami i zmarła. Dramat cywilów i dziennikarzy to jedno, ale równolegle z frontu docierają obrazy świadczące o postępującej brutalizacji i całkowitym upadku moralnym samych żołnierzy.
Ostatnio sieć obiegła fotografia przedstawiająca izraelskiego żołnierza w południowym Libanie, który ciężkim młotem niszczy figurę Chrystusa.

Minister spraw zagranicznych Izraela Gideon Sa’ar szybko przeprosił chrześcijan i wszystkich dotkniętych incydentem. Na co odpowiedział mu Radosław Sikorski: Dobrze, że minister Sa’ar szybko przeprosił, było za co. Należy ukarać tego żołnierza, ale i wyciągnąć wnioski wobec sposobu w jaki są formowani. Żołnierze IDF sami przyznają się do zbrodni wojennych. Zabijali nie tylko cywilnych Palestyńczyków ale nawet własnych zakładników.
W odpowiedzi Gideon Sa’ar zażądał, aby Sikorski potępił zachowanie Berkowicza, który w miejsce gwiazdy Dawida umieścił swastykę. Szef polskiego MSZ podkreślił, że poseł Konfederacji został już ukarany, ale jednocześnie bronił swojego prawa do krytyki sił zbrojnych Izraela, co jest dosyć dużym zwrotem w jego dotychczasowej retoryce. Prawdopodobnym powodem jest wspomniany już artykuł opisujący haniebne działania izraelskich żołnierzy. Przyznają się oni do ostrzeliwania i zabijania cywilów i zwierząt bez wyraźnego powodu, kradzieży, a także do działania napędzanego chęcią zemsty i nienawiścią.
Prawdopodobnie działania Izraela nie ustaną, zwłaszcza, że wspierany jest on przez swojego głównego sojusznika, czyli Stany Zjednoczone (uzbrojenie wciąż płynie do Tel Awiwu i to za darmo). Chociaż te wszystkie okrutne zbrodnie wzbudzają coraz większe oburzenie w różnych rejonach świata, to dopóki trwa sojusz Trump – Netanjahu, nic się w tej kwestii nie zmieni. Nam pozostaje jedynie głośno mówić o tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie i liczyć na prawdziwie asertywną politykę naszych władz wobec Izraela.

Uzbekistan kazał obywatelom płacić bezgotówkowo. Wyszło gorzej niż źle
„Od początku kwietnia w Uzbekistanie obowiązują drastyczne ograniczenia obrotu gotówkowego. Mieszkańcy tego kraju narzekają na chaos i komplikowanie im życia przez władze za pomocą źle przygotowanej reformy.
Od początku kwietnia w Uzbekistanie nie można płacić gotówką, gdy wartość zakupionych towarów albo usług przekracza kwotę 25 mln sumów. To nieco ponad 7,5 tys. zł. Dla porównania: obowiązujący w Polsce śmiesznie niski limit transakcji gotówkowych dla przedsiębiorców wynosi 15 tys. zł.
To jednak nie koniec fantazji uzbeckiego prawodawcy. Za gotówkę nie wolno także kupić określonych towarów. Moglibyśmy się spodziewać drogich rzeczy takich jak mieszkania czy samochody. Oczywiście znajdują się one na liście. Jest ona przy tym dużo dłuższa.
Papierowym pieniądzem Uzbecy nie zapłacą za usługi komunalne i publiczne. Rachunki za nośniki energii i wodę trzeba regulować bezgotówkowo. Ten sam wymóg dotyczy paliwa, a także używek: papierosów i alkoholu.
Równocześnie nie zapewniono adekwatnego dostępu do infrastruktury. Innymi słowy: brakuje bankomatów i wpłatomatów. Do tego terminale płatnicze na uzbeckich stacjach benzynowych okazały się awaryjne. Nakłada się na to niestabilne połączenie z internetem poza stolicą kraju. W rezultacie zakup paliwa na stacjach potrafi się ciągnąć nawet godzinami.
To nie koniec złych wieści. Władze Uzbekistanu przeoczyły ważny szczegół w postaci specyfiki tamtejszego sektora płatniczego. Bankowość nie jest tam przesadnie rozwinięta. Płatności bezgotówkowe opierają się w dużej mierze na koncepcji doładowywania kart płatniczych w specjalnych punktach. Od każdej takiej transakcji pobierana jest prowizja mogąca sięgać nawet 3 proc.
Jeżeli więc chce się wpłacić dużą kwotę, by móc zapłacić rachunki, dokonać jakiejś większej transakcji albo po prostu zatankować samochód, to trzeba się liczyć z utratą części środków na rzecz operatora. Uzbeckie prawo nie reguluje bowiem w ogóle kwestii prowizji.”
Uzbekistan kazał obywatelom płacić bezgotówkowo. Wyszło gorzej niż źle
@skrzypce za ponad 5 mln zł
Refleks skrzypaczki uratował instrument wart miliony złotych. Do zdarzenia doszło w Lahti w Finlandii podczas koncertu skrzypcowego Maxa Brucha. Dyrygent Matthew Halls przypadkowo zahaczył batutą o instrument solistki Eliny Vähäli. Skrzypce Guadagniniego warte ponad 5 mln zł wypadły z rąk artystki i zaczęły spadać na scenę. Publiczność natychmiast zareagowała ciszą, bo było jasne, że chodzi o niezwykle cenny instrument. Skrzypce z XVIII wieku należą do najdroższych na świecie i są wyjątkowo wrażliwe na uszkodzenia. Każdy upadek mógłby oznaczać nie tylko ogromne koszty, lecz także stratę dla świata muzyki klasycznej.
Solistka zareagowała instynktownie i podstawiła nogę, aby zamortyzować upadek. Dzięki tej reakcji skrzypce warte miliony złotych nie uderzyły bezpośrednio o podłogę i uniknęły poważnych uszkodzeń. Zdarzenie pokazało, jak ogromne znaczenie ma doświadczenie sceniczne. Nawet w najbardziej nieprzewidywalnych momentach artyści muszą działać natychmiast. To właśnie opanowanie pozwoliło uniknąć najgorszego scenariusza.
Skrzypce Guadagniniego należą do najbardziej cenionych i mogą być warte miliony złotych. Zdarzenie w Finlandii pokazało, jak cienka jest granica między spokojnym koncertem a sytuacją, która może przejść do historii.
https://kultura.gazeta.pl/kultura/7,114628,32749719,blad-dyrygenta-i-dramat-gotowy-publicznosc-zamarla-gdy-zobaczyla.html
Powyższy przypadek ewidentnie pokazuje, że artyści powinni zadbać o miękkie zabezpieczenie terenu sceny o promieniu 2,5 m, gdzie stoją grając na sprzęcie muzycznym, albo wcześniej uzgodnić takie działania z organizatorem. Ewentualnie dobrym sposobem byłoby połączenie instrumentu z mocnymi szelkami.
Von der Leyen okłamała Europejczyków. Do UE już wkrótce trafi gigantyczna ilość wołowiny z Mercosur. 1 maja na teren Unii Europejskiej trafi znacznie więcej wołowiny z państw Mercosur, niż wskazywała dotychczas Bruksela. Chodzi o kilkadziesiąt tysięcy ton. Dodatkowo, Bruksela oddała w ręce państw Ameryki Południowej kontrolę nad mechanizmem przydzielania kwot eksportowych, co oznacza, że to one będą decydować, które firmy i w jakim zakresie będą mogły dostarczać wołowinę na rynek Unii Europejskiej.
Początkowo Bruksela przekonywała, że na teren UE trafi 99 tys. ton wołowiny z państw Mercosur. Unijni biurokraci dodawali, że wprowadzenie południowoamerykańskiej wołowiny będzie realizowane stopniowo, przez 6 lat. Tego rodzaju zapewnienia miały na celu uspokojenie rolników, którzy obawiali się, iż sprowadzenie znacznej ilości wołowiny w krókim czasie zagrozi europejskiej produkcji.
Niedawne obietnice Komisji Europejskiej nie mają pokrycia w rzeczywistości. Już 1 maja możliwe będzie sprowadzenie do UE 58 tys. ton wołowiny High Quality Beef. Dodatkowo, zgodnie z zapisami umowy, mięso, na które dotychczas nakładano 20-procentowe cło, teraz będzie z niego zwolnione. Tym samym wołowina z państw Mercosur od razu stanie się znacznie tańsza. To uderzy w producentów wołowiny z Polski i innych krajów UE, którzy będą zmuszeni do obniżenia cen.
https://niezalezna.pl/polityka/kilkadziesiat-tysiecy-ton-wolowiny-z-mercosur-juz-wkrotce-trafi-do-ue-von-der-leyen-oklamala-europejczykow/569111
Służy diabłu, to kłamie niszcząc europejskie rolnictwo i w miarę normalne (jeszcze) życie milionom ludzi.
Matka Kurka porównuje dwie zbiórki . Ciekawe spostrzeżenia .
OWSIAK I WOŚP BEZ GACI!
Ten tajemniczy adres Suszka, wygląda jak portfel, do którego ktoś zgubił klucze. 2 duże wpływy w 2016 roku a później nic się tam nie działo (poza jakimiś mikro spam-transakcjami). Nigdy nic z tego adresu nie zostało wypłacone. Wygląda jakby po prostu właściciel (ktokolwiek nim był) utracił do niego dostęp.
„Komisja Nadzoru Finansowego poinformowała o podejrzeniach wobec spółek: Capitea, W.G Partners i Draw Distance. Chodzi m.in. o manipulowanie kursami akcji i instrumentów finansowych oraz wykorzystanie informacji poufnych w obrocie akcjami.”
Trzy spółki pod lupą KNF. Chodzi o manipulacje i nadużycia
Policzyłem, ile zarobiłem przez 16 lat. Powinienem mieć dom – ale go nie mam
„Ostatnio myślałem o tym, ile trzeba zarabiać, aby szybko uzbierać gotówkę i bez większego kredytu hipotecznego kupić sobie wymarzony dom jednorodzinny. Wpadłem wtedy na pomysł sprawdzenia, ile mniej więcej zarobiłem przez całe życie. Okazało się, że starczyłoby na domek – wszystko fajnie, ale gdzie on jest?
Sprawdziłem, ile zarobiłem pieniędzy przez te kilkanaście lat. Dla jednych mogło to być mało, dla innych dużo, w każdym razie starczyłoby na własny, skromny domek.
Jednak jak każdy z nas wydawałem sporo pieniędzy na bieżące potrzeby, m.in. na wynajem mieszkania, jedzenie, koszt utrzymania samochodu i inne. Przynajmniej te koszty ponoszę systematycznie każdego miesiąca jak zresztą wielu z nas, a przecież to nie koniec wydatków, również tych nieoczekiwanych.
Mówiąc w skrócie: gdybym mieszkał u rodziców i nie dokładał się do rachunków i mocno oszczędzał, miałbym dziś domek.
Policzyłem z ciekawości, ile teoretycznie zarobił przeciętny Kowalski przez ostatnie kilkanaście lat. Przyjąłem lata 2010-2026 w kilku scenariuszach, gdzie nasz hipotetyczny bohater:
Oczywiście wziąłem pod uwagę waloryzacje płacy minimalnej w Polsce, a ponieważ różnie definiuje się klasę średnią, przyjąłem dla niej dwie wartości, tj. 125 i 150% średniej krajowej. Ile takie osoby zarobiły netto w latach 2010-2026?
Mowa tu oczywiście o kwotach netto, a więc zarobkach „na rękę”, ale powyższe sumy nie biorą pod uwagę inflacji. Czy mogą one wystarczyć na dom? W zależności m.in. od lokalizacji i wielkości budynku, na upartego można już kupić dom za ~500 tys., ale znacznie ciekawsze oferty znajdziemy w przedziale od ok. 700 do ok. 900 tys. złotych.”
Policzyłem, ile zarobiłem przez 16 lat. Powinienem mieć dom – ale go nie mam
„Setki wszczętych postępowań karnych, przekierowana uwaga całych wydziałów prokuratury i sądownictwa, trudne do oszacowania koszty – a wszystko tylko po to, by zaspokoić próżność kanclerza Friedricha Merza – który nie lubi, gdy zwykli obywatele śmieją go krytykować. Taki jest pierwszy wniosek po wymuszonym decyzją sądową ujawnieniu skali tego procederu. W ten sposób Niemcy, deklaratywnie kraj przodujący w przywiązaniu do „demokracji” i „praworządności”, zbliżają się do standardów Turcji czy Indii, których przywódcy z równie wielkim zapałem ścigają zniewagi przeciwko nim wypowiadane.
Sąd administracyjny w Berlinie nakazał urzędowi kanclerskiemu ujawnienie szczegółów dotyczących setek postępowań karnych, które Friedrich Merz – obecny kanclerz RFN – wszczął przeciwko osobom krytykującym go w Internecie. Decyzja sądu jest kulminacją wielomiesięcznego sporu o dostęp do informacji publicznej, który urząd Merza usiłował zablokować, powołując się na „ochronę prywatności” i „bezpieczeństwo państwa”. Tymczasem skala represji prawnych, jakie Niemcy rozpętały wobec obywateli, którzy pozwolili sobie na nieprzychylne komentarze pod adresem szefa rządu, okazuje się znacznie większa, niż dotychczas sądzono.
Według dokumentów, które musiał ujawnić urząd kanclerski, od początku kadencji Merza w 2024 roku wpłynęło co najmniej 387 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa „obrazy” (Beleidigung) lub „zniesławienia” (üble Nachrede) przez osoby publikujące treści krytyczne wobec kanclerza w mediach społecznościowych. W większości przypadków chodziło o komentarze na platformach takich jak X (dawniej Twitter), Facebook czy Telegram – i to nie tylko te niecenzuralne, lecz także całkowicie mieszczące się w granicach debaty publicznej, przykładowo określające Merza „aroganckim”, „niekompetentnym” lub „sługusem korporacji”.”
Niemcy: setki śledztw przeciw krytykom Merza. Kanclerz zmuszony do ujawnienia skali szykan | BitHub.pl
Dostosował się do systemu w którym dominuje dług.
Żyje na koszt oszczędzających i pracujących.
Nie bardzo idzie cos z tym zrobić bo jest jeden podmiot który jest w tym najlepszy i nie ma zamiaru tego zmienić – państwo.
„Morgan Stanley, jeden z największych gigantów bankowości inwestycyjnej, zdecydował się na gwałtowną rewizję swoich prognoz dotyczących rynku metali szlachetnych. Analitycy banku obniżyli przewidywaną cenę złota o blisko 10 procent, co jest bezpośrednią odpowiedzią na dynamiczne zmiany w globalnym krajobrazie makroekonomicznym.
Zespół ds. surowców wyznaczył nowy cel cenowy dla kruszcu na drugą połowę 2026 roku na poziomie 5 200 USD za uncję, podczas gdy wcześniejsze szacunki mówiły o kwocie 5700 USD. Decyzja ta zapadła po sześciotygodniowej wyprzedaży, w trakcie której wartość złota spadła o niemal jedną czwartą względem swoich historycznych szczytów, odnotowując tym samym najgorsze miesięczne wyniki od 2008 roku.
Choć w ostatnich dniach notowania nieco się uspokoiły, eksperci z Morgan Stanley podkreślają, że ostatnie spadki nie są jedynie przypadkowym wahnięciem, lecz wynikiem głębokiej zmiany fundamentów rynkowych. Ich zdaniemobecna sytuacja wynika z połączenia rzadkiego szoku podażowego oraz rosnących realnych stóp procentowych, co jest efektem opóźniania obniżek kosztu pieniądza przez Rezerwę Federalną. Dziś złoto przestało być postrzegane wyłącznie jako bezpieczna przystań na trudne czasy. Zjawisko to sprawiło, że inwestorzy zostali zmuszeni do całkowitego przedefiniowania swoich portfeli i strategii długoterminowych.”
Morgan Stanley uderza w złoto i drastycznie tnie prognozy cenowe | BitHub.pl
„Sarah Breeden z Banku Anglii, cytowana przez BBC ostrzegła przed prawdopodobnymi spadkami na rynkach akcji. Wiceszefowa instytucji stwierdziła wprost, że ceny aktywów na globalnych rynkach są zbyt wysokie względem narastających ryzyk makroekonomicznych i w jej ocenie mogą w przyszłości wymagać „dostosowania”, czyli po prostu korekty. Innymi słowy bank twierdzi, że wyceny poszły za daleko, a fundamenty nie nadążają. To ważny sygnał, bo jej komentarz wpisuje się w szerszy obraz, w którym globalne rynki akcji: mimo rekordów coraz bardziej rozmijają się z otoczeniem gospodarczym.”
Wiceszefowa Banku Anglii ostrzega przed paniką na rynku akcji. Zły omen? | BitHub.pl
„Najnowsze dane z indeksu Consumer Climate opracowanego przez NIM i GfK pokazują wyraźne pogorszenie nastrojów niemieckich gospodarstw domowych. I co istotne nie chodzi już o kosmetyczne wahania, ale o ponowne wejście w strefę wyraźnej awersji konsumenckiej. Wskaźnik spadł w maju 2026 do poziomu -33,3 punktu, co oznacza najniższy odczyt od lutego 2023 roku. Tak więc niemiecki konsument ponownie traci pewność co do swojej sytuacji finansowej,. Fundamenty popytu wewnętrznego w największej gospodarce Europy zaczynają się kruszyć.
Dane GfK/NIM po raz kolejny potwierdzają, że niemiecka gospodarka pozostaje wyjątkowo wrażliwa na szoki inflacyjne i energetyczne. W przeciwieństwie do USA, gdzie konsumpcja pozostaje relatywnie odporna, w Niemczech nastroje gospodarstw domowych nadal pełnią rolę wczesnego wskaźnika osłabienia cyklu koniunkturalnego.
Jeśli obecny trend się utrzyma, ryzyko jest jasne: nawet umiarkowany szok inflacyjny może wystarczyć, by niemiecki konsument ponownie wszedł w tryb ograniczania wydatków. A to w gospodarce opartej w dużej mierze na popycie wewnętrznym szybko przekłada się na realne spowolnienie aktywności gospodarczej.”
Niemcy tracą grunt pod nogami: badanie GfK wskazuje najgorsze nastroje od 2023 roku | BitHub.pl
„Ponad 50 państw zbiera się w Kolumbii, aby wytyczyć przyszłość bez ropy, gazu i węgla, podczas gdy świat znajduje się w środku kryzysu energetycznego spowodowanego wojną, przerwami w dostawach i rosnącym popytem, którego nawet dziś nie da się zaspokoić. Te same rządy, udając, że mogą wyeliminować paliwa kopalne, cicho walczą za kulisami, by zdobyć ich więcej, tylko po to, by utrzymać światło.
Tak właśnie się dzieje, gdy polityka jest napędzana ideologią, a nie rzeczywistością. Wielokrotnie ostrzegałem, że nie ma realnej alternatywy, która byłaby w stanie zastąpić paliwa kopalne na dużą skalę. To nie jest opinia. To prosta sprawa fizyki i infrastruktury. Energia wiatrowa i słoneczna nie są w stanie zapewnić energii bazowej. Są one nieregularne, zawodne i wymagają systemów magazynowania, które nie istnieją na poziomie potrzebnym do utrzymania nowoczesnej gospodarki przemysłowej. A jednak politycy wstają i udają, że możemy po prostu przełączyć przełącznik i przeprowadzić całą światową gospodarkę na odnawialne źródła energii, jakby energia była jakimś opcjonalnym luksusem.
To, co czyni cały ten program jeszcze bardziej niebezpiecznym, to fakt, że już nie mówią w niejasnych słowach, lecz otwarcie deklarują cel. Ursula von der Leyen stwierdziła, że „globalny kryzys paliw kopalnych musi zmienić zasady gry… Zdobyjmy czysty bilet do nieba”, co nie jest polityką gospodarczą, lecz ideologiczną retoryką oderwaną od rzeczywistości. John Kerry podkreśla, że przywódcy muszą przyspieszyć „odejście od paliw kopalnych” w przeciwnym razie czeka katastrofa, podczas gdy Ed Miliband nadal podkreśla, że Net Zero jest niezbędne do całkowitego wyeliminowania zależności od tradycyjnej energii. Potem mamy Ro Khannę, który opowiada się za zakończeniem subsydiów na paliwa kopalne i wstrzymaniem nowych pozwoleń, co w praktyce oznacza ograniczenie podaży zanim pojawi się jakakolwiek realna zamiennica.
Europa już pokazała konsekwencje tego szaleństwa. Postawili całkowicie na politykę Net Zero, celowo ograniczając dostęp do taniej i niezawodnej energii, a teraz płacą za to cenę. Koszty energii gwałtownie wzrosły, przemysł ucieka, a wzrost gospodarczy utknął. Niemcy, niegdyś przemysłowy motor Europy, zostały podważone przez własną politykę energetyczną. Kiedy niszczysz swoją bazę energetyczną, niszczysz swoją gospodarkę. To takie proste. Nie ma na to innego sposobu, bez względu na to, ile konferencji zorganizują lub porozumień podpiszą.
Hipokryzja tutaj jest zdumiewająca. Podczas gdy mówią o likwidacji paliw kopalnych, rządy jednocześnie zabezpieczają długoterminowe kontrakty na ropę i gaz. Ponownie otwierają elektrownie węglowe. Subsydiują energię tylko po to, by zapobiec niepokojom społecznym. Publicznie mówią jedno, a za kulisami robią dokładnie odwrotnie, bo znają prawdę.
Rządy nie przygotowują się na świat bez paliw kopalnych. Przygotowują się do konfliktu o te same zasoby, które rzekomo chcą wyeliminować. To, co proponują, jest nie tylko nierealistyczne, ale też niebezpieczne. Nie można rozmontować globalnego systemu energetycznego i oczekiwać, że gospodarka będzie funkcjonować. Próba wymuszenia tej zmiany przedwcześnie przyspiesza kryzys, który rzekomo rozwiązują.”
Teatr polityczny – Rozwiąż kryzys energetyczny poprzez eliminację paliw kopalnych | Armstrong Economics
„Niemcy otwarcie zadeklarowały zamiar zostania dominującą konwencjonalną potęgą militarną w Europie do 2039 roku. To, co robi Berlin, to zmiana strukturalna, która budowała się cicho przez lata, a teraz jest formalizowana na widoku. Plan zakłada rozszerzenie Bundeswehry do około 460 000 personelu, w tym rezerwy, przy około 260 000 żołnierzy czynnych, co skutecznie podwaja skalę jej sił użytecznych w porównaniu do obecności.
Rzuca się w oczy, że dzieje się to w tym samym czasie, gdy gospodarka Niemiec stagnuje, a prognozy wzrostu spadają do zaledwie 0,5%, podczas gdy inflacja rośnie z powodu presji energetycznej i napięć geopolitycznych. Obserwujesz klasyczny historyczny wzorzec, w którym rządy przesuwają zasoby na rozbudowę wojskową, gdy warunki gospodarcze słabną. Właśnie tak kapitał jest przekierowywany w okresach rosnącego ryzyka geopolitycznego.
Budżet wojskowy Niemiec mówi prawdę. Bundeswehra obecnie działa z około 108,2 miliarda euro w 2026 roku, co czyni ją jednym z największych budżetów obronnych na świecie i stanowi dramatyczne odejście od dekad, gdy Niemcy odmawiały nawet przekraczania progu NATO na poziomie 2%. Jeszcze kilka lat temu Niemcy wydawały około 80–90 miliardów euro rocznie, a obecnie prognozy pokazują, że wydatki wzrosną do 150–160 miliardów euro do 2029 roku, czyli około 3,5% PKB.
To oszałamiająca przemiana. Przez dziesięciolecia Niemcy celowo utrzymywały słabą postawę militarną w ramach powojennego porozumienia. Teraz nie tylko się uzbrajają, ale także wyraźnie deklarują, że zamierzają być najsilniejszą konwencjonalną siłą w Europie. Dwadzieścia lat temu byłoby to nie do pomyślenia.
Niemcy wyszły też poza zwykłe zwiększenie wydatków. Restrukturyzują cały system wojskowy, w tym integrację technologii, wojnę opartą na AI oraz infrastrukturę logistyczną, która może umożliwić szybkie rozmieszczenie w całej Europie. To przygotowanie do długoterminowej zdolności do zaangażowania, a nie postawa obronna. Gdy rządy zaczną inwestować na taką skalę, nie planują pokoju. Przygotowują się do konfrontacji.”
Niemcy dążą do stania się najsilniejszą siłą militarną UE do 2039 roku | Armstrong Economics
Ileż to cięgów zbierał Supermario za to , że mówił , że Niemcy jako państwo poważne upomną się kiedyś o tzw. ziemie odzyskane .
Supermario serdecznie pozdrawia polisha .
a również pozdrawiam 🙂 dobry czas tu mielismy kiedys
potem sie drogi rozeszly
Szkoda , bo czerwone jałówki , III Świątynia itd. jak się okazało to obecnie rzeczywistość , a nie teorie spiskowe .
jesteśmy narodem plotkarzy 🙂 hehe
Wszyscy powtarzają, że Suszek nagrywał Zaorskiego. A w jaki sposób Rzepa dotarła do tych nagrań Suszka skoro on został zaginięty lata temu? Dla mnie to 'dotarcie’ do nagrań wygląda na podrzucenie taśm przez nasze sb.
Wątek na linki
Jeśli Wasz komentarz ogranicza się jedynie do przekazania linku do innego artykułu bądź nagrania YT, bez jakiegoś komentarza czy przemyśleń z Waszej strony, to prosimy wrzucajcie go w odpowiedzi na ten wpis.
Dziękuję i pozdrawiam!
Publiczne poniżenie Argentyny w Izraelu – prof. Adam Wielomski
Publiczne poniżenie Argentyny w Izraelu – prof. Adam Wielomski
Nowa amerykańska klasa średnia mieszka w vanach
Nowa amerykańska klasa średnia mieszka w vanach